159
BLOG
Nie płaczę, kiedy odjadę.
Sporej części czytelników tego bloga piosenka "Nie płacz, kiedy odjadę" Marino Mariniego jest nieznana, ale jej słowa warto przywołać w kontekście polskich wyjazdów do Anglii. Jak pokazują najnowsze sondaże przeprowadzone wśród przybyszy z Europy Wschodniej mieszkających i pracujących na Wyspach Brytyjskich, w momencie przyjazdu tylko 6% z nich planowało zostać na stałe. Pytani po roku znacznie częściej deklarują wolę zamieszkania na dobre w Zjednoczonym Królestwie - tak odpowiedziało 25%. Zasadą jest też wśród imigrantów to, że ich pobyt trwa dłużej niż planowali - średnio 14 miesięcy. Adaptacja w nowym kraju może być problemem, bo tylko jedna trzecia przybyszy wie, jakie im przysługują prawa oraz jak je egzekwować i korzystać na przykład z systemu opieki zdrowotnej.Te badania przytacza dzisiejszy "Guardian". I dają one do myślenia, a zwłaszcza ta ich część, która mówi aż o jednej czwartej chcącej zostać na zawsze w Anglii. Dziś to jedna czwarta. Jednak ta liczba raczej wzrośnie, bo im dłużej ludzie mieszkają w obcym kraju, tym łatwiej podjąć im decyzję o pozostaniu w nim.Poprzednie pokolenia Polaków były mało mobilne, gdyż do częstej zmiany miejsca zamieszkania zniechęcały patologie centralnie sterowanej gospodarki - kłopot ze zdobyciem mieszkania (do dziś ważny czynnik), silna rola osobistych więzi (tzw. znajomości i układów), które umożliwiały realizację podstawowych aspiracji czy potrzeb (szynka, boazeria lub lepsza praca), a których przecież nie można ze sobą zabrać, gdy człowiek decyduje się na zmianę miejsca zamieszkania. Urodzeni w latach 80-ych i później takich przyzwyczajeń czy oporów nie mają, częściej znają języki obce niż ich rodzice, łatwiej jest im więc podjąć decyzję o wyjeździe. Skala wyjazdów z Polski nie musi wcale się znacznie zmniejszyć i nadzieja, że wyjadą tylko ci, którzy tu nie umieją sobie poradzić, może być płonna. Wyjadą i wyjeżdżają ci, którzy MOGĄ, a nie tylko muszą.Przywołany przeze mnie artykuł z „Guardiana" zawiera także sugestie autorów omawianych sondaży, którzy własnemu rządowi proponują, aby zainicjować programy i działania mające na celu zwiększenie pomocy imigrantom. Chodziłoby o nauczenie ludzi jak znaleźć i wynająć mieszkanie, gdzie się rejestrować, żeby uzyskiwać rozmaite oraz należne świadczenia etc. Można się spodziewać, że Wielka Brytania prędzej niż później wdroży takie programy i brytyjski rynek pracy, niczym wielki odkurzacz, wyssie jeszcze więcej pracowników i podatników z Polski.Czy to źle? Można sobie wyobrazić czarny scenariusz, w którym wyjazd dwóch, trzech milionów Polaków wpłynie niekorzystnie na system ubezpieczeń społecznych oraz wywoła, na przykład, gwałtowny wzrost cen usług w służbie zdrowia, za co oczywiście wszyscy zapłacimy i to więcej, niż by nawet sami lekarze dzisiaj chcieli. Klęską państwa polskiego i klasy politycznej będzie sytuacja, w której to Brytyjczycy lepiej zaopiekują się polskimi obywatelami niż ich własne państwo. Skutki tego, mogą być bardzo negatywne, często niepoliczalne i rozłożone na wiele lat.Na to wszystko nakłada się przedziwna sytuacja na polskim rynku pracy. Przy jednoczesnym i stałym wzroście gospodarczym, bezrobocie utrzymywało się przez długi czas na poważnym oraz niepokojącym poziomie powyżej 15%. Mimo to, pracodawcy od dłuższego czasu skarżą się na brak rąk do pracy. Oczywiście, częściowo można to tłumaczyć relatywnie małą atrakcyjnością pensji rzędu tysiąca złotych, w porównaniu z zarobkami w Wielkiej Brytanii, podobno cztero lub pięciokrotnie wyższymi na samym wstępie. Niektórzy jeszcze dodaliby, że są w Polsce całe regiony, gdzie pracować nikomu się nie chce, bo lepiej jest pić i kraść.Jednak mnie odpowiada najprostsza hipoteza. Otóż pracy trzeba umieć szukać. To trudna sztuka. Nie każdy ją posiadł, a w naszym kraju przez całe dekady była to umiejętność niepotrzebna. Szkoła tego nie uczyła. Rodzice także. Szukanie pracy nie polega przecież tylko na tym, że człowiek kupi gazetę lub zarejestruje się w pośredniaku. Błędem jest także wysyłanie do różnych firm czy zakładów tego samego CV oraz listu motywacyjnego (nie wspominając o jednoczesnej hurtowej wysyłce widocznej w nagłówku e-maila), a jednak prawie wszyscy tak robią! Na zdrowy rozum - zdolny, ale uczciwy sprzedawca każdemu w taki sam sposób wciska swój towar? Nie! Za razem, jednakże nie kłamiąc, dopasuje strategię namowy do osoby klienta. Tak robią też zdolni akwizytorzy. Dlaczego szukając pracy tak niewiele osób o tym pamięta?Brak jest tej wiedzy w całym społeczeństwie. Trzeba umieć odgadywać oczekiwania pracodawców, trafnie oceniać własne kwalifikacje a także, podejmować decyzję o ich zmianie oraz inwestowaniu w siebie, jak w produkt. Korzyści z umiejętnego budowania oferty tego, co człowiek umie nie przychodzą szybko, ale morał płynie z tego taki, że należy wcześniej zacząć ten proces. Trzeba tego uczyć i nauczać.I to chyba jedna z lepszych metod odwodzenia ludzi od decyzji o wyjeździe. Decyzji, której lepiej żeby nie podejmowali, bo jak wyjadą, to naprawdę nie będzie innego wyjścia, niż szybka reforma ubezpieczeń społecznych i służby zdrowia.A to będzie bolało. Tym bardziej, im szybciej to trzeba będzie zrobić.



Komentarze
Pokaż komentarze (30)