5 obserwujących
161 notek
252k odsłony
  719   0

Roman Giertych: Leszek Czarnecki odrzucił propozycję nadzorcy ze strony PiS

autor: PAP
autor: PAP

Roman Giertych opublikował na Facebooku historię swojego zatrzymania oraz motywów, które kierują władzą, dążącą do aresztowania Leszka Czarneckiego

image


Dlaczego zostałem zatrzymany i dlaczego władza chce aresztować Leszka Czarneckiego?  

Gdy zatrzymano mnie 15 października tego roku, wiele osób pytało publicznie, czy ma to związek z posiedzeniem aresztowym w sprawie dr Leszka Czarneckiego, które było zaplanowane na dzień następny. Koincydencja wydawała się oczywista. Pojutrze ponownie odbędzie się posiedzenie sądu, który będzie rozpatrywał wniosek prokuratury o areszt dla Leszka Czarneckiego. Ponieważ decyzją prokuratury zostałem pozbawiony praw wykonywania mojego zawodu, czas na mowę w tej sprawie wygłoszoną publicznie, bez togi, bez sądu, ale przy użyciu tych środków, którymi dysponuję.

Od roku 2015 władzy PiS doskwierał fakt, że jedna z największych firm prywatnych w Polsce, należy do człowieka, który z tą władzą nie miał nic wspólnego. Nie był zaangażowany politycznie, ale jego sympatie i ścieżka życiowa stawiały go w oczywisty sposób w szeregu przeciwników tego rządu. Dlatego też urzędnicy PiS robili wszystko, co możliwe, aby utrudnić życie jego firmom tak, by je przejąć lub podporządkować. Strategia ta zadziałała wobec innych biznesmenów, prowadzących działalność w Polsce, sądzono więc, że zadziała również wobec dr Leszka Czarneckiego. Później, czyli w roku 2018 zastosowano wobec niego metodę zastraszania z jednoczesną propozycją korupcyjną, polegającą na przyjęciu do władz banku osoby z układu rządzącego, która miała być swoistym nadzorcą. Gdy w listopadzie 2018 roku ujawniono taśmę, na której szef Komisji Nadzoru Finansowego proponuje zatrudnienie swojego człowieka w banku L. Czarneckiego, to uwaga opinii publicznej skupiła się na kwestii ogromnego wynagrodzenia, które miał otrzymywać. Tymczasem istota tej propozycji była inna. 40 milionów miało być tylko miłym prezentem dla zaufanego człowieka PiS. Istotą miało być przejęcie faktycznej kurateli nad majątkiem wartym 6 miliardów złotych. Ofertę złożył człowiek blisko związany z prezesem NBP Adamem Glapińskim i została ona w pewien sposób potwierdzona poprzez wspólną wizytę Leszka Czarneckiego i Marka Ch. u prezesa NBP. Adam Glapiński to od dziesięcioleci najbardziej zaufany człowiek Jarosława Kaczyńskiego od spraw finansów.

Leszek Czarnecki odrzucił propozycję nadzorcy ze strony PiS. I wtedy pisowskie państwo postanowiło pokazać drugą twarz. Zastraszanie. Komisja Nadzoru Finansowego rozpoczęła w Idea Bank S.A. kontrolę pod kątem sprzedawania przez ten bank obligacji GetBack. Obligacje te rzeczywiście ten bank sprzedawał, tak jak wiele innych banków, w tym państwowych je sprzedawało. Ale akurat wbrew woli Leszka Czarneckiego, który na piśmie zakazywał angażowania się w tę sprzedaż. Gdy dowiedział się, że zarząd go nie posłuchał i na dodatek dopuszczał do ewidentnego oszukiwania klientów banku, polecił skierować na nich zawiadomienie do prokuratury. KNF potraktowało te okoliczności jako pretekst do uderzenia w L. Czarneckiego. Kontrole zmierzały w jednym kierunku - zagrozić pozycji właściciela banku i przejąć władzę na jego obydwoma bankami oraz jego innymi instytucjami finansowymi.

Już we wrześniu 2018 Jarosław Kaczyński pisemnie zlecił prokuraturze przeprowadzenie sprawy wobec Leszka Czarneckiego. Był to dla prokuratury sygnał, że głównym winowajcą w aferze GetBack, którym kierował blisko związany z PiS Konrad Kąkolewski, ma być właśnie Leszek Czarnecki. Na jesieni 2018 roku instytucje państwa szykowały się do przejęcia banków Leszka Czarneckiego, najprawdopodobniej na rzecz prywatnego banku, z którym zawarto porozumienie - ten sam prawnik, którego nie zatrudnił L. Czarnecki, wszedł do rady nadzorczej tego banku. A ponieważ ten mały bank miał trudności finansowe, to, aby umożliwić przejęcie dużych banków Leszka Czarneckiego przez mały bank z kłopotami, zmieniono przepisy prawa. Ustawę przegłosowano zaledwie w kilka dni w listopadzie 2018 roku, na wniosek posłów PiS blisko związanych z Jarosławem Kaczyńskim.

Warto tu wspomnieć na marginesie, że w czasie przygotowań do przejęcia banków Czarneckiego, Kaczyński zrezygnował ze współpracy z bankiem PKO SA, który obiecał kredyt na budowę dwóch wież. Ta rezygnacja doprowadziła go do konfliktu z Geraldem Birgfellnerem i wybuchu późniejszej afery z jego nagraniami. W nagranej rozmowie z 2 sierpnia 2018 roku Kaczyński oświadcza, że nie chce budować dwóch wież za pieniądze z kredytu z PK0 SA, o co wcześniej sam zabiegał.

Operację wobec Leszka Czarneckiego uniemożliwił fakt ujawnienia taśmy z nagraniem rozmowy z Markiem Ch. W takich okolicznościach - zwalenie winy za aferę GetBack na Czarneckiego i przejęcie jego banków - stało się niemożliwe. Sprawę zawiadomień, które złożyłem wówczas wobec szeregu osób, które chciały skorumpować Leszka Czarneckiego i zmierzały do kradzieży jego banku de facto skręcono. B. szefowi KNF-u nie postawiono nawet zarzutów korupcyjnych tylko zarzut przekroczenia uprawnień. Drugim zawiadomieniem o tzw. „planie Zdzisława”, który ujawnił Marek Ch. w nagranej rozmowie, gdzie szef KNF opowiedział o zamiarze przejęcia banku za złotówkę, nikt się w prokuraturze nie zajął.

Lubię to! Skomentuj21 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka