
Czasem samopas, a czasem w parze,
tańczy pan szaman samotne tango.
Kiedy tak tańczy, w ferworze wrażeń,
nie chce przedstawiać się swoją rangą.
A ranga ważna, ba, najważniejsza,
nie można tańczyć dziś incognito...
Wszak on nie medyk, ani nie gejsza,
ani on chłopem, ani kobitą...
A tańczy solo, myśląc, że w parze
udaje greka, gra baletmistrza.
Rozdaje wdzięki, całusy w darze,
lecz brak w nim iskry - prawdy lepiszcza.
Choć sobie tańczy w zmiennych maseczkach,
w Pinokia skórze mu nie do twarzy.
Nie tylko nosek lecz i usteczka
sklecone są z kłamstw, których nawarzył..

w pewnym miasteczku nad małą rzeczką,
mieszkało sobie jedno Słoneczko.
ani za chude ani "przytyte",
za to na wyrost wprost pracowite.
wstawało rankiem kiedy już dniało
i rączką z oczek mgłę przecierało.
przed ablucjami w piżamce zdjętej
się wybudzało skręta sztachnięciem.
![]()
potem kolejno - peta gaszenie,
aria z opery oraz golenie.
następnie hantle, ciężarków deczko
(tak o kondycję dba to Słoneczko).
wreszcie zziajane się ubierało...
i szybko w autko...potem jechało...
- a gdzie śniadanko, gdzie kawka z mleczkiem,
pierwsze spotkanie z forum ciasteczkiem?
- czasu za mało - więc bez śniadania
głodne spełniało zew powołania.
gdy przybywało rudą toyotą,
poprzez wertepy bagno i błoto,
w swym gabinecie się rozgościło,
lecząc swym ciepłem i wiedzy siłą.
wkraczało nawet w inne dziedziny
- rozdając uśmiech, nowe terminy...
tak do wieczora: uśmiech i termin
termin i uśmiech - dla pani w czerni,
dla pana w dresie tylko relanium,
dla pani Ali czopek lub valium.
długie rozmowy, ciepłe spojrzenia,
które nie mają jutro znaczenia
ale na dzisiaj leczą i kuszą,
kuszą i leczą - myśli zagłuszą...
zagłuszą myśli, głodne kawały
- i już żołądek syty dzień cały...!
no i sto fajek się wypaliło...
- jak zwykle zresztą - sztachnięcie siłą!
![]()
nie czuło zatem głodu dzień cały
- bo wciąż krążyło w swym świecie małym.
kiedy wieczorem słońce zachodzi,
to Słonko w autko - (pieszo nie chodzi),
bo zbyt daleka droga do domu,
tam na osiedle - w tłum korleonów.
- kiedy do domu zmęczone wraca,
najpierw papieros
potem zawraca
i jedzie kupić piwko w sklepiku,
czasem ostrygi, puszkę śledzików,
wreszcie buduje stolik ze skrzynek
i na balkonie wśród mandarynek,
na wielką ucztę przy komputerze,
rój starych kumpli zaprasza szczerze.
a ci nicponie dla widowiska,
piszą na forum i żłopią piwska.
zamiast Słoneczka markują wpisy
- takie ladaca, takie urwisy...
i wypisują choć Słonko nie chce
prawdę sklejając kłamstwa przylepcem.
gdy Słonko trzeźwe wtedy miarkuje...
i takie wpisy szybko gumkuje.
ale za późno na prawdy linię
- dranie Słoneczku psują opinię!
lecz w czasie party wszystko wypada,
pisać głupoty - zbluzgać sąsiada,
chwalić, kto bywa chwalby niegodzien
- i - pielęgnować ducha w narodzie
lub śmiać się w kułak kiedy nie widzi
chwalony biedak - że ktoś zeń szydzi.
i tak ferajna zakłóca ciszę
a co jej śliną spłynie - napisze.
je, piwsko chłepce (chętnie ucztuje),
każdy przed każdym się popisuje.
a popisuje się elokwencją,
swym pochodzeniem, dziadków rejencją,
minioną sławą, omnipotencją
i czym tam jeszcze...jeden za drugim
wyjmują z kufra dziadów zasługi...
lecz to nie wszystko, ta grupa bardziej
ceni swojaków - obcymi gardzi.
lubi pozory, zmyłki, starocie,
by oponentów wytarzać w błocie.
w błocie uśmieszków, pseudokultury
tworząc z "nieswoich" mdłe kreatury.
miażdżąc i tworząc wroga z każdego
- nawet ze Słonka... i z alter ego!
gdy obrażane wzburzane kwasem,
precz odchodziło z cichym hałasem,
to się boczyło krótko i w kratkę,
wracało w czerni - tworząc zagadkę
choć nie karało długą karencją
ale jak stolnik z wielką atencją,
w pas dworowało łysawym lewkom,
było karmione czarną polewką.
przez co markotne znowu wracało
(gdy od "przyjaciół" w ryło dostało)
w chaty pielesze - kiedy już dniało,
i sobie a piać gości spraszało!
a zaproszeni znów lulki palą,![]()
![]()
![]()
kopcą i smrodzą, dmuchają w balon
(balon to taka mdła metafora
pewnego siebie - imć Belfegora.
