Byle ten obłok niełaski
z ocząt Słoneczka się zwlókł
a padnę jak ten cień płaski
u Jego nóg

Cień
Pocałunek słońca jałowy jest, choć złoty -
spojrzenie kwiatu cudze, choć rzewne -szum wody: obce narzecze ni to bełkot idioty -
trawy - jakże dalekie to krewne.
Pies - o ileż młodszy i głupszy braciszek,
a co znaczą mrówek nudne kopce?
Co mówi zapach świeżo z nieba spadłych szyszek
i to, że motyl ma na skrzydłach po kropce?
- Ty, człowieku, tyś bliski jeden, tyś przemiły,
tyś mojej duszy żywność słodka -
wolę cię, bracie, pełen rozkoszy i siły,
niż srebrnego na wierzbie kotka.
Maria Pawlikowska Jasnorzewska - Pocałunek słońca
Bajka o słońcu i chmurze
- zejdź ze mnie -rzekło słonko do burzowej chmury -
psujesz mi widoki i brak ci kultury!
mego blasku nie widać a ciepłych promieni
nie chcę na twe wołki pierzaste zamienić!
chcę świecić wśród swoich, oraz w innym mieście
to musisz zrozumieć czarna chmuro wreszcie!
- tyle już razy mój blask zaciemniałaś
nawet się zdarzało, że MNIE ujawniałaś !!!
gdym zmęczone zziajane od orbitowania
cupnęło w ciemnościach - wrogom odsłaniałaś
moją twarz świetlistą, gdy cienia potrzebowała!
a ostatnio to już całkowicie zbaraniałaś...
- taka jesteś chmuro... jesteś zero! - bez skrupułów!
chorągiewko na wietrze! - wiesz kogo zdradziłaś? - GURU...!
to ja dzielę ciepłem, blaskiem i promieniem
a ty możesz być tylko moją chmurą, cieniem...
- zapomniałaś żeś głupia podrzędna modliszka
a liczyłaś, że na wędkę złapiesz bazyliszka
co spojrzeniem i ciepłem rozsadza kamienie
a częstokroć nabiera naiwne jelenie!
- żal ci, boś ty tylko chmura bałwaniasta
od tych chwil gdy nasz czas niepogody nastał!
- więc mnie w ubolewaniu godnym cieniu odsłaniasz
i tym to sposobem żyć mi zabraniasz!
bronisz mi uwodzić moje nowe alter ego!
bronisz mi wychylić łyk kielicha browarnego!
bronisz mi incognito świecić oraz pod zasłoną!
czyżbyś wredna chmuro była moją żoną...?
- czy ci po prostu brak inteligencji
żeby po czasie tak długiej karencji
lodów i zimna, mrozów i śnieżycy
czepiać się mnie dalej - jak tępej matrycy?
- stale mi -od- i -za-słaniasz - wizję pola walki
czyż nie jest to obsesja lub nawet wręcz stalking?
- zejdź ze mnie nareszcie, bo się zdenerwuję
i zrobię czego nie chcę – ciebie dziś opluję!
- nie pluję wprawdzie na nikogo, bom jest kulturalne
dobrze wychowane oraz liberalne(o!!!)
tyś jednak chmuro, niestety na bluzg zasłużyła
- mój bluzg bez inwektyw, w moim bluzgu siła!
- wreszcie ciemna chmura przekaz zrozumiała
i po krótkim szlochu tak odpowiedziała:
- jestem niepotrzebna... - dziś jestem zawadą
i nie chcę iść naprzeciw żadnym twym zasadom...
wolisz inne chmury, bardziej bałwaniaste
i grubiańskie, łagodzone czernionym flamastrem
nie burzowe, lecz fałszywki leciutko pierzaste
byś mogło prześwitywać, błyszczeć blasku kitą
i się nie odsłaniać, zostać incognito...
- mnie to już nie bawi - błyszcz sobie wśród matów
i krąż po orbicie, swój blask niosąc światu
niech cię ochraniają majtki, kumulusy
by twej prywatności bosman nie naruszył
- lecz z ciepłem uważaj, nie spopielaj żarem
nie igraj promykiem ani własnym czarem
i proś, bym cię nie spytała twoją własną mową:
- jaka jest różnica między Słońcem a teściową?
i sama nie odparła by prawdy nie zatrzeć:
- Żadna -na jedno i drugą DZIŚ nie da się patrzeć...
__________________
w pewnym miasteczku nad małą rzeczką,
mieszkało sobie jedno Słoneczko.
ani za chude ani "przytyte",
za to na wyrost wprost pracowite.
wstawało rankiem kiedy już dniało
i rączką z oczek mgłę przecierało.
przed ablucjami w piżamce zdjętej
się wybudzało skręta sztachnięciem. 
potem kolejno - peta gaszenie,
aria z opery oraz golenie.
następnie hantle, ciężarków deczko
(tak o kondycję dba to Słoneczko).
wreszcie zziajane się ubierało...
i szybko w autko...potem jechało...
- a gdzie śniadanko, gdzie kawka z mleczkiem,
pierwsze spotkanie z forum ciasteczkiem?
- czasu za mało - więc bez śniadania
głodne spełniało zew powołania.
gdy przybywało rudą toyotą,
poprzez wertepy bagno i błoto,
w swym gabinecie się rozgościło,
lecząc swym ciepłem i wiedzy siłą.
wkraczało nawet w inne dziedziny
- rozdając uśmiech, nowe terminy...
tak do wieczora: uśmiech i termin
termin i uśmiech - dla pani w czerni,
dla pana w dresie tylko relanium,
dla pani Ani czopek lub valium.
długie rozmowy, ciepłe spojrzenia,
które nie mają jutro znaczenia
ale na dzisiaj leczą i kuszą,
kuszą i leczą - myśli zagłuszą...
zagłuszą myśli, głodne kawały
- i już żołądek syty dzień cały...!
no i sto fajek się wypaliło...
- jak zwykle zresztą - sztachnięcie siłą! 
nie czuło zatem głodu dzień cały
- bo wciąż krążyło w swym świecie małym.
kiedy wieczorem słońce zachodzi,
to Słonko w autko - (pieszo nie chodzi),
bo zbyt daleka droga do domu,
tam na osiedle - w tłum korleonów.
- kiedy do domu zmęczone wraca,
najpierw papieros
- potem zawraca
i jedzie kupić piwko w sklepiku,
czasem ostrygi, puszki śledzików,
wreszcie buduje stolik ze skrzynek
i na balkonie wśród mandarynek,
na wielką ucztę przy komputerze,
rój starych kumpli zaprasza szczerze.
a ci nicponie dla widowiska,
piszą na forum i żłopią piwska.
zamiast Słoneczka markują wpisy
- takie ladaca, takie urwisy...
i wypisują choć Słonko nie chce
prawdę sklejając kłamstwa przylepcem.
gdy Słonko trzeźwe wreszcie miarkuje...
i takie wpisy szybko gumkuje.
ale za późno na prawdy linię
- kumple Słoneczku psują opinię!
lecz w czasie party wszystko wypada,
pisać głupoty - zbluzgać sąsiada,
chwalić, kto bywa chwalby niegodzien
- i - pielęgnować ducha w narodzie
lub śmiać się w kułak kiedy nie widzi
chwalony biedak - że ktoś zeń szydzi.
i tak ferajna zakłóca ciszę
a co jej śliną spłynie - napisze.
je, piwsko chłepce (chętnie ucztuje),
każdy przed każdym się popisuje.
a popisuje się elokwencją,
swym pochodzeniem, dziadków rejencją,
minioną sławą, omnipotencją
i czym tam jeszcze...jeden za drugim
wyjmują z kufra dziadów zasługi...
lecz to nie wszystko, ta grupa bardziej
ceni swojaków - obcymi gardzi.
lubi pozory, zmyłki, starocie,
by oponentów wytarzać w błocie.
w błocie uśmieszków, pseudokultury
tworząc z "nieswoich" mdłe kreatury.
miażdżąc i tworząc wroga z każdego
- nawet ze Słonka... i z alter ego!
gdy obrażane wzburzane kwasem,
precz odchodziło z cichym hałasem,
(bo się boczyło krótko i w kratkę),
wracało w czerni - tworząc zagadkę.
choć nie karało długą karencją
to po powrocie z wielką atencją,
w pas dworowało łysawym lewkom
- było karmione czarną polewką!
przez co markotne znowu wracało
(gdy od "przyjaciół" w ryło dostało)
w chaty pielesze - kiedy już dniało,
i sobie "a piać" gości spraszało!
a zaproszeni znów lulki palą,

kopcą i smrodzą, dmuchają w balon
(balon to taka mdła metafora
pewnego siebie - imć Belfegora.
