Do tej pory nikt specjalnie przeciwko tym planom nie protestował, no bo niby kto podskoczyłby Solorzowi i Walterowi. Wykładnię biznesowej strategii medialnych oligarchów dał dzisiaj Zygmunt Solorz.
Oto kilka „złotych myśli” z wywiadu z Zygmuntem Solorzem w dzisiejszej Gazecie Wyborczej:
„Jeśli wszystkie nadające obecnie stacje wejdą do pierwszego multipleksu, to zyskają zasięg ogólnopolski, a więc konkurencja na rynku i tak poważnie wzrośnie. Rynek reklamowy będzie podzielony wówczas zupełnie inaczej.”
„Czyli będzie dobrze, jeśli nadawcy zagraniczni wejdą do drugiego multipleksu?
- Moim zdaniem rynek nie jest przygotowany do aż takiej konkurencji. Zamiast 7 stacji ogólnokrajowych będziemy mieli - powiedzmy - 14, ale rynek reklamowy pozostanie ten sam albo urośnie nieznacznie i nie utrzyma wszystkich. No to widz dostanie nową Polonię 1, czyli stację utrzymywaną po kosztach. Nikt nie będzie inwestował w programy klasy "Jak oni śpiewają" czy "Gwiazdy tańczą na lodzie", bo reklama nie udźwignie takich inwestycji. To wszystko musi być w jakiś sposób kontrolowane.”
„Przecież jeśli na rynek wejdzie większa liczba stacji, to zwiększy się podaż czasu reklamowego w telewizji, a popyt nie będzie za nią nadążał. W efekcie rynek reklamowy będzie podzielony przez większą liczbę nadawców, którzy dostaną mniej pieniędzy. Ponadto w wyniku konkurencji spadną ceny reklam, a to oznacza, że będzie mniej pieniędzy na seriale, o których mówimy. Dlatego uważam, że w efekcie pogorszy się jakość programów telewizyjnych.”
Jest granica wciskania kitu. Rozumiemy, że można było przekonać opinię publiczną, że przydział telewizji cyfrowej ma się odbyć bez konkursu w drodze przydziału dla dotychczasowych nadawców. Wiadomo, że ani dziennikarze, ani politycy zapraszani do studia TVN czy Polsatu nie mogli protestować bo znikneliby z ekranu.
Opowiadanie jednak, że na rynek telewizyjny nie można wpuścić konkurencji bo staną się straszne rzeczy - tzn. spadnie cena reklam i jakość programów - jest jedynie śmieszne. Konkurencja pojawia się wtedy kiedy rywalizują liczne firmy na równych zasadach a nie wtedy gdy rynek dzieli się na dwie prywatne firmy. Jakoś nie boimy się tego, że na reklamach zarobi ktoś jeszcze oprócz TVN i Polsat.
Nawet jeśli miałoby się to odbyć kosztem spadku „jakości” sztandarowych produkcji typu „Gwiezdny cyrk Polsatu” i „Taniec z gwiazdami”. Mówienie, że trzeba zablokować rynek przed telewizyjną konkurencją dlatego, że inni mogliby nie podołać jakości programów Polsatu jest zwyczajną kpiną z widzów.
Ale tak na serio to sprawa jest mało śmieszna. Prywatne firmy, które działają na zamkniętym, koncesjonowanym rynku, robią wszystko aby nie dopuścić nowych graczy. Nie chcą się dzielić rynkiem wartym 3,5 mld złotych rocznie.
Pozostaje poważne pytanie w sprawie telewizji cyfrowej. Czy rząd PO-PSL pozwoli na wejście konkurencji co w oczywisty sposób oznaczać będzie mniejsze zyski dla Polsatu i TVN ale za to będziemy mieli większy wybór programów i mniejsze ceny reklam; czy też po raz kolejny prorocze okażą się słowa Zygmunta Solorza „To wszystko musi być w jakiś sposób kontrolowane”.



Komentarze
Pokaż komentarze