Marcin K. (II) Marcin K. (II)
42
BLOG

Tęsknota politycznej sieroty (na początek jednak znów o UOKiK)

Marcin K. (II) Marcin K. (II) Polityka Obserwuj notkę 0
Zacznę krótko, komentując przedostatnią, jak sądzę, część epilogu do sagi o odzyskanym UOKiK. Druga część dzisiejszego tekstu będzie dłuższa.

Dziś Sejm przyjął prezydencką poprawkę do nowej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, znoszącą konkursowy tryb powołania prezesa UOKiK (news z pb.pl).

Nie ma się niby czym ekscytować, bo – jak już pisałem (tu i tu, na przykład) – i tak była furtka do powołania dowolnego kandydata na dowolny czas, niemniej teraz wszystko jest jasne. Brat prezydenta może w UOKiK co chce – powoływać, odwoływać, naciskać i kierować.

Jeszcze kilka zmian odpowiednich ustaw, a stan prawny będzie zbliżony do dawnych czasów, kiedy w konstytucji PRL znajdowała się „kierownicza rola partii”. Swoją drogą, ślady wgryzania się systemu monopartyjnego już widać, co wytknąłem red. Leskiemu kilka dni temu, gdy w kontekście obruszenia się PiS na PO za antyraport lustracyjny napisał: „Trzeba napisać na nowo podręczniki politologii, bo wg obecnych celem partii politycznej jest zdobycie władzy, a zadaniem opozycji - krytyka rządu.” Czyż nie napisał tu o jednej partii politycznej? Napisał. Jednoznacznie skojarzyło mi się to z partią wiodącą. Jak dobrze (dla kogo dobrze, dla tego dobrze) pójdzie, będzie u władzy Partia, a wokół niej formalnie współrządzące satelity (z zachowaniem proporcji – LPR w roli Pax-u/S(nie)D, Samoobrona jako ZSL). Zatem – czekam na dalsze kroki na drodze Partii do odzyskania wszelkich możliwych ośrodków i ośrodeczków władzy. Już niewiele zostało, a do końca odzyskamy kraj z rąk kontrrewolucjonistów, którzy karmili się krwawicą klasy robotniczej.. E.. przepraszam, zapędziłem się, użyłem niewłaściwej terminologii.

* * *

Zostawiłem sobie na później – kiedy będę miał czas, żeby spokojnie poczytać – tekst Jana Lityńskiego, opublikowany w środowej „Rzeczpospolitej” pod tytułem „Zagubiona opozycja” (wydanie z 11 kwietnia; jest tu, ale już w płatnym archiwum). Czas na lekturę znalazłem dziś, i chciałbym się podzielić wrażeniami. Niezbyt pochlebnymi, muszę przyznać, co w świetle mojej dawnej sympatii i wciąż tlącego się sentymentu do środowiska dawnej Unii Demokratycznej nieco mnie boli.

Otóż, pan Lityński wytknął w swoim tekście po kilka błędów i wypaczeń partiom stanowiącym obecnie opozycję demokratyczną, to jest PO i macierzystej PD. Spróbował też przedstawić wizję dalszego funkcjonowania tej ostatniej.

Platformie wypomniał jej upisowienie w ostatniej kampanii wyborczej do parlamentu, „Niceę albo śmierć”, słowa o „szarpnięciu za cugle” (oba autorstwa, o ile pamiętam, Jana Rokity), „rezygnację z budowy ruchu obywatelskiego i liberalnego charakteru” partii, pozostawanie bezprogramową „opozycją, której program kształtują posunięcia władzy”. Zgadzam się ze stwierdzeniem pana Lityńskiego, że skuteczność Jarosława Kaczyńskiego w dyktowaniu polskiej klasie politycznej warunków uprawiania polityki w obecnej Polsce i zdolność wychodzenia wzmocnionym z każdej „opresji i wątpliwych posunięć” jest godna podziwu. Słuszna jest także diagnoza, że „PO nigdy nie dała (…), poza estetyczną, kontrpropozycji dla PiS.”

