Marcin Sawicki Marcin Sawicki
264
BLOG

Zbrodnia i kara kierowcy

Marcin Sawicki Marcin Sawicki Polityka Obserwuj notkę 35
Pijanym kierowcom będziemy zabierać samochody - to najnowszy pomysł rządu. Pomysł znakomity, bo do tej pory walka z plagą pijaństwa za kierownicą była nieskuteczna. Polscy kierowcy jeżdżąc po pijanemu zachowywali się racjonalnie. Statystyki pokazują, że generalnie pijani kierowcy nie przejmują się tym, iż popełniają przestępstwo z art. 178a k.k. I niestety mają rację. Dlaczego? Wyjaśniając decyzję o popełnieniu przestępstwa należy zwrócić uwagę na trzy typy czynników. Ludzie schodzą na złą drogę dlatego, że im się to opłaca. Czasem dzieje się tak dlatego, że wyznawane przez nich wartości nie kłócą się z popełnianym przestępstwem. Wreszcie też, niektóre przestępstwa można wyjaśniać na gruncie psychologii - na przykład zbrodnia w afekcie lub dokonana pod przemożnym naciskiem grupy (Proszę zwrócić uwagę na słowo „wyjaśniać" - to nie znaczy usprawiedliwiać). Analiza przede wszystkim norm i wartości oraz opłacalności popełniania czynu musiała jeszcze do niedawna prowadzić do wniosku, że liczba pijanych za kierownicą jeśli nie będzie rosła, to na pewno nie zmaleje.Zacznijmy od klimatu społecznego, czyli wartości jakie narzuca otoczenie. Do niedawna jazda po pijanemu była zachowaniem akceptowalnym. Ludzie wychodzili pijani z imprez, spotkań towarzyskich i jechali tak domu, wzbudzając najwyżej uśmieszki politowania u pozostałych. Fala potężnej krytyki pijaństwa płynąca z mediów zrobiła jednak swoje i dziś trudno spotkać kogoś, kto nie czułby się na cenzurowanym pijąc i jadąc. Nawet ci, którzy to robią dziś wiedzą już, że w momencie schwytania lub ujawnienia zetkną się z potępieniem. To ważne i o ile nie działa na poszczególne jednostki, to na pewno statystycznie już znajduje swoje odbicie. Po prostu - ludzie niechętnie popełniają czyny, które stawiają ich w złym świetle, bo potrzeba uznania jest jedną z naczelnych potrzeb człowieka i jesteśmy dość mocno od niej uzależnieni.  Wg. danych Komendy Głównej Policji kwiecień 2007 roku był pierwszym miesiącem od 6 lat, gdy zanotowano poprawę statystyk liczoną w stosunku miesiąc do miesiąca (w tym wypadku kwiecień do kwietnia zeszłego roku)! Choć trzeba też powiedzieć, że z odpowiednio dużej perspektywy patrząc, widać generalną poprawę sytuacji na polskich drogach. Jednak dlaczego w dalszym ciągu jest aż tylu pijanych? Dlaczego po zmianie przepisów nietrzeźwi kierowcy nie przestraszyli się groźby więzienia? To proste. Takiej groźby nie było.Sądy niechętnie orzekają karę więzienia dla kierowców, którzy pierwszy raz zostali złapani na prowadzeniu pojazdu w stanie nietrzeźwości. Zazwyczaj jest to wyrok w zawieszeniu oraz grzywna. Powiedzą Państwo - To dobrze! To przecież hańba od razu wsadzać takiego człowieka do pudła! - Ale problem polega na tym, że zmiana przepisów, która miała doprowadzić do ich zaostrzenia w zasadzie skutkowała czymś wręcz odwrotnym. Kierowcy, którzy decydowali się na jazdę pod wpływem alkoholu doskonale wiedzieli, że do dwóch razy sztuka. Za pierwszym razem prawie nic się nie stanie. Pewnie zabiorą prawo jazdy na pewien czas, jakaś grzywna a poza tym nic. Cierpiał na tym autorytet prawa, autorytet państwa i jego instytucji. Dodajmy do tego przewlekłość postępowań i mamy w sumie obraz, który przekonująco tłumaczy dlaczego się nie bać jazdy po pijanemu. Zamiast wprowadzać tak nieudaną reformę i kontrowersyjne przepisy należało raczej wprowadzić bez zwłoki przepisy o konfiskacie samochodu. Zaręczam, że liczba złapanych po pijanemu spadłaby znacznie szybciej. Perspektywa utraty samochodu bardziej przerażałaby niż wizja odroczonej i nieskutecznej kary.Pierwszym skutecznym krokiem były sądy dwudziestoczterogodzinne. Kara bardziej odstrasza jeśli jest szybka. Czego się bać, jeśli wiem, że minie rok albo dwa zanim pójdę siedzieć - może coś się uda załatwić? Krokiem drugim, który może przynieść dobre efekty jest przepadek samochodu, którym jechał sprawca przestępstwa z art. 178a. Nie wiemy jeszcze jaki dokładnie kształt będą miały przepisy. Co będzie robić państwo, gdy sprawca jedzie nie swoim samochodem. Czy sąd wtedy zadecyduje o grzywnie, której wysokość będzie zbliżona do wartości samochodu? Warto, by orzekając o karze sędziowie brali również pod uwagę majętność sprawcy, tak by każdy w równym stopniu czuł się zniechęcony do ponownego popełnienia przestępstwa.Powoli zbliżamy się do sytuacji, która modelowo będzie zniechęcała do jazdy po pijanemu. Brakuje jeszcze tylko dobrej wykrywalności ale ona nie musi być wcale na bardzo wysokim poziomie. Wystarczy, że w społecznej świadomości zakoduje się przekonanie, że policja łapie (nie wszystkich ale sporo) i jak złapie, to zrobi się bardzo nieprzyjemnie. To trochę jak z jazdą na gapę w autobusie. Kalkulujemy, jaki będzie mandat w momencie złapania i czy jest na to szansa. Jeśli dojdziemy do wniosku, że szansa jest i wysoki mandat zostanie wyegzekwowany, to zapewne też będziemy kasować bilet. W podjęciu tej chwalebnej decyzji pomoże też fakt, że jako gapowicze spotkamy się na przykład z pełnymi potępienia spojrzeniami innych pasażerów (zachęca do tego warszawski ZTM stosownymi plakatami).Sprawca dowolnego przestępstwa, jeśli nie jest to przestępstwo dokonywane w afekcie, stanie maksymalnego wzburzenia, w momencie popełniania zabronionego czynu daje wyraz swojej utajonej lub świadomie wyznawanej hierarchii wartości. Jeśli ktoś na co dzień chodzi przekonany o dużej szkodliwości prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości, jeśli dodatkowo ta osoba jest zdania, że w przypadku złapania wysokość kary zniweluje zysk pochodzący z przestępstwa (w tym wypadku to nietrudne), to radykalnie spada szansa, że taka osoba wsiądzie za kierownicę po pijanemu.

Najbardziej lubię czytać oraz słuchać ludzi o innych poglądach. To po prostu najciekawsze. Jaki sens z wysłuchiwania kogoś, kto ma to samo zdanie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka