David Cameron, lider Torysów, spędził dwa dni u muzułmańskiej rodziny w Birmingham. Następnie opisał to w krótkim tekście zamieszczonym w dzienniku „The Observer". Powiedzą Państwo - a co nas obchodzi problem mniejszości muzułmańskiej w Wielkiej Brytanii? Jednak powinien!
Po pierwsze, im prędzej Polska się wzbogaci, tym prędzej i do nas zawitają przybysze z biedniejszego świata. Po drugie, tekst Camerona nawet pamiętając o jego „wyborczych" zamiarach, w interesujący sposób polemizuje z uproszczoną wizją problemu relacji między imigrantami wyznającymi islam a resztą społeczeństwa. Lider torysów zwraca uwagę na pewne oczywistości, które z jednak z naszego polskiego punktu widzenia ulegają zatarciu. Jak pisze, żaden muzułmanin, którego spotkał, nie był obrażony faktem powszechnego obchodzenia świąt Bożego Narodzenia, ale wielu muzułmanów za głęboko obraźliwe uważa używanie słów „islamski" czy „islamistyczna" w odniesieniu do terrorystów czy ich organizacji. Używając takich określeń bez zastanowienia, komentatorzy idą na rękę radykałom, którzy faktycznie chcieliby stworzyć mylne wrażenie, że mają monopol na interpretację zasad islamu.W europejskiej opinii publicznej, czy może nawet światowej, utrwaliło się też przekonanie, że szkoły prowadzone przez związki wyznaniowe, szkoły o wyraźnym profilu religijnym przeciwdziałają integracji muzułmanów. Cameron nie podważa tego poglądu w całej rozciągłości, ale przytacza zabawną rozmowę, w której jego gospodarz przyznał, że wysyła dzieci do szkoły prowadzonej przez związek wyznaniowy, bo gwarantuje ona edukację w duchu religii i moralności, ale jest to szkoła..., jaka? Żydowska. Jej dodatkowym atutem w oczach Państwa Rahman jest dobra dyscyplina i wyniki w nauce osiągane przez ich dzieci.Najbardziej interesującym elementem rozważań Davida Camerona jest jego sugestia, że Wielka Brytania skorzystać dzięki przybyszom z Azji, bo jeśli chodzi o rolę rodziny i jej zwartość, to dobrze, aby reszta społeczeństwa przejęła te wzory zachowań przybyszów, a nie oni upodobnili się do większości. Cameron się podlizuje wyborcom z byłych kolonii brytyjskich? Pewnie tak. Ale na rzeczy coś jest.Imigracja nie musi być tylko problemem. Przybysze z innych kręgów kulturowych przypominają nam, kim jesteśmy. Jakich wartości już nie wyznajemy, jakie chcielibyśmy, jakie cechy utraciła nasza kultura. Nie twierdzę, że jedyny i najlepszy sposób na to, by utrzymać witalność europejskiej cywilizacji. Ale kto wie, może i nienajgorszy?PS. Państwo wybaczą ten nieco trywialny i hucpiarski tytuł notki. Ale oddaje w zasadzie sens rozważań.PPS. Coś mnie tknęło i sprawdziłem pisownię słowa "hucpa". Poprawione i przepraszam!
528
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (55)