Nie ma dnia, żeby na łamach środków masowego przekazu nie pojawiła się informacja o postępie prac nad realizacją programu pod kodową nazwą Polska Energetyka Atomowa.
Można odnieść wrażenie, że minimum połowa Polaków to lekarze, a druga to spece od tej energetyki, gdyż doszło już do tego, że przestajemy oceniać tych, którzy pretendują oficjalnie do miana "Fachowiec od EA", a przerzuciliśmy się na ocenianie tych, którzy powołali siebie dla oceny tych pierwszych.
Charakterystyczny pod tym względem jest komentarz jaki dzisiaj przeczytałem pod wiadomością "B. Jankowski, EnergSys, o energetyce jądrowej w Polsce" (wnp.pl):
Są jeszcze mądrzy ludzie w Polsce. Ile razy czytam wypowiedzi p. Jankowskiego z Energosys to tak jakbym wrócił z krainy absurdu do krainy normalności. Facet mówi o realnych problemach, posługuje się sprawnie liczbami itd.
Zainteresował mnie ten komentarz tym, że obiecywał marsz ku świetlanej realności, ale nie tu było. Tacy "fachowcy", jak B. Jankowski są zbyt cwani, żeby zamykać sobie drzwi do "wyjść awaryjnych".
Cała ekonomiczność jego wypowiedzi sprowadziła się do takiej frazy:
Ekonomia energetyki jądrowej w dużej mierze zależy od tych kwestii i to rząd ma tutaj wszystkie atuty w rękach w sensie tego, czy zamierza coś robić w sensie osłabiania polityki klimatycznej w obecnym kształcie, czy nie - uważa Bolesław Jankowski, wiceprezes firmy doradczej Badania Systemowe EnergSys.
Skąd taka mądrość i przenikliwość wypowiedzi? Sam wymyślił? Okazało się, że nie, on cytował Raport Instytutu Globalizacji.
Lubię znać informację ze źródła, więc poszukałem odpowiedniej informacji i ... nie zawiodłem się, o czym możecie sądzić sami:
Budowa elektrowni jądrowych w Polsce musi mieć charakter ekonomiczny, a nie polityczny. Dywersyfikacja źródeł energii powinna przebiegać jako proces autonomiczny. Konieczne jest podejmowanie decyzji inwestycyjnych, wolnych od nacisków politycznych - ocenia dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji, który przygotował raport pod tytułem Perspektywy energetyki jądrowej w Polsce, zrealizowany w ramach projektu edukacyjno-badawczego Atom dla Polski.
I dalej w tym samym stylu – ble, ble, ble. Jedyna realna, liczbowa dana jaką spotkałem w tej wiadomości dotyczyła globalnych kosztów pierwszego etapu realizacji Programu Energetyki Atomowej:
Na podstawie danych porównawczych Instytut Globalizacji szacuje koszt budowy 1000 MW elektrowni jądrowej na około 4 mld euro i ocenia, że dwie elektrownie jądrowe o mocy 3000 MW każda - takiej mocy dotyczą deklaracje inwestycyjne PGE Polskiej Grupy Energetycznej - to inwestycja rzędu 100 mld złotych.
Jak byłem głupi na początku, tak i zostałem głupi na końcu , mimo tego, że przeczytałem o tym Instytucie wiele notek agencyjnych, a nawet źródłowych materiałów.
Musicie przyznać że dana fraza:
"Instytutu Globalizacji, który przygotował raport pod tytułem Perspektywy energetyki jądrowej w Polsce, zrealizowany w ramach projektu edukacyjno-badawczego Atom dla Polski."
brzmi tak, że pod każdym urzędnikiem zatrzęsną się kolanka.
Sprawdziłem co to za wydra ten "instytut", i kto stoi za tym raportem. Nie podlega dyskusji, że jest to filiał amerykańskiej sieci glogalnego zbierania informacji i kształtowania opinii publicznej.
Chyba tylko dlatego taki raport mógł napisać politolog, a Instytut, który to firmuje to mieszanka socjologiczno-polityczno-teologiczno-architektoniczna, wsparta przez przewodnikach po krajach Azji i szemranego ekonomistę po Wydziale Nauk Społecznych, czyli dawnej szkole dla aparatczyków partyjnych.
Salon również uczestniczy w tych atomowych grach, więc ogłaszam intelektualną zagadkę dla czytelników mego bloga.
Jeśli 1000 MW ma kosztować ok.4 mld euro, a propozycja Grupy EdF/Areva ma być według tego Instytutu o 20% droższa od amerykańskich (GE/Hitachi; Westinghouse), to:
1. Ile będzie kosztować paliwo, w kosztach eksploatacji poszczególnych reaktorów w ciągu 50 lat ich pracy?
2. Co się będzie działo z przepracowanym paliwem uranowym?
Inne tematy w dziale Gospodarka