Własnej Lityńskiego Partii Demokratycznej też się dostało, i słusznie. Za błędy popełnione jeszcze pod szyldem UW (oderwanie od rzeczywistości, przeciągnięcie niesterowalnej koalicji z AWS, niejednolitość światopoglądowa i ideologiczna, działania, wskutek których nie dziwi obraz „złodziejskiej prywatyzacji” w oczach znacznej części rodaków… Słusznie też podnosi autor, że „zmiana [, której „wyrazem (…) było przekształcenie w Partię Demokratyczną” – przyp. MK] polegająca na powrocie do myślenia społeczno-liberalnego przyszła za późno. (…) Ruch ten został przeprowadzony nieumiejętnie, w sposób nieprzekonywający.”

Nie ma podstaw do polemiki zarówno z całością diagnozy choroby UW, jak i z ostatnim stwierdzeniem o zmianie w PD. Poza nieprzekonywającą zmianą szyldu i brakiem sprecyzowanej, zwłaszcza w odniesieniu do realiów – profilem ideowym popełniono zbyt wiele błędów strategicznych (pomysł na Hausnera i Belkę był świetny, ale fatalnie zrealizowany), a przede wszystkim PRowskich. Niestety, techniki działań medialnych należy się uczyć od PiS, zwłaszcza z okresu kampanii parlamentarno-prezydenckiej (z wyłączeniem buldoga Kurskiego). PD natomiast przeoczyła wszystkie możliwości pokazania nowego oblicza, wypunktowania słabości programów konkurentów i jasnej, przejrzystej prezentacji własnego. Demokraci siedzieli cicho, kiedy PiS zapuszczało korzenie, zaczynało ataki na instytucje państwa, zajmowało kolejne stanowiska. Nie mieli ani siły przebicia, ani pomysłu na swoją rolę – co jest wadą odziedziczoną, niestety, po UW, i co pokazał również autor w swoim artykule.

Dalej pan Lityński przytacza i pobieżnie analizuje powstanie, podstawy i funkcjonowanie koalicji pod marką Lewicy i Demokratów. Pisze, że zdecydowano się nań, mimo podziałów wynikających z czasów PRL i „sposobu sprawowania władzy”, dlatego, że „nowy lider tej partii [SLD – przyp. MK] pokazał, że dąży do stworzenia nowoczesnej partii wolnej nie tylko od peerelowskich pozostałości, lecz także od eseldowskiej praktyki sprawowania władzy. Powstała szansa na zbudowanie nowoczesnej lewicy typu blairowskiego.” Tu jednak pojawia się szpilka, gdyż autor jest rozczarowany – co również słuszne – następnymi działaniami SLD, brakiem jednoznacznego zdystansowania się od patologicznej przeszłości, „utratą dynamiki koalicji” po wyborach samorządowych, brakiem celów politycznych (co, moim zdaniem, było do przewidzenia; utworzenie LiD było świetnym posunięciem, ale dla SLD i SdPL, nie dla PD; ci ostatni byli, jak sądzę, potrzebni starej lewicy w roli kwiatka). W tym miejscu drobna dygresja. SLD, mimo zmiany lidera, pozostała partią władzy, podpierającą się jedynie „lewicowością”. Na miejscu PD nie pokładałbym w niej takich nadziei, choć rozumiem, że siła w sondażach ustawia ją w naturalnej w roli lokomotywy centrolewicowego pociągu.

Dalej zaczynają się jeszcze bardziej strome schody. Pan Lityński, niestety, przechodzi do życzeń i nieuprawnionych odwołań.

„Koalicja partii liberalno-społecznej i lewicy może przywrócić równowagę w polskiej polityce. (…) możliwe jest stworzenie programu dla społeczeństwa obywatelskiego, dla wolności i tolerancji (…) Trzeba pokazać, że poczucia bezpieczeństwa nie buduje się na karach i strachu, lecz na społecznym działaniu i przeciwdziałaniu patrologiom.” Racja. Ale taki zarys programu jest niewykonalny. P. Lityński robi to samo, co wytknął ś.p. Unii Wolności – abstrahuje od okoliczności i posługuje się ogólnymi, wytartymi już, niestety, hasłami. Nie precyzuje, co miałoby się zawierać w społeczno-liberalno-lewicowej propozycji, nie wskazuje środków, jakimi cel stworzenia społeczeństwa obywatelskiego – nierealizowalny dotąd, a w obecnych warunkach nierealizowalny tym bardziej – osiągnąć. Przyznam, zresztą, że jestem w kropce. Sam nie wiem, co można by panom z PD zaproponować, choć spróbuję.

Jestem – a przynajmniej uważam się za takiego – młodym człowiekiem, „zbrzydzonym stylem uprawianej polityki”, jak słusznie zdefiniował najlepszy „target” Demokratów pan Lityński, jednak na uczestnictwo w życiu publicznym mam ochotę. Niestety, PD, którą mimo wszystko, mimo uniowolnościowej przeszłości, mimo wprowadzenia tego środowiska przez Tadeusza Mazowieckiego do międzynarodówki chadeckiej, z którą na pewno się nie identyfikuję, darzę sentymentem, nie przedstawia mi konkretnej oferty.

Swoją drogą, nieco na marginesie, stwierdzam, że nieuprawnione podparcie się autorytetami mnie ubodło.

Tadeusza Mazowieckiego pan Lityński powoływać może. Mazowiecki w partii działa, jest jej mentorem, członkiem Rady Politycznej. Wspomnieć o „powrocie do idei partii tworzonej przez Tadeusza Mazowieckiego i Jacka Kuronia” jako o celu stworzenia PD też może. W końcu, w powstaniu Unii Demokratycznej, a wcześniej w działaniach opozycji w PRL, panLityński uczestniczył razem z oboma wymienionymi, zna(ł) ich, są (byli) w tym samym obozie. Jednak czuję dyskomfort czytając podtytuł „Co by zrobił Jacek Kuroń” i dalsze „jestem przekonany, że on zaaprobowałby taką właśnie drogę [utworzenie koalicji LiD – przyp. MK]”. Otóż, nie znając Kuronia osobiście, ale znając jego prace, jego działalność, zwłaszcza ostatnich latach życia, nie zgadzam się z twierdzeniem, że Kuroń zaaprobowałby koniunkturalistyczną, opartą – ze strony PD – na błędnych przesłankach i abstrakcyjnym widzeniu świata koalicję z postkomunistami.

Nie chcę tu mówić – w kontrze do p. Lityńskiego – „co by zrobił Jacek Kuroń”, mam jeszcze mniejsze prawo do powoływania się na niego. Wyrażam tylko wątpliwości zarówno co do idei, jak i jej domniemanego poparcia. Rozumiem, że nazwisko Kuronia jest Demokratom potrzebne jako ikona, jako symbol przyciągający sympatyków dawnej UD, ludzi – jak ja – darzących sentymentem zarówno samego Kuronia, jak i czystą, ideową formację liberalno-demokratyczną, prezentowaną przez to środowisko u swojego zarania, czy jej obecną socjalliberalną twarz. Nie zgadzam się jednak na podpieranie się nim w tak bezceremonialny sposób.

Czekam na kogoś, kto zaproponuje mi przemyślaną i realną propozycję centrolewicową. Do obecnych prób – tak samej PD, jak i całej LiD, czy sugerowanych ostatnimi wystąpieniami Aleksandra Kwaśniewskiego – mam zbyt wiele zastrzeżeń, nie potrafię się pozbyć skłonności do wypominania przeszłości i punktowania śladów jej we współczesnych słowach i działaniach. Do śmierci Kuronia miałem nadzieję – niezbyt silnie umocowaną, bo Kuroń zajmował i zajmować się planował zupełnie czym innym – że on właśnie zbierze wokół siebie ludzi, którzy tego dokonają. Nie doczekałem się, i nie sądzę żeby stało się to teraz. Centrolewica musi zmienić twarze, sposób myślenia, sposób budowania propozycji, język… Czekam więc, ale z mniejszą, niż w przypadku potencjalnej lewicy kuroniowej, wiarą. Powoli zaczynam mieć dość bycia polityczną sierotą.

Urodzony za Gierka, wychowany za Jaruzelskiego, zbuntowany za Wałęsy, ożeniony za Kwaśniewskiego, rozmnożony za Kaczyńskiego. Aby do wiosny.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka