W zeszłym miesiącu prezydent Węgier Pal Schmitt podpisał nową ustawę zasadniczą, która została przygotowana i uchwalona przez mającąwiększość konstytucyjną w parlamencie prawicową partię Fidesz. Zmieniła ona dopiero po 22 latach od transformacji ustrojowej konstytucję stalinowską, zresztą ostatnią w Europie, uchwaloną jeszcze w 1949 r. Socjaliści węgierscy zbojkotowali pracę nad nową ustawą zasadniczą argumentując to tym, że rządząca prawica i tak przeforsuje wszystkie swoje postulaty.
Projekt Fideszu stał się obiektem bezpardonowych ataków przez lewicową opozycję, która przeciwko niemu inspirowała wystąpienia społeczne. Nowa konstytucja węgierska została także skrytykowana przez Amnesty International oraz szefa ONZ Ban Ki-moona. Z kolei sekretarz stanu niemieckiego MSZ pan Werner Hoyer stwierdził, że jest ona sprzeczna ze standardami prawnymi panującymi w Unii Europejskiej. Cóż tak oburzyło wspomniane wyżej instytucje i część polityków europejskich. Są to zapisy o ochronie życia poczętego oraz wprowadzanie definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Bardzo interesujący jest fakt, że Amnesty International, która sama siebie określa organizacją walczącą o prawa człowieka ,potępia zapis w konstytucji dotyczący ochrony przecież najbardziej podstawowego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia. Organizacja ta jednak, oprócz wielu bardzo chwalebnych przedsięwzięć, jest wyrazicielem fatalnego moralnie lewicowego stanowiska na prawa człowieka, gdzie prawo matki do usunięcia niechcianej ciąży jest ważniejsze od prawa do życia dziecka nienarodzonego.
Pan Hoyer ma rację. Zapisy w nowej węgierskiej ustawie zasadniczej są niezgodne z obecnie panującymi zasadami w UE dotyczącymi kwestii moralnych. W Unii promowane i sponsorowane są bowiem stowarzyszenia homoseksualistów. Organizacje aktywistów gejowskich otrzymują pieniądze na swoje liczne projekty z różnego rodzaju programów instytucji europejskich mających na uwadze walkę z „dyskryminacją”, która podobno wciąż występuje w Europie. Przykładowo międzynarodowy portal dla homoseksualistów lgbtqf.com został w całości sfinansowany przez Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego oraz z Funduszów Spójności. Gejowska organizacja ILGA-Europe otrzymuje pieniądze bezpośrednio z Komisji Europejskiej, z kolei inne tego typu zrzeszenie ANSO dostaje środki od Rady Europejskiej i sponsorowanej przez UE organizacji Youth in Action.
Europejskiej lewicy nie podoba się również preambuła węgierskiej konstytucji, która zaczyna się słowami: „Boże zbaw Węgrów i obdarz ich swymi łaskami”. Odwołanie się do Boga jest bowiem sprzeczne z realizowanym skutecznie od lat procesem laicyzacji Europy. Niektórzy nawet wysunęli paradoksalne zastrzeżenie do zmiany nazwy państwa zapisanym w węgierskiej ustawie zasadniczej z „Węgierskiej Republiki” na „Węgry”, argumentując, że stanowi to...zagrożenie dla demokracji. Zapominają przy tym, że komunistyczne Węgry miały w nazwie słowo „republika”, jednak demokracji nie było w nich za grosz.
Nawiązując do pytania postawionego przeze mnie w tytule, pozytywnie oceniam zmiany dokonujące się na Węgrzech. Mam jednak pewne obawy czy przywódcom tego państwa wystarczy determinacji, aby skutecznieodpierać ataki ze strony wpływowych organizacji i samej UE. Unia już zresztą udowodniła, że potrafi nałożyć sankcje oraz izolować państwo członkowskie w sytuacji, gdy nie podoba jej się wybór teoretycznie przecież suwerennego narodu. Taka sytuacja miała miejsce na początku tego stulecia, kiedy przez ponad rok Austria była w izolacji, stając się wrogiem numer jeden społeczności europejskiej. W Austrii bowiem został utworzony rząd, w skład którego weszła partia narodowo-liberalna. To nie spodobało się europejskim przywódcom, którzy wymusili na tym państwie przeprowadzenie nowych wyborów, zakończonych klęską austriackich narodowców. Mam nadzieję, że Węgrów taki los nie spotka, a gdyby nawet to Polska powinna stanąć w obronie państwa, które nie raz nam pomagało w trudnych sytuacjach. Na przykład w czasie wojny polsko-bolszewickiej Węgrzy przysyłali do Polski ogromnie potrzebne nam wtedy uzbrojenie. Należy więc kibicować premierowi Orbanowi i prezydentowi Schmittowi, aby nie zawrócili z drogi reformy państwa węgierskiego. Niech Węgry staną początkiem moralnego przebudzenia Europy.
O tym, że coś zmienia się w krajach członkowskich Unii Europejskiej świadczy też wynik ostatnich wyborów w Finlandii i znakomity rezultat prawicowej i sceptycznej wobec dominujących zasad w Unii Europejskiej partii Prawdziwych Finów, którzy zdobyli 39 miejsc w 200-osobowym parlamencie i mają realną szansęwspółtworzyć fiński rząd. W Holandii natomiast eurosceptyczna partia Geerta Wildersa cieszy się kilkunastoprocentowym poparciem. Nawet w Niemczech, kraju będącym przecież jeszcze do niedawna jednym z najbardziej euroentuzjastycznych, większość społeczeństwa jest przeciwko ratowaniu europejskich bankrutów z ich pieniędzy. W liberalnej FDP powstała frakcja pod kierownictwem Franka Schaffera, który sprzeciwia się wydawaniu pieniędzy niemieckich podatników na pomoc krajom znajdującym się w kryzysowej sytuacji gospodarczej. We Francji z kolei, innym bardzo ważnym kraju europejskim, coraz większą popularność zdobywa przewodnicząca Frontu Narodowego i kandydat tej partii na prezydenta Republiki Marine Le Pen, która w przedwyborczych sondażach wyprzedza nawet Nicolasa Sarkozy' ego. Przykłady przeze mnie podane ilustrują coraz większy sprzeciw narodów europejskich wobec obecnego kształtu integracji europejskiej, a zwłaszcza wartości promowanych w Unii. Jeżeli ten trend by się utrzymał jest szansa na radykalną zmianę Europy i jej odnowę moralną.
Marcin Rezik


Komentarze
Pokaż komentarze (8)