Belfegor bowiem - raz sam napisał -
uważa siebie za Adonisa).
kopcą i smrodzą - próżne starania -
o czystość wpisów oraz mieszkania...
więc nawet z dymem firanki całe,
poszły gdy w kącie tlił niedopałek!
tak to pół nocy i nawet dłużej
śpiewa tam Słonko w mieszanym chórze.
potem już nie wie - samo śpiewało
samo się spiło, samo pisało...?
- chór w głowie wyje, wpisem się trudzi
potem w balona nabiera ludzi.
biedne słoneczko niedocenione
ochów i achów jak dżdżu spragnione
wreszcie zostaje samo w mieszkaniu
lecz się nie kładzie na swym posłaniu
tylko wspomina czas prosperity
swoje intrygi, maski, kobity...
potem zmęczone i z bólem głowy,
próbuje wcierać olej pichtowy.
naciera skronie włosy i ciało,
naciera stale lecz wciąż za mało.
płacze i jęczy naciera dalej
- lecz nie pomaga – ciało za stare...
użyj Słoneczko dziś mojej rady:
zamiast nacierań stosuj okłady.
tylko okłady w podeszłym wieku,
odmienią ciało w dawnym człowieku.
wyrzuć więc życia swego namiastkę,
zafunduj sobie raz osiemnastkę!
raz osiemnastkę, byle prawdziwą,
nie żadną "ersatz" ani fałszywą.
kiedy swą nimfę novą spotkałeś,
a przebierańca stricte poznałeś,
to też sądziłeś że czas już nastał,
by lat odjęła ci osiemnastka.
to był niewypał... ty źle wybrałeś...
dlatego szybko się wycofałeś.
to był niewypał...każdy zrozumie...
- gdyż miast do raju wdepnąłeś w trumnę...
lecz szukaj dalej prywatną drogą
(się nie zamartwiaj tą niedomogą).
nimfy, rusałki - żadna ułuda,
na pewno lepsze niż skręt i wóda.
fajki, alkohol – to twe cierpienie,
co wciąż cię wiodą na pokuszenie.
nie pij i nie pal - nawet nargili,
nie będziesz w nocy kaszlał ni chwili.
i zamiast pluciem drażnić małżonkę,
będziesz cię rano budził skowronkiem.
e - papierosy - nowa namiastka,
co cię skusiły jak muchę ciastka,
które próbujesz teraz z lubością,
aż się udławisz jak azor kością,
bo uwierzyłeś "znawcom" - kretynom...
- a one kipią wprost nikotyną!
przez "e" kurację sprawnie i snadnie
znajdziesz się w niebie lub w piekle na dnie.
alkohol wyrzuć, wylej do zlewu,
nie będziesz nocą urządzał śpiewów.
nie będziesz głowy topił w majakach,
a gębie wszywał ksywę pijaka.
dbasz o opinię - to rzecz wiadoma -
- lecz twa stanowczość - to siano - słoma!
trzymaj się reguł - nie musisz wtedy
leczyć się blichtrem z powstałej biedy.
nie musisz stale dokądś uciekać
ani grać hycla, ani człowieka
ani za sobą zacierać tropów
by się znów wyrwać z prawdy ukropu
to żadne złotko, ani brokaty
gdy sypiesz słowem w przewiędłe kwiaty
twoje kłamstewka sypią popiołem
choć znów chcą zostać czyimś aniołem...
znalazłeś nową naiwną duszę
dostarczasz żaru i tanich wzruszeń
lecz ona nie wie jakieś ty ziółko,
żeś ty pajacem oraz kukułką
i gdy cię znudzi fałszywa jazda
to ją wyrzucisz jak ptaka z gniazda
wtedy ujawnisz swoje oblicze...
a ja już dziś wiem kim jesteś - niczym...
- mój drogi - życie: - to nie kabaret,
wszystko ma swoją moc - siłę - miarę...
- błędem - spóźnione łzy, gorzkie żale!!!




Komentarze
Pokaż komentarze (6)