DOMOWNIK
już "od końca" trzeba czytać, słuchać...
17 obserwujących
118 notek
118k odsłon
  1058   4

Umarłym i umierającym nic po naszym wzruszeniu, nic po naszym zachwycie

https://ownetic.com/news/2013/06/24/miron-bialoszewski-warszawa-bialoszewska-muzeum-literatury-warszawa/
https://ownetic.com/news/2013/06/24/miron-bialoszewski-warszawa-bialoszewska-muzeum-literatury-warszawa/

I.

... cytatów i obrazów ze śmiercią i o śmierci - bez liku. Do przesytu. Po limes. Obok miłości – jest drugi równie atrakcyjny literacko, czy w ogóle artystycznie temat? Taka artystycznie piękna śmierć, wystawiona po redaktorsku na sprzedaż, świetnie się i na salonie sprzedaje, czyż nie? Śmierć okutana słowami o prawdzie, ma na salonie wąskie źrenice bezczelnej pazerności, czyż nie?

... nie kolekcjonuję „śmiertelnych” cytatów i obrazów, tj. nie zbieram, nie układam w albumach, nie nadaję im własnego porządku. Nigdy (no, chyba nigdy) nie wpisywałam ich tytułów w tytuły prac własnych czy cudzych, nie zarabiałam na ich komentowaniu, upublicznianiu, wartościowaniu.

... od dawna mnie te cytaty i obrazy nie dziwią, nie ekscytują, nie szokują. Nie pomagają. I bez nich żyjemy. I bez nich umieramy. Może nie pamiętam, że jednak bardzo usidliły młodą, bo za głupia była, by wiedzieć, że nie jest ich rolą ekscytować, szokować? A choćby wzruszać…

... oczywiście: anioły śmierci, lamentnice, przemiany, Orfejskie pożegnania, świadectwa straty tych, którzy żegnają naprawdę umarłych, ale i autorskie świadectwa tych naprawdę umierających - są (muszą być) częścią moich zajęć. Ale to zajęcia warsztatowe, uprzątające pole, na którym może ktoś coś wartościowego zasiać, a to zasiane może wzrośnie, zaowocuje, po nacięciu choćby, jak sykomora? Ja – nie zasiałam. Nie podjęłam tematu. Nie tylko zawodowo. Także prywatnie…

... pamiętam, że na poważnie cytowałam w listopadowych notkach tytuły, nazwiska. Cytaty cisną się i dziś pod klawisze… Iwaszkiewicz o Liebercie… Czarne kwiaty… Wittlin… Brewiarz… Rilke… Blake… Przed ostatnią pietą Michała Anioła … Bez sensu... Taki czas, podły, że tamte uroczyste notki - bez sensu...

... przeganiam te uroczyste cytaty dziś, bo zwłaszcza dziś nie chcę przekraczać zacienionego progu; był blisko i mnie, z każdym dniem, nocą jest bliżej. Przeganiam, bo ciągle realne jest, by być dalej, jeszcze. A może przeganiam dlatego, że wzruszenie to dla mnie, dziś, zbyt łatwa reakcja?

... wzruszenie z reguły nic nie znaczy i nic nie może, żadnej nie ma władzy, żadnej siły; ma być tylko estetyczną jakością. Wobec sztuki taka reakcja to sztampa. A wobec zdarzeń życia – jest bardzo niestosowna. Umarłym i umierającym nic po naszym wzruszeniu, jak nic po naszym zachwycie. Jedyne co możemy to – pamiętać. Czyli sprzątać opadłe liście. Czyli żyć. Po. Z uśmiechem.

II.

Zatem: nie z kolekcji wzruszeń, ale z pamięci zdarzeń, przywołuję raz jeszcze kilka (w sumie przypadkowo dobranych) fragmentów zapisanych przez Białoszewskiego. Dlaczego on? Po prostu: naiwny, empatyczny, rzewny nie chciał być. Nie zapraszał do przekroczenia progu estetycznego wzruszenia. I równie ważne: wśród tych cytatów, w zapisanym w nich poczuciu humoru, czuję się szczególnie dziś bezpiecznie.

Tu mówienie o śmierci dzieje się bez patosu, a przecież naprawdę poważnie.

Dzieje się nieco jarmarcznie, a przecież nie na wyprzedażowej ladzie popszmiry.

Mimo groteski czy ludyczności (sceneria, rekwizyty, tembr głosu - bo to, co pisał, trzeba usłyszeć!), majestat i groza nie zostały tu  skrzywdzone czy zanegowane.

