Teraz ja powinienem powiedzieć, że to premier mnie zaskoczył. Powiedziałbym tak, gdyby nie to, że premier tylko utrzymał kurs. Otóż, stwierdził on, że „ma nadzieję, że orzeczenie będzie zgodne z oczywistym prawem”, i dodał, że „trzeba się nad nową konstrukcją Trybunału bardzo poważnie zastanowić”, co mi przypomina stanowisko premiera wobec Trybunału obowiązujące jeszcze za prezesa Safjana.
Zajmijmy się najpierw oczywistością. Pan premier, jako doktor nauk prawnych, powinien zdawać sobie sprawę, że coś takiego, jak „oczywiste prawo”, nie istnieje. Uczy się co prawda adeptów prawa łacińskiej paremii „clara non sunt interpretanda”, jednak zaraz potem wyjaśnia im się, że obecna nauka prawa odeszła od wyrażonego w paremii poglądu. Każdy przepis wymaga wykładni. Na tym polega stosowanie prawa.
Kwestia zgodności z „oczywistym prawem” jest jednak kwestią poboczną. Co mnie naprawdę zmroziło, to drugie wygłoszone wczoraj zdanie. Premier – władza wykonawcza – usiłował wywierać nacisk na organ władzy sądowniczej. Uciekł się do groźby – jeżeli orzeczenie nie będzie „zgodne z oczywistym prawem” (czyt. – z naszymi oczekiwaniami popartymi naszą wykładnią), pomyślimy nad taką zmianą Trybunału, żeby nam więcej takich numerów („cyrkowych sztuczek prawnych”) nie robił. Okazało się bowiem, że PiS – choć obawiałem się o to – rekomendował do Trybunału ludzi będących przede wszystkim świadomymi swojej konstytucyjnej funkcji prawnikami (sędzia Liszcz, prezes Stępień). Odzyskanie Trybunału się zatem nie powiodło. Trzeba więc to zmienić.
Czy tylko moim – zdaniem niektórych zapewne lewackim – zdaniem jest to skandal?
Prof. Zoll był łaskaw porównać premierowskie groźby do wzorców zastosowanych przez Łukaszenkę. Myślę, że to stwierdzenie jest przesadą. Ale następne, że „nowa konstrukcja TK (…) oznaczałaby koniec demokratycznego porządku” i byłaby niemożliwa „bez zamachu konstytucyjnego” już taką przesadą nie jest. A w każdym razie tego rodzaju sugestie, naciski i groźby wobec niezależnego od władzy wykonawczej organu władzy sądowniczej za co najmniej naciągnięcie mechanizmów rządzących państwem demokratycznym uznać trzeba.
* * *
Dodatek: poseł Kuchciński stwierdził dziś, że „na decyzję Trybunału (…) mogły wpłynąć względy polityczne”. Tak, wiem, pisałem o tym wczoraj – komuchy i układ warszawski zasiadały w składzie orzekającym. I zrobili na złość PiS. Również poseł Karski podziela ten pogląd, zauważył bowiem, że Trybunał to organ polityczny, bo sędziów „wskazują politycy” (co więcej, od wczoraj wytyka się sędziom partie, które ich rekomendowały lub których byli członkami, pomijając jednak Teresę Liszcz, która też w jakiejś partii, i to niejednej, była, i ktoś ją również rekomendował). Obaj posłowie nie biorą pod uwagę wspomnianej przeze mnie cechy ludzi, których politycy wskazali. To sędziowie świadomi swojej funkcji, orzekający wyłącznie na podstawie konstytucji, niepodlegający naciskom władzy wykonawczej. Tyle na ten temat.
* * *
Dla uniknięcia zarzutu o jednostronność – wiem, kto kwestionowaną ustawę uchwalał, kto złamał i kto zaskarżał. Uważam te fakty za żenujące. Nie są one jednak niebezpieczne.
* * *
Czekam nadal na uzasadnienie wyroku Trybunału, w którym przedstawiona zostanie szczegółowa argumentacja prawna. Na razie poznaliśmy tylko motywy, przedstawione przez sędzię Łętowską. Wiemy, że Trybunał uznał przepisy o wygaszeniu mandatu za niezgodne z zasadą proporcjonalności – w tym przypadku za nieproporcjonalny uznał ustawowy skutek (wygaszenie) wobec będącego jego przyczyną czynu (spóźnienia). Wskazał też na niejasność przepisów konstruujących termin złożenia oświadczeń (przypomnę tylko, że przepis mówi „od dnia wyboru”, a wybór ostatecznie następuje z dniem złożenia ślubowania).


Komentarze
Pokaż komentarze