Belfegor bowiem - jak nieraz pisał -
uważa siebie za Adonisa).
kopcą i smrodzą - próżne starania -
o czystość wpisów oraz mieszkania...
więc nawet z dymem firanki całe,
poszły gdy w kącie tlił niedopałek!
tak to pół nocy i nawet dłużej
śpiewa nam Słonko w mieszanym chórze.
potem już nie wie - samo śpiewało
samo się spiło, samo pisało...?
- chór w głowie wyje, wpisem się trudzi
żeby w balona nabierać ludzi.
biedne Słoneczko niedocenione
ochów i achów jak dżdżu spragnione...
wreszcie zostaje samo w mieszkaniu
lecz się nie kładzie na swym posłaniu
tylko wspomina czas prosperity
swoje intrygi, maski, kobity...
potem zmęczone i z bólem głowy,
próbuje wcierać olej pichtowy.
naciera skronie włosy i ciało,
naciera stale lecz wciąż za mało.
płacze i jęczy naciera dalej
- lecz nie pomaga – ciało za stare...
użyj Słoneczko raz mojej rady:
zamiast nacierań stosuj okłady.
tylko okłady w podeszłym wieku,
odmienią ciało w starym człowieku.
wyrzuć więc życia swego namiastkę,
zafunduj sobie raz osiemnastkę!
raz osiemnastkę, byle prawdziwą,
nie żadną "ersatz" ani fałszywą.
kiedy swą nimfę novą spotkałeś,
a przebierańca stricte poznałeś,
to też marzyłeś że czas już nastał,
by lat odjęła ci osiemnastka.
to był niewypał... i źle wybrałeś...
dlatego szybko się wycofałeś.
to był niewypał...każdy zrozumie...
- gdyż miast do raju wdepnąłeś w trumnę...
lecz szukaj dalej prywatną drogą
(się nie zamartwiaj tą niedomogą).
nimfy, rusałki - żadna ułuda,
na pewno lepsze niż skręt i wóda.
fajki, alkohol – to twe cierpienie,
co wciąż cię wiodą na pokuszenie.
nie pij i nie pal - nawet nargili,
nie będziesz w nocy kaszlał ni chwili.
i zamiast pluciem drażnić małżonkę,
będziesz cię rano budził skowronkiem.
e - papierosy - nowa namiastka,
co cię skusiły jak muchę ciastka,
które próbujesz teraz z lubością,
aż się udławisz jak azor kością,
bo uwierzyłeś "znawcom" - kretynom...
- a one kipią wprost nikotyną!
przez "e" kurację sprawnie i snadnie
znajdziesz się w niebie lub w piekle na dnie.
alkohol wyrzuć, wylej do zlewu,
nie będziesz nocą urządzał śpiewów.
nie będziesz głowy topił w majakach,
a gębie wszywał ksywę pijaka.
dbasz o opinię - to rzecz wiadoma -
- lecz twa stanowczość - to siano - słoma!
trzymaj się reguł - nie musisz wtedy
leczyć się blichtrem z powstałej biedy.
nie musisz stale dokądś uciekać
ani grać hycla, ani człowieka
ani za sobą zacierać tropów
by się znów wyrwać z prawdy ukropu
to żadne złotko, ani brokaty
że sypiesz słowem jak zwiędłym kwiatem
twoje kłamstewka trącą popiołem
choć znów chcą zostać czyimś aniołem...
- mój drogi - życie: - to nie kabaret,
wszystko ma swoją moc - siłę - miarę...
- błędem - spóźnione łzy, gorzkie żale!!! 



Komentarze
Pokaż komentarze (4)