Nie widzę w tych fragmentach kłamstwa. Nie widzę pychy. Nie widzę ckliwości. Nie widzę tandety. Nie widzę kupczenia. Nie widzę taniej maski taniego heroizmu.

To (muszę tak napisać) współczesne teksty mądrościowe… I to jakie!

1. w Teatrze Osobnym napisał „na melodię podwórzowych zawołań”:

Na śmierć jest tyle sposobów rad doświadczeń jej przeżyć...

A ja ją prze-ży-ję po

swojemu...

2. w Było i było, już lingwistycznym tomie poezjo-próz, zamieścił utwór „kalendarzowy”:

To nie jest jeszcze taka pra-

wda do końca.

Ale ostate-

cznie to, że się umrze, to

też nie jest taka prawda

do końca, dopóki się nie

przeżyje śmierci.

A podobno nikt jej nie przeżył.

3. w tzw. Listach do Eumenid (autentycznych listach, słanych do autentycznych trzech Pań Profesor M.: Baranowskiej, Janion i Żmigrodzkiej), z odwołaniem do Hamleta, ale i np. x. Baki, pisał:

16 LUTY 1983 POETA Z REANIMACJI UKŁADA TANGO ZAMÓWIONE PRZEZ KICIĘ KOCIĘ 3 DNI WSTECZ W NASTROJU BALOWYM

CANTO

W mym półgrobie

Piszę Tobie

Zamówione tango.

Póki żyłem,

Nie zdążyłem,

Teraz za to mam go...

REFREN

Nie bój się nic

Bo życie nic nie znaczy;

Bo śmierć jak rydz

Zdrowa dla umieraczy.

Już Hamlet-fryc

Myślał, że przeinaczy,

Nie wyszło mu nic a nic

Z tym jego byc (tu zrobić w tańcu przegięcia)

albo nie byc

4. wreszcie w Wywiadzie, ostatnim utworze ostatniego tomu autorsko ułożonego, „odhaczył” temat mistrzowsko i finalnie (ot, klasyk, więc pod szkolne strzechy trafił):

MISTRZ MIRON

Puka? Kto?

(uchyla)

Acha...

Chwileczkę... już

PANI GOŚĆ

Pan woli ludność czy bezludność?

MISTRZ MIRON

Trochę bez, trochę z

PANI GOŚĆ

z z z, to nie przeszkadza?

MISTRZ MIRON

jak fruwa - nie, w rurach - nie,

jak za długo siedzi - tak

PANI GOŚĆ

Tak się rozglądam, dobrze tu panu?

MISTRZ MIRON

Przeważnie... przepraszam, pani nazwisko?

PANI GOŚĆ

Na "ś"

MISTRZ MIRON

Śpiwko... Śpiaw... nie?

PANI GOŚĆ

Śmierć

MISTRZ MIRON

(zatkany)

(przez sztuczne zęby)

Ledwie wpuściłem

myślałem, że dziennikara

PANI GOŚĆ

Kara

MISTRZ MIRON

Za co?

PANI GOŚĆ

Za życie

MISTRZ MIRON

Już?

(pada na dobre)

(z kieszeni MISTRZA MIRONA wysuwa się chytrze kartka)

"Nie każcie mi już niczym więcej być!

Nareszcie spokój"

III.

Nie mógł, jako świadomy poeta, pominąć tematu dla poezji i w ogóle sztuki pierwszorzędnego.

Nie mógł, jako twórca współczesny, nie wejść w dialog z konwencjami dotychczasowego dialogowania o śmierci. I ze śmiercią.

Nie mógł, jako człowiek, nad nieskończonością postawić tylko kropki patosu, wzruszenia, elegii, groteski.

Nie mógł, jako osobne ja, mówić w imieniu każdego.

Uwiarygodnił temat stylem, postawą, kreacją.

Zapanował nad tematem, bo szło nie tylko o to, by słowami „oswoić śmierć”, ale i o to, by oswoić dotychczasowe, idące w miliardy, słowa o śmierci…

Nie przekroczył granicy stosowności mówienia i milczenia o tym co ważne, powszechne, nieuchronne.


1. Kabaret: Pieśni na krzesło i głos, w: Teatr Osobny. 1955 — 1963, wstęp A. Sandauer, Warszawa 1971.

2. 18 maja, w: Było i było, Warszawa 1965.

3. „Teksty Drugie”, 1991.

4. Wywiad, w: Oho, Warszawa 1985.

foto: https://ownetic.com/news/2013/06/24/miron-bialoszewski-warszawa-bialoszewska-muzeum-literatury-warszawa/


Lubię to! Skomentuj64 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura