Marcin Sawicki Marcin Sawicki
55
BLOG

Saddam, Hitler, dwa bratanki...

Marcin Sawicki Marcin Sawicki Polityka Obserwuj notkę 17
Będzie o Hitlerze, Saddamie a na koniec o Bushu i innych prezydentach. Jest początek kwietnia 1945 roku. Wojska radzieckie przeszły już Odrę i okrążyły Berlin. Broni się jeszcze festung Breslau, broni również Szczecin a zaraz padnie Królewiec. Schorowany fuehrer, z widocznymi oznakami choroby Parkinsona, drżącą i prawie bezwładną lewą ręką, trzyma przy sobie garstkę najbliższych współpracowników, których łudzi fantastycznymi prospektami m.in. wojny między samymi aliantami. Dzieciom w mundurach przypina Żelazne Krzyże, gratulując sukcesów w niszczeniu pancerfaustem czołgów.Bunkier na dziedzińcu Kancelarii Rzeszy był pełen złudzeń, których nie rozwiały klęska stalingradzka, utrata Włoch, udane lądowanie w Normandii, krach ofensywy w Ardenach w grudniu 44 roku i przekroczenie Odry przez Armię Czerwoną. Przekonujący portret tego fenomenu oferuje film „Upadek", który nie dawno pokazywała TVP1. Relacje Traudl Junge, Christy Schroeder czy Nicolasa von Belowa oraz innych osób, które przebywały w tym czasie w bunkrze Hitlera, potwierdzają, że wódz i jego zausznicy byli absolutnie oderwani od rzeczywistości, czekając na odsiecz nieistniejących dywizji, które użyją nieistniejącej Wunderwaffe.Rok temu, w majowo-czerwcowym wydaniu pisma „Foreign Affairs" pojawił się sensacyjny artykuł, który został zignorowany przez media i to nie tylko w Polsce. Zawierał informacje zebrane od wysokich urzędników byłego irackiego reżimu oraz oficerów armii Saddama, które zaledwie parę miesięcy wcześniej jeszcze miały status ściśle tajnych.Po przegranej wojnie o Kuwejt, iracki dyktator przestał ufać swoim generałom i aby zrekompensować nieudolność armii rozkazał zainicjować ok. 170-ciu programów badawczych, które miały doprowadzić do wynalezienia nowych broni - recepty na pokonanie wszystkich wrogów. Gdy Irak najechał młody Bush, reżim wydawał ok. 1,7% PKB na te badania. Gigantyczna rzeka pieniędzy płynęła jednak głównie wprost do kieszeni generałów czy naukowców, bo programy badawcze szybko okazały się nieudane, ale ponieważ w okrutnych dyktaturach posłańcy złej nowiny naprawdę często giną, więc nikt nie kwapił się donieść Saddamowi, że Wunderwaffe nie ma!Husajn sam podpiłował tę gałąź. Rozpętał terror, który przerażał i zniechęcał do informowania przywódcy o jakimkolwiek problemie. Wydana w 1998 roku specjalna instrukcja dotyczyła tego, jak karać dowódców oddziałów fedainów (w polskich mediach zwanych chyba Gwardią Saddama), którym nie uda się wypełnić rozkazów. Jaka kara? Zawsze i bezwarunkowo śmierć. Ginąć mieli i porucznicy i kapitanowie i generałowie.Gdy amerykańscy czołgiści w wizjerach swoich wieżyczek widzieli już dachy, wieżowce i kominy Bagdadu, minister informacji Muhammad Said al-Sahaf (zwany czule „Bagdad Bobem") w telewizji zapewniał, że niebawem najeźdźcy zostaną rozbici. Cały świat się zastanawiał czy minister oszalał i czy Saddam naprawdę wierzy, że jeszcze wygra tę wojnę, choć jego reżim rozpadł się jak stara stodoła pod naporem huraganu. Saddam to wierzył. Bagdad Bob również.Obydwaj sądzili, że jest jakaś Wunderwaffe, ukryta gdzieś na pustyni i że za parę godzin, może jutro a może pojutrze Ameryka zostanie upokorzona. Jednak cud się nie stał a nawet broń masowego rażenia również okazała się mirażem, choć wielu irackich dostojników zeznało po wojnie, że wedle ich wiedzy Saddam miał broń chemiczną.Saddam Husajn miał wielu generałów, z których każdy miał wiele, wiele mercedesów i kochanek. Nie miał jednak rakiet. Z tego pierwszego zdawał sobie sprawę, o drugim nie miał pojęcia, podobnie jak o tym, jak bardzo to pierwsze warunkowało to drugie.Barbara Tuchman, amerykańska dziennikarka, napisała kiedyś książkę przetłumaczoną na polski jako „Szaleństwo władzy" (1998). Opisuje w niej m.in. to, jak prezydent Lyndon Johnson nie chciał słuchać i słyszeć doradców, którzy ostrzegali, że wojna w Wietnamie jest do wygrania tylko, jeśli wyśle tam milion amerykańskich żołnierzy i przygotuje się na długi konflikt. Skusiła go jednak wizja łatwej wojny i teoria domina, wedle której kolejne kraje miały coraz łatwiej padać w objęcia komunizmu.Niespełna 60 lat potem inny amerykański prezydent powtórzył prawie te same błędy, nie wysłuchał ostrzeżeń, zaufał doradcom opętanym wizją demokracji przenoszonej myśliwcami F-16 i wpakował imperium w wojnę, której wygrać już nie można a której przegrać nikt nie ma odwagi.Przypadki Hitlera, Saddama, Johnsona czy Busha pokazują, że w tej sztuce samooszukiwania się, demokratycznie wybrani politycy są tylko trochę gorsi od dyktatorów. Wyborcy jednak nie mają żadnego powodu się tym zadręczać, bo od swoich polityków nie są ani na jotę lepsi, co pokazują fenomenalnie szybko zapominając, kto i co obiecywał w poprzednich wyborach i ponownie samemu się oszukując, do rytmu kolejnych kampanii wyborczych.

Najbardziej lubię czytać oraz słuchać ludzi o innych poglądach. To po prostu najciekawsze. Jaki sens z wysłuchiwania kogoś, kto ma to samo zdanie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka