8 obserwujących
48 notek
165k odsłon
  32380   0

Obrazki z życia działu foto

Zdarzenie sprzed trzech lat. Redakcja ogólnopolskiego dziennika. Do działu foto wchodzi pełniący funkcję wicenaczelnego młody, uchodzący za konserwatystę, publicysta. – Znajdźcie mi zdjęcie Wyszyńskiego z obrad Okrągłego Stołu – mówi. Najstarszy z fotoedytorów próbuje żartować, że raczej się to nie uda. W odpowiedzi słyszy, że jest nieprofesjonalny, że z działem foto, to same problemy i że za dużo ludzi tam pracuje.

Więc fotoedytor spokojnie tłumaczy, że obrady Okrągłego Stołu rozpoczęły się na początku 1989 r., a prymas Wyszyński zmarł w 1981 r. Wicenaczelny wychodzi, trzaskając drzwiami.

Śmieszne? Jeżeli rozpoznajemy postać i nie mamy z nią wspólnych poglądów politycznych – może trochę. Bo tak na prawdę – dość przerażające. Co by było, gdyby nie poszedł do foto? Czy ktoś by mu merytorycznie sprawdził tekst? Pewnie nie, bo kto?

 

•••

 

Rok 2001, redakcja tygodnika społeczno-kulturalnego. Do działu foto trafia tekst, opisujący perypetie rodziny Ślązaków decydujących się na emigrację do Niemiec. Fotoedytor chce ilustrować rysunkiem. Sekretarz redakcji (znaczące: wieloletni pracownik naukowy wyższej uczelni, zajmujący się kształceniem dziennikarzy) chce koniecznie krasnale ogrodowe i dwujęzyczne napisy. Robi się awantura, która trafia do gabinetu naczelnego, gdzie sekretarz krzyczy, że nie życzy sobie takiego traktowania swoich poleceń. Naczelny pyta, o co chodzi z tymi krasnalami? Sekretarz: – Niemcy w Opolskiem mają dużo krasnali. Fotoedytor: – Jacy Niemcy? Jakie, k…, opolskie? Tekst jest o śląskiej rodzinie z blokowiska w Katowicach. Naczelny sprawdza: to prawda. – Jak żeś ten tekst czytał – pyta sekretarza. Ten wychodzi, trzaskając drzwiami. Dwa miesiące później zostaje naczelnym. Wtedy nie ma już dyskusji.

 

•••

 

Kilka lat później, fotoreporter ma na pewnym uniwersytecie zrobić zdjęcie na okładkę tygodnika opinii. Zdjęcie ilustrujące temat postępującego upadku państwowych wyższych uczelni. Fotoreporter wie z tekstu, na który wydział ma iść, który budynek sfotografować. Cieszy się z łatwego zarobku. Na miejscu okazuje się, że obiekt, który miał być walącą się ruderą, jest świeżo po remoncie. Sąsiednie – podobnie. Kontaktuje się więc z redakcją, że coś chyba jest nie tak z tekstem. Słyszy, że tekst jest w porządku, a jeżeli nie potrafi prostego zdjęcia zrobić, to dział foto będzie musiał znaleźć kogoś innego. Znajduje więc budynek, w którym przygotowania do remontu mogą wyglądać jak zaawansowany rozkład. Redaktor naczelny jest zadowolony. Cała Polska załamuje ręce nad kondycją wyższych uczelni.

 

•••

 

Jakiś czas później fotoreporter bierze udział w ogólnopolskiej akcji poszukiwania ubogich ludzi, którzy przeprowadzili się na ogródki działkowe. Chodzi o zilustrowanie raportu o tym, że działki stają się slumsami. W całym kraju dziesiątki (setki, tysiące) ludzi wegetuje w altankach. I że to poważny narodowy problem.

Przez kilka dni kilkanaście osób w całej Polsce szuka przykładu tej sytuacji. W końcu gdzieś-ktoś znajduje mieszkające w altance małżeństwo. Co prawda altanka jest podpiwniczona, murowana i wyposażona w media, zaś jej mieszkańcy mają jeszcze mieszkanie w bloku, ale ważne, że można ich było na działce sfotografować. Fotoreporterowi wydaje się, że w tekście było o slumsach.

 

•••

 

Pierwsza połowa lat 90. Do wojewódzkiego miasta przyjeżdża pani premier. Przy okazji na rynku ma spotkać się z wyborcami. Spotkanie zostaje zakłócone przez demonstrację Federacji Anarchistycznej, która z kolei zostaje spacyfikowana przez policyjne oddziały prewencji. Policja działa zdecydowanie. Niestety, przy okazji dostaje się kilku wyborcom pani premier. Wieczorem w drukarni (czasy jeszcze ołowiowe) młoda dziennikarka na maszynie próbuje jednym palcem spisać relację. Trwa to długo, a czas się kończy. Postanawia jej pomóc prowadząca wydanie pani redaktor – lokalna legenda opozycyjnego dziennikarstwa (określenie „opozycyjny” – dotyczyło wtedy lat 1980–1989). Dziennikarka opowiada, pani redaktor pisze po swojemu. Przysłuchuje się temu jeszcze młodszy fotoreporter. Zaczyna protestować, gdy okazuje się, że w informacji wątek anarchistów zostaje zmarginalizowany, pokazuje zdjęcia, tłumaczy, że było inaczej. – Chcesz, żeby komuniści wygrali wybory? – słyszy.

 

•••

 

Właściciel agencji fotograficznej: Najgorzej, kiedy redaktorzy coś zobaczą w TVN24. Telewizja potrafi ilustrować obrazkami z zeszłego roku, czy z innego miejsca. Mieliśmy fotografów na powodzi, przywieźli niezły materiał, niestety słabo się sprzedał. W telewizorze wszystko wygląda lepiej. Z helikoptera nie widać, że woda po kostki. 

 

•••

 

Sprzedawca z agencji fotograficznej: Zadzwoniła kiedyś do mnie redaktorka i zamówiła zdjęcie śpiących mrówek. Zapytałem, jak sobie taką ilustrację wyobraża. No, mrówki, które śpią – odpowiedziała.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale