85
BLOG
Tarcza wyborcza
Jeśli największy osiłek w klasie zdenerwuje się i zacznie na oślep rozdawać ciosy, trafiony może zostać każdy a summa summarum poszkodowani będą wszyscy. Stany Zjednoczone są takim właśnie osiłkiem, a porównanie jest tym trafniejsze, że zmienność nastrojów, radykalizm opinii oraz swoisty egoizm czy egocentryzm szerokich mas wyborców amerykańskich faktycznie układają się także w katalog cech niesfornego dziecka. Warto, aby ten przerośnięty dzieciak (czyt. USA) był spokojny, syty i nas lubił. Dziś USA proponują nam udział w systemie tzw. tarczy antyrakietowej, która miałaby przeciwdziałać potencjalnym atakom państw zbójeckich („rogue states"), a termin ten notabene jest pięknym przykładem języka nowoczesnej propagandy. Po co Ameryce tarcza?Obecna administracja amerykańska poniosła spektakularne porażki, jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa własnemu krajowi. Centralna Agencja Wywiadowcza nie umiała przewidzieć ataków z 11 września, a choć to zadanie bardzo trudne, to dziś już wiadomo, że było wykonalne, bo szereg tropów wiódł w stronę zamachowców (osoby, szkolenia, techniki ataku etc.). Potem dla uspokojenia emocji i zadośćuczynienia pragnieniu zemsty USA najechały Irak, który nie miał broni masowego rażenia a w dziedzinie wspierania islamskiego terroryzmu zapewne był także mniej zaawansowany niż Syria czy Iran. Dyktator Saddam Husajn natomiast mówił głośniej, głupiej oraz nawet wyborca z bagien Alabamy kojarzył jego nazwisko. Z punktu widzenia możliwości rozpętania spektaklu medialnego pod hasłem „Siły Światła kontra Siły Ciemności" stanowił wdzięczniejszego przeciwnika niż anonimowa grupka ajatollahów czy bezbarwny syn syryjskiego dyktatora. Wiele wskazuje na to, że USA nie rozwiązały żadnego swojego ważnego problemu wchodząc do Iraku, a jedynie namnożyły wiele nowych. Podobnie zapowiada się wojna w Afganistanie, gdzie więcej wojska żadne kraje już nie wyślą, a przy obecnej wysokości kontyngentu wojnę z talibami w najlepszym razie można sprowadzić do rangi tzw. kryzysu pełzającego.Tarcza wydaje się tym posunięciem, które pozwoli prezydentowi USA wreszcie zakomunikować wyborcom - "Przynajmniej dzięki temu nasz kraj jest bezpieczniejszy". Jest więc tarczą przeciw konkurentom politycznym. Jaki z tego morał dla Polski?Instalacje, które Amerykanie chcą budować w Czechach i u nas nie są elementem bezpieczeństwa europejskiego, choć mogą się nim kiedyś stać. Przede wszystkim ten system ma służyć interesom amerykańskim (co m.in mówił niedawno w Superstacji Jan Wróbel). Polska zaś nie jest ważnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i powinniśmy się modlić, żeby nigdy nim nie się nie stała, bo to najpewniej będzie oznaczało wojnę niedaleko naszych granic. Jesteśmy małym krajem gdzieś w Europie, który przydatny jest Ameryce, gdy chodzi o rozgrywanie różnic w Unii Europejskiej (rzadko, bo rzadko, ale czasem to muszą zrobić) i niewiele, naprawdę niewiele możemy ugrać pozwalając Bushowi na budowę silosów rakietowych na naszym terenie. Tarcza jednocześnie też ma dawać możliwość reakcji na czysto hipotetyczne, ale możliwe zagrożenie rosyjskie (dziś w tym tonie mówił także prof. Kostrzewa-Zorbas w rozmowie na antenie TOK FM). Związek Radziecki nie tyle przegrał zimną wojnę z Ameryką, co po prostu się przekształcił w inne państwo, o podobnych celach polityki zagranicznej, choć innych metodach jej prowadzenia. Nie ma powodu zakładać, i Amerykanie tego nie robią, że Rosja nigdy nie powróci do brzydkich metod prowadzenia polityki z czasów sowieckich, tym bardziej, że jej zachowanie w Czeczenii, ale też innych krajach Zakaukazia pokazuje, jak trudno wyzbyć się złych przyzwyczajeń.Tarcza antyrakietowa najpewniej nie miała w pierwszym rzędzie być wymierzona przeciw Rosji, ale w drugim lub trzecim, czemu nie? Zaś powody, dla których właśnie w Polsce miałyby znajdować elementu tego systemu są trzy. Pierwszy - sympatie proamerykańskie oraz brak kontroli wyborców nad działaniami elit są nieporównanie większe niż w reszcie UE (nieprzypadkowo u nas lądowały te super tajne samoloty, które podobno nie woziły talibów, ale papier do faksu i tusz do drukarek). Kochamy Wujka Sama, a nawet jak przestaniemy kochać, to i tak nasi politycy zrobią po swojemu. Drugi - tarcza u nas ma sens militarny, coś tam wyłapie w razie czego. Trzeci - przy okazji szachuje Rosję i jej potencjał rakietowy.Gdyby zaś USA budowały ten system z powodu realnego zagrożenia atakiem ze strony państw zbójeckich (co prędko nie nastąpi - jeśli w ogóle), to pewnie i więcej byśmy wytargowali. Kłopot w tym, że tarcza jest potrzebna mniej Stanom Zjednoczonym a bardziej partii republikańskiej firmującej porażki w wojnie z terroryzmem i nowy prezydent może mieć zupełnie inne podejście do zagadnienia.Chyba, że prędko sam znajdzie się w sytuacji, w której nic sensownego nie będzie mógł zaproponować swoim wyborcom i zostanie znów tylko ta tarcza.



Komentarze
Pokaż komentarze (65)