10 kwietnia oglądając telewizję natknąłem się na rozmowę w studio TVN zorganizowanej w ramach upamiętnienia rocznicy katastrofy smoleńskiej. Zaproszonymi gośćmi byli historyk dr hab., prof. Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie Jan Żaryn oraz niezwykle kontrowersyjny teoretyk etyki dr hab. Magdalena Środa. Pani Środa, zdeklarowana feministka, reprezentuje światopogląd daleko odbiegający od narodowo-konserwatywnej wizji świata. Wiele razy udowadniała również brak naukowego obiektywizmu. W programie tym wypowiedziała jednak tezę nad którą, tak uważam, powinno się pochylići dokonać refleksji. Magdalena Środa stwierdziła bowiem, że jesteśmy narodem zbyt daleko zanurzonym w historii. To zdaniem jej nie pozwala nam Polakom budować w dostatecznie szybkim tempie nowoczesnego kraju, a także owa historia staje się głównym orężem walki politycznej. Abstrahując od tego, co dla pani Środy oznacza pojęcie „nowoczesnego państwa” należy się zgodzić, że właśnie historia jest wykorzystywana przez walczące ze sobą siebie partie polityczne oskarżające siebie nawzajem o zdradę, zaprzaństwo czy oszołomstwo. To zresztą jest jednym z powodów, który odpycha zwykłych ludzi od świata polityki i zwiększa dystans między rządzącymi a społeczeństwem.
Zastanówmy się teraz na czym zbudowana jest nasza narodowa tożsamość . Składa się ona w ogromnej części z tradycji romantycznej, mesjanizmu i cierpiętnictwa. To owocem tej tradycji były narodowowyzwoleńcze powstania w XIX w., które nie miały żadnych szans na powodzenie, a sytuacja Polski po ich zdławieniu przez zaborców stawała się jeszcze gorsza. Za nieposłuszeństwo Polacy byli karani kolejnymi represjami. Te klęski wzmagały jeszcze w Polakach poczucie bycia narodem cierpiącym za grzechy innych. To właśnie tradycja romantyczna jest winna powstaniu warszawskiemu, które patrząc realnie bez pomocy z zewnątrz, o czym musieli sobie zdawać sprawę jego przywódcy, było zrywem wręcz samobójczym.
Czyżby w naszej historii nie było wspaniałych, wzniosłych wydarzeń, zwycięskich walk, na których można byłoby oprzeć naszą narodową dumę. Oczywiście, że takich wydarzeń nie brakuje. Nie są one jednak w dostateczny sposób wykorzystywane ani przez media ani przez elity polityczne. Weźmy na przykład powstanie wielkopolskie, jedyny tak naprawdę zwycięski zryw w naszej historii, o którym to wielu Polaków w ogóle nie ma wiedzy. Za to o klęsce powstania warszawskiego co roku przez kilka dni epatują nas media. Z tej okazji powstało nawet muzeum, organizowane są liczne uroczystości, koncerty, itp. Kolejnym przykładem niech będzie bitwa warszawa, zaliczana do 20 najbardziej istotnych bojów w historii świata, jest przecież najbardziej doskonałym dowodem waleczności i dumy polskich żołnierzy. Tymczasem w polskiej świadomości ważniejsze miejsce zajmuje dramat kampanii wrześniowej. Sama zresztą bitwa, w której Polacy pokonali o wiele liczniejszą Armię Czerwoną nazywane jest „cudem nad Wisłą”, co nie jako sugeruje, że polskim żołnierzom nie udałoby się zwyciężyć wroga bez boskiej pomocy. Podałem tylko dwa przykłady z ostatniego stelecia, ale tego typu wspaniałych triumfów w historii Polski jest o wiele więcej. Eksponowanie zresztą wydarzeń stosunkowo niedawnych ma zresztą ten plus, że wciąż jeszcze żyją dzieci osób, które brały w nich udział.
Tylko od nas zależy na jakich wydarzeniach będziemy opierać naszą historyczną tożsamość. Powinniśmy ją budować przede wszystkim na zwycięstwach i radosnych wydarzeniach, bo naprawdę mamy być z czego dumni. Jesteśmy narodem z ponad tysiącletnią historią, o którego potędze nie raz już przekonał się świat. Nie oznacza to jednak, aby całkowicie zapomnieć o ciemnych kartach z naszej historii, choćby dlatego, aby móc wyciągać z nich odpowiednie wnioski . Nie powinny być one jednak nadmiernie eksponowane, aby nie wyrobić w nas Polakach poczucia narodu skazanego na klęskę. Parafrazując słowa pani Magdaleny Środy uważam, że jesteśmy nie tyle narodem zbyt głęboko zanurzonym w historii, ale zanurzonym zbyt głęboko w historii negatywnej.
Marcin Rezik


Komentarze
Pokaż komentarze