Tym, którzy czytali nasz poprzedni wpis o tym, że BZ WBK posiada już 18,41 proc Agory polecamy dzisiejszy komentarz na drugiej stronie „Gazety Wyborczej” dotyczący przejęcia firmy Kruk na warszawskiej giełdzie.
„Krawiec szyjący koszule i garnitury napadł w biały dzień na jubilera, który miał majątek wart setki milionów złotych. Napadniętego nie obronił biały rycerz, nie udało mu się podrzucić najeźdźcy zatrutej pigułki. To nie bajka, ani tani kryminał, ale giełdowa rzeczywistość. W Warszawie.”
Mamy wrażenie, że ta bajka jaką zaserwował dzisiaj komentator Gazety jest nie o Kruku ale o Sowie. Trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że ta ciekawa lekcja wolnego rynku jest preludium do tego co powinniśmy myśleć o zakusach kapitalistów czyhających nie tyle na jubilerów, co na medialnych oligarchów takich jak kierowana przez prezesa Marka Sowę matka Agora. Komentator żali się dalej:
„Pierwsze w 17-letniej historii warszawskiej giełdy wrogie przejęcie powinno być przestrogą dla tych firm, które nie mają większościowego akcjonariusza. One mogą być kolejnymi celami, zwłaszcza teraz, kiedy giełda dołuje i takie łowy są tanie”.
Światek finansowy odebrał jednoznacznie jakiej firmy dotyczył naprawdę komentarz. Niektórych firm nie przejmuje się bowiem ot tak sobie na zasadach wolnego rynku poprzez ogłoszenie wezwania bez zgody założycieli.
Wiele osób zastanawia się czy wrogie przejęcie akcji Agory jest w ogóle możliwe. O ile 10 lat temu odpowiedź na to była jednoznacznie negatywna to dzisiaj trudno znaleźć równie jednoznaczne zaprzeczenia. Wręcz odwrotnie. Charakterystyczna jest wypowiedź Marka Szydłowskiego, pełnomocnika Agory z 1 kwietnia br.
„Agora Holding oświadcza, że nie wyobraża sobie sytuacji, w której posiadane przez nią uprzywilejowane akcje serii A nabyłby od niej którykolwiek z konkurentów Gazety Wyborczej. Jest to nie do pomyślenia”.
Czyli gdyby wezwanie ogłosił fundusz inwestycyjny, a nie konkurent, to byłoby to już do pomyślenia?
Gazetę założono w 1989 roku. Przez całe lata słyszeliśmy, że nie jest to biznes ale misja. W 1999 roku dalej słyszeliśmy, że jest to misja ale i po parę skromnych milionów należy się tym co ciężko pracują. Wchodząc na giełdę, równocześnie z podziałem akcji między kluczowe osoby w firmie, zapewniano, że Agora Holding należącą do „6 strażników” nigdy nie będzie na sprzedaż. Trzeba było kolejnych 10 lat aby nie do pomyślenia było jedynie to, że „którykolwiek z konkurentów Gazety Wyborczej” nabędzie akcje od jej strażników. Jak widać cykl 10 letni w wypadku tej spółki powoduje, że rzeczy niemożliwe stają się faktami.
Tylko bez wrogiego przejęcia proszę!



Komentarze
Pokaż komentarze (2)