mixtura mixtura
352
BLOG

Szamańskie tango...

mixtura mixtura Rozmaitości Obserwuj notkę 6

 

Czasem samopas, a czasem w parze,

tańczy pan  szaman samotne tango.

Kiedy tak tańczy, w ferworze wrażeń,

nie chce przedstawiać się swoją rangą.

 

A ranga ważna, ba, najważniejsza,

nie można tańczyć dziś incognito...

Wszak on nie medyk, ani nie gejsza,

ani on chłopem, ani kobitą...

 

A tańczy solo, myśląc, że w parze

udaje greka, gra baletmistrza.

Rozdaje wdzięki, całusy w darze,

lecz brak w nim iskry - prawdy lepiszcza.

 

Choć sobie tańczy w zmiennych maseczkach,

w Pinokia  skórze mu nie do twarzy. 

Nie tylko nosek lecz i usteczka

sklecone są z kłamstw, których nawarzył..

 

 

 

w pewnym miasteczku nad małą rzeczką,

mieszkało sobie jedno Słoneczko.

ani za chude ani "przytyte",

za to na wyrost wprost pracowite.

 

 wstawało rankiem kiedy już dniało

i rączką z oczek mgłę przecierało.

przed ablucjami w piżamce zdjętej

się wybudzało skręta sztachnięciem.

 potem kolejno - peta gaszenie,

aria z opery oraz golenie.

następnie hantle, ciężarków deczko 

(tak o kondycję dba to Słoneczko).

 

wreszcie zziajane się ubierało...

i szybko w autko...potem jechało...

- a gdzie śniadanko, gdzie kawka z mleczkiem,

pierwsze spotkanie z forum ciasteczkiem?

 

- czasu za mało - więc bez śniadania

głodne spełniało zew powołania.

 

gdy przybywało rudą toyotą,

poprzez wertepy bagno i błoto,

w swym gabinecie się rozgościło,

lecząc swym ciepłem i wiedzy siłą.

 

wkraczało nawet w inne dziedziny

- rozdając uśmiech, nowe terminy...

tak do wieczora: uśmiech i termin

termin i uśmiech - dla pani w czerni,

dla pana w dresie tylko relanium,

dla pani Ali czopek lub valium.

 

 długie rozmowy, ciepłe spojrzenia,

które nie mają jutro znaczenia

ale na dzisiaj leczą i kuszą,

kuszą i leczą - myśli zagłuszą...

 

zagłuszą myśli, głodne kawały

- i już żołądek syty dzień cały...!

no i sto fajek się wypaliło...

- jak zwykle zresztą - sztachnięcie siłą!

 

 nie czuło zatem głodu dzień cały

- bo wciąż krążyło w swym świecie małym.

 

kiedy wieczorem słońce zachodzi,

to Słonko w autko - (pieszo nie chodzi),

bo zbyt daleka droga do domu,

tam na osiedle - w tłum korleonów.

 

 - kiedy do domu zmęczone wraca,

najpierw papieros potem zawraca

i jedzie kupić piwko w sklepiku,

czasem ostrygi, puszkę śledzików,

wreszcie buduje stolik ze skrzynek

i na balkonie wśród mandarynek,

na wielką ucztę przy komputerze,

rój starych kumpli zaprasza szczerze.

 

 a ci nicponie dla widowiska,

piszą na forum i żłopią piwska.

zamiast Słoneczka markują wpisy

- takie ladaca, takie urwisy...

 

i wypisują choć Słonko nie chce

prawdę sklejając kłamstwa przylepcem.

gdy Słonko trzeźwe wtedy miarkuje...

i takie wpisy szybko gumkuje.

 

 ale za późno na prawdy linię

- dranie Słoneczku psują opinię!

 

 lecz w czasie party wszystko wypada,

pisać głupoty - zbluzgać sąsiada,

chwalić, kto bywa chwalby niegodzien

- i - pielęgnować ducha w narodzie

lub śmiać się w kułak kiedy nie widzi

chwalony biedak - że ktoś zeń szydzi.

 

 i tak ferajna zakłóca ciszę

a co jej śliną spłynie - napisze.

 

 je, piwsko chłepce (chętnie ucztuje),

każdy przed każdym się popisuje.

a popisuje się elokwencją,

swym pochodzeniem, dziadków rejencją,

minioną sławą, omnipotencją

i czym tam jeszcze...jeden za drugim

wyjmują z kufra dziadów zasługi...

 

 lecz to nie wszystko, ta grupa bardziej

ceni swojaków - obcymi gardzi.

lubi pozory, zmyłki, starocie,

by oponentów wytarzać w błocie.

 

w błocie uśmieszków, pseudokultury

tworząc z "nieswoich" mdłe kreatury.

miażdżąc i tworząc wroga z każdego

- nawet ze Słonka... i z alter ego!

 

 gdy obrażane wzburzane kwasem,

precz odchodziło z cichym hałasem,

to się boczyło krótko i w kratkę,

wracało w czerni - tworząc zagadkę

 

choć nie karało długą karencją

ale jak stolnik z wielką atencją,

w pas dworowało łysawym lewkom,

było karmione czarną polewką.

 

przez co markotne znowu wracało

(gdy od "przyjaciół" w ryło dostało)

w chaty pielesze - kiedy już dniało,

i sobie a piać gości spraszało!

a zaproszeni znów lulki palą,

kopcą i smrodzą, dmuchają w balon

 

(balon to taka mdła metafora

pewnego siebie - imć Belfegora.

Belfegor bowiem - raz sam napisał -

uważa siebie za Adonisa).

 

 kopcą i smrodzą - próżne starania -

o czystość wpisów oraz mieszkania...

więc nawet z dymem firanki całe,

poszły gdy w kącie tlił niedopałek!

 

 tak to pół nocy i nawet dłużej

śpiewa tam Słonko w mieszanym chórze.

potem już nie wie - samo śpiewało

samo się spiło, samo pisało...?

 

- chór w głowie wyje, wpisem się trudzi

potem w balona nabiera ludzi.

 

biedne słoneczko niedocenione

ochów i achów jak dżdżu spragnione

wreszcie zostaje samo w mieszkaniu

lecz się nie kładzie na swym posłaniu

tylko wspomina czas prosperity

swoje intrygi, maski, kobity...

 

 potem zmęczone i z bólem głowy,

próbuje wcierać olej pichtowy.

naciera skronie włosy i ciało,

naciera stale lecz wciąż za mało.

 

płacze i jęczy naciera dalej

- lecz nie pomaga – ciało za stare...

 

 użyj Słoneczko dziś mojej rady:

zamiast nacierań stosuj okłady.

tylko okłady w podeszłym wieku,

odmienią ciało w dawnym człowieku.

 

wyrzuć więc życia swego namiastkę,

zafunduj sobie raz osiemnastkę!

raz osiemnastkę, byle prawdziwą,

nie żadną "ersatz" ani fałszywą.

 

 kiedy swą nimfę novą spotkałeś,

a przebierańca stricte poznałeś,

to też sądziłeś że czas już nastał,

by lat odjęła ci osiemnastka.

 

 to był niewypał... ty źle wybrałeś...

dlatego szybko się wycofałeś.

to był niewypał...każdy zrozumie...

- gdyż miast do raju wdepnąłeś w trumnę...

 

 lecz szukaj dalej prywatną drogą

(się nie zamartwiaj tą niedomogą).

nimfy, rusałki - żadna ułuda,

na pewno lepsze niż skręt i wóda.

 

 fajki, alkohol – to twe cierpienie,

co wciąż cię wiodą na pokuszenie.

nie pij i nie pal - nawet nargili,

nie będziesz w nocy kaszlał ni chwili.

i zamiast pluciem drażnić małżonkę,

będziesz cię rano budził skowronkiem.

 

 e - papierosy - nowa namiastka,

co cię skusiły jak muchę ciastka,

które próbujesz teraz z lubością,

aż się udławisz jak azor kością,

bo uwierzyłeś "znawcom" - kretynom...

- a one kipią wprost nikotyną!

 

przez "e" kurację sprawnie i snadnie

znajdziesz się w niebie lub w piekle na dnie.

 

 alkohol wyrzuć, wylej do zlewu,

nie będziesz nocą urządzał śpiewów.

nie będziesz głowy topił w majakach,

a gębie wszywał ksywę pijaka.

 

 dbasz o opinię - to rzecz wiadoma -

- lecz twa stanowczość - to siano - słoma!

trzymaj się reguł - nie musisz wtedy

leczyć się blichtrem z powstałej biedy.

 

nie musisz stale dokądś uciekać

ani grać hycla, ani człowieka

ani za sobą zacierać tropów

by się znów wyrwać z prawdy ukropu

 

to żadne złotko, ani brokaty

gdy sypiesz słowem w przewiędłe kwiaty

twoje kłamstewka sypią popiołem

choć znów chcą zostać czyimś aniołem...


 znalazłeś nową naiwną duszę

dostarczasz żaru i tanich wzruszeń

lecz ona nie wie jakieś ty ziółko,

żeś ty pajacem oraz kukułką

i gdy cię znudzi fałszywa jazda

to ją wyrzucisz jak ptaka z gniazda

wtedy ujawnisz swoje oblicze...

a ja już dziś wiem kim jesteś - niczym...

 

 - mój drogi - życie: - to nie kabaret,

wszystko ma swoją moc - siłę - miarę...

- błędem - spóźnione łzy, gorzkie żale!!!

 

 

 

 

 

 

mixtura
O mnie mixtura

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Rozmaitości