waldemar.m waldemar.m
139
BLOG

Jeśli sfałszują, to tylko dzięki naszej głupocie.

waldemar.m waldemar.m Polityka Obserwuj notkę 18

Na jednym z blogów przeczytałem dziwny komentarz:

 

autor

już wszystko jest ustalone. Oni sfałszują wybory to pewne. Komorowski wygra w I turze tak jak mówi Palikot. Skoro dopuścili się zbrodni Smoleńskiej to sfałszowanie wyborów dla nich pikuś..

2010-06-17 10:15

charlie43

 

Jak wiecie, mieszkam w Ukrainie, gdzie o fałszowaniu wyborów mówi się tak, jak o chlebie powszednim, ale przez cały ten czas pocieszałem się, że należę do nacji, która co jak co, ale o porządek podczas wyborów umie zadbać.

 

Skąd u mnie takie dziwne przekonanie? Nie znacie? No to posłuchajcie.

 

Nawyk uczestniczenia w wyborach był mi zaszczepiony przez mamę, która nie tylko brała w nich czynny udział, ale tak długo, jak ja pamiętam, była zawsze w komisji wyborczej.

 

Rezultaty więc miałem, jak to się mówi, z pierwszej ręki. I co ciekawego – nigdy nie spotykałem się z tym, żeby ktoś tam musiał coś mocno fałszować. Ci, którzy przychodzili do lokali wyborczych, rzeczywiście w przytłaczającej większości głosowali za tych, za których należało oddać głos.

 

Gdy dojrzałem na tyle, żeby samodzielnie przeanalizować cały ten proces, to zrozumiałem, że jedyny sposób walki z "dyktaturą proletariatu", to przyjście do lokalu wyborczego, zarejestrowanie swojego udziału i ... zabranie swojej karty do głosowania. Następnego dnia, gdy władza zechce podać wyniki przekraczające 99%, to wszyscy co zabrali karty do głosowania wyrzucają je w publicznym miejscu, co nie może być niezauważone przez uprzedzone o akcji zachodnie media.

 

Niestety, umieliśmy tylko bleblać jęzorami, a na aktywność, prowadzącą do usunięcia komunistów od władzy bez zbędnego "bohaterstwa", nie było nas stać.

 

Gdy w 1990 r. odbywały się pierwsze "demokratyczne" wybory, którymi nie kierowała już Partia, to miałem okazję sprawdzić na praktyce, co to oznacza przeprowadzić wybory tak, żeby nie było fałszerstw.

 

Na prośbę Prezydenta Miasta zgodziłem się zorganizować lokal wyborczy i stworzyć Komisję Wyborczą. Warunek z mojej strony był jeden: ja będę szefem tej Komisji, a składać się ona będzie tylko z moich pracowników.

 

Na szkoleniu w Urzędzie Wojewódzkim uprzedziłem: wydane w moim lokalu biuletyny do głosowania będą miały na odwrocie pieczątkę mojej firmy, a niewykorzystane biuletyny będą przekreślone, będzie na nich pieczęć mojej firmy i będą przezemnie podpisane.

 

W moim lokalu nie było konieczności posiadania przy sobie paszportu, jeśli było conajmniej dwóch świadków potwierdzających, że znają daną osobę i zamieszkuje ona pod deklarowanym adresem. Nazwiska świadków mwpisywałem w specjalny protokół i osobiście potwierdzałem wpis swoim komentarzem i podpisem.

 

W moim lokalu mógł zagłosować każdy, kto nie był na listach wyborców przypisanych do mojego lokalu, ale kto miał przy sobie dowód osobisty/paszport i zgadzał się na postawiony mu warunek: swój dokument otrzyma po zakończeniu głosowania, tj. natychmiast po zamknięciu lokalu wyborczego.

 

Przez cały czas głosowania panowała wspaniała i życzliwa atmosfera. Lokal zamknęliśmy zgodnie z ogłoszonym czasem i ... po wypaleniu papierosa przystąpiliśmy do przeliczenia głosów.

 

Dopiero wtedy obserwatorzy zrozumieli dlaczego wnioskowałem o to, żeby komisja składała się tylko z moich pracowników.

 

Miałem opracowaną przez siebie technikę liczenia głosów i zdała ona fenomenalnie egzamin. Warunek był jeden:  zespół wykonuje moje polec enia bez dyskusji! Po 45 minutach proces liczenia był zakończony, biuletyny spakowane, protokoły napisane i podpisane.

 

ORYGINAŁ podpisanego protokołu wywiesiłem na drzwiach wejściowych do lokalu wyborczego. On był od wewnątrz, na szklanej części drzwi wejściowych, a więc nikt nie mógł go zniszczyć.

 

Co ciekawe, ludzie faktycznie przyszli wieczorem pod lokal, żeby zapoznać się z wynikami wyborów, więc można sobie wyobrazić ich ździwienie, gdy zobaczyli wsyzstko "czarnym po białym".

 

W ciągu półtorej godziny byłem w Urzędzie Wojewódzkim zdać protokoły i biuletyny do Terytorialnej Komisji Wyborczej. Jaki tam był szok i panika. Oni nie mogli zrozumieć co ja od nich chcę, a gdy do nich dotarło z czym ja przyjechałem, to nie mogli znaleźć osoby kompetentnej wziąć odemnie materiały.

 

Wiecie co dla nich było największym szokiem?

 

To, że wszystkie paczki z biuletynami były obanderolowane i opieczętowane pieczęcią mojej firmy, a więc nikt, oprócz mnie nie mógł przy nich manipulować.

 

Po dwudziestu latach mogę z całą odpowiedzialnością napisać: jeżeli przypilnujecie, żeby protokoły głosowania były wywieszone w dostępnym dla wyborców miejscu, natychmiast po ich sporządzeniu (a każdy taki protokół musi być podpisany przez naszego obserwatora), to nikt nie będzie mógł sfałszować wyborów.

 

Przecież nasz sztab będzie znał rezultat wyborów wcześniej niż Centralna Komisja Wyborcza. Wystarczy, że nasi obserwatorzy prześlą rezultat za pośrednictwem SMS.

 

Lokale zamkną np. o godzinie 20:00.

 

Wyniki muszą być znane do godziny 22:00 z dokładnością do jednego głosu.

 

 



waldemar.m
O mnie waldemar.m

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka