March March
765
BLOG

Czy perły musimy wyciągać ze śmietnika?

March March Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 8

 Jak każdy, kto urodził się za wczesnego Gomułki i dorastał za wczesnego Gierka, zetknąłem się z twórczością Macieja Słomczyńskiego. Przez jego tłumaczenia - najpierw Podróży Guliwera, potem Przygód Alicji w krainie czarów, później Przedziwnej historii doktora Jekylla i pana Hyde'a. Następnie, jak wielu licealistów zmagałem się z przeczytaniem w ogóle i jako taką percepcją Ulissesa Joyce'a. Za przekładami Szekspira dokonanymi przez Słomczyńskiego nigdy nie przepadałem, wydawały się takie mało... szekspirowskie. Choć podziw wzbudzała liczba przełożonych dzieł.

Jakoś pod koniec lat siedemdziesiątych dotarła do mnie informacja, że ten Słomczyński od Szekspira i Joyce'a, ma także alter ego w postaci Joe Alexa. Tego od powszechnie znanych, całkiem sprawnie napisanych powieści kryminalnych, rozpoznawanych także w niektórych scenariuszach spektakli czwartkowych, sensacyjnych teatrów telewizji spod znaku "Kobry". Podobały mi się zarówno książkowe przygody detektywa-pisarza Joe Alexa, jak i ich ekranizacje. W siermiężnej rzeczywistości czasów komuny dawały, przy odrobinie wyobraźni, możliwość chwilowego przeniesienia się do realiów zakazanego świata Zachodu. Nie przyszło mi wcześniej do głowy, że to nasza rodzima twórczość, że to polski Raymond Chandler, w dodatku na co dzień zajmujący się przecież Szekspirem i Joycem.

Dopiero w latach dziewięćdziesiątych mignęła mi gdzieś notka, że korzenie Macieja Słomczyńskiego są anglosaskie. Przeszedłem nad tym do porządku dziennego jakąś konstatacją, że to musiało mu ułatwić prace translatorskie. Nic wielkiego.

I trzeba było aż brudnej aferki z ustanowieniem Nagrody Literackiej im. Adama Włodka, męża Wisławy Szymborskiej, drugorzędnego poety, tłumacza i redaktora, za to sprawnego ubeckiego donosiciela, by do mojej świadomości dotarła wiedza o tak niebywałej postaci jaką był ojciec Macieja Słomczyńskiego - Merian Caldwell Cooper

Czy liczne są naszej historii postaci, które stanowią tak wspaniały przykład zaangażowania w sprawy polskie tak nietuzinkowej osoby? Czy to nie jest postać, która zasługuje pełne udokumentowanie i zapoznanie opinii publicznej z jej działalnością? Czy życiorys Coopera to nie gotowy scenariusz filmu? Dowolnego - dokumentalnego, historycznego, przygodowego, sensacyjnego, romansu.

Przypomnijmy tylko kim (m.in.) był M.C. Cooper:

  • potomkiem pułkownika wojsk amerykańskich, walczącego o wolność w bitwie pod Savannah po rozkazami K. Pułaskiego,
  • dziennikarzem,
  • amerykańskim lotnikiem walczącym w I wojnie św.,
  • niemieckim jeńcem wojennym,
  • pracownikiem amerykańskiej pomocy humanitarnej we Lwowie,
  • współtwórcą i jednym z dowódców  7. Eskadry Myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki,
  • uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej w ramach tej eskadry,
  • jeńcem bolszewickim, który uciekł z obozu pracy, pokonując 700 km,
  • kawalerem Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari, otrzymanym z rąk marsz. Józefa Piłsudskiego,
  • kawalerem Krzyża Walecznych, Polowej Odznaki Pilota oraz amerykańskiego Distinguished Service Cross, którego nie przyjął ze względów honorowych,
  • pierwowzorem bohatera niemego filmu Gwiaździsta eskadra w reż. Leonarda Buczkowskiego z 1930 r.,
  • szefem sztabu generała Claire'a Chennaulta – dowódcy Amerykańskich Sił Powietrznych w Chinach, a następnie zastępcą szefa sztabu lotnictwa amerykańskiego na Pacyfiku, pod dowództwem generała McArtura, w 1950 awansowany do stopnia generała brygady,
  • dokumentalistą i producentem filmowym w Hollywood, uznawanym za jedną z najwybitniejszych postaci w historii Hollywood,
  • scenarzystą i współreżyserem, a także aktorem w filmie King Kong wytwórni RKO z 1933, który odniósł ogromny sukces kasowy,
  • twórcą duetu Fred Astaire i Ginger Rogers,
  • zdobywcą Oscara za całokształt twórczości, w tym za twórczy wkład do sztuki filmowej,
  • uhonorowanym własną gwiazdą w słynnej Alei Gwiazd w Hollywood,
  • współfundatorem i wieloletnim członkiem Rady Dyrektorów linii lotniczych Pan American.

Czemu jest tak, że prędzej dowiemy się, jakim to sukinsynem był jakiś-tam Adam Włodek, niż tego, jak wspaniałym człowiekiem był Merian C. Cooper?

Czy nie umiemy wyszukiwać takich pozytywnych perełek i ich promować? Ku pokrzepieniu serc.

Czy faktycznie musimy czekać, aż szambo wybijające na powierzchnię, wyniesie też jakiś ukryty dotąd skarb?

A może to tylko ja jestem jakiś mało świadomy, a historia M.C. Coopera jest doskonale znana?

 

March
O mnie March

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Kultura