81
BLOG
Czysta, piękna demagogia
Sztab Platformy Obywatelskiej po raz pierwszy odrobił lekcję. To pierwsze wrażenie po obejrzeniu debaty Tusk-Kaczyński. Wyszkolony, niczym Chuck Norris w „Zaginiony w akcji" przewodniczący Donald konsekwentnie punktował premiera tam, gdzie tamten czuł się najgorzej. Wymagał od Jarosława Kaczyńskiego konkretów, których nie wiadomo dlaczego szkoleniowcy PiS-u nie wtłoczyli premierowi do głowy. Na precyzyjny wykład Tuska pełen liczb, premier Kaczyński powinien się był zrewanżować tym samym, ale podkreślając sukcesy. Z niezrozumiałych powodów tego nie robił, ograniczając się do niemrawych wycieczek personalnych i powtarzając slogany z kampanii.Jest to także zaskakujące z tego powodu, że przecież Jarosław Kaczyński wypadł bardzo świeżo i merytorycznie w debacie z Aleksandrem Kwaśniewskim. Podał wtedy argumenty na co dzień nieobecne w publicznej dyskusji na temat bilansu rządów PiS-u. Na tle banalnych zapewnień o koncyliacyjności Kwaśniewskiego przewodniczący bliźniak zaprezentował się tamtego wieczoru dynamicznie oraz konkretnie.Powtórki dziś nie było. Styl Tuska zaskoczył premiera, który najlepiej wypadł wyłącznie w żarcikach i szybkich ripostach zaś zdecydowanie gorzej w wymianie ciosów, notabene które wyłącznie osoba o nikłej orientacji w polskiej polityce mogłaby wziąć za rzetelne argumenty. Donald Tusk albo pokazał nieznane wcześniej oblicze znakomitego mówcy-improwizatora, albo przyszedł lepiej przygotowany, mając w zanadrzu barwne porównania i czytelne aluzje. Stąd wynikł też mocny knock-out gdy mowa była o koalicji z Samoobroną czy przy okazji tematu korupcji. Porównania ze „strażakiem, który podpala a potem gasi" i dwukrotnie większą liczbą konferencji prasowych CBA niż aresztowań były mocniejsze niż to, co powiedział Kaczyński.Warte odnotowania są także dwa chwyty Platformy, które mieszczą się w zestawie chwytów wyborczych, ale jednocześnie kulturalny człowiek nie korzysta z nich w normalnej rozmowie. Po pierwsze, Tusk uderzał premiera czułe miejsce, czyli brak rodziny i dzieci. Robił to także w aksamitny sposób podkreślając swoje związki rodzinne. Po drugie, odniosłem wrażenie, że przeszkoleni sympatycy PO w zaplanowany sposób rozpraszali premiera Kaczyńskiego swoim głośnym zachowaniem. Ten faktycznie gubił wątek i nawet szukał słów, w ostatniej chwili znajdując sformułowania mało wyraziste. Z tego powodu atmosfera w studiu zdecydowanie była na plus Platformy, co mogło stworzyć mylne (w świetle sondaży) wrażenie, że Kaczyńskiego nikt nie lubi i wszyscy się z jego argumentów śmieją.A dla człowieka, który żadnej sympatii dla polityki w polskim wykonaniu nie ma, całość była wyłącznie czystą i momentami piękną demagogią.Po debacie Platformie wzrośnie. Zakład? PS. Ciekawe, że w debacie Tusk nie poruszył sprawy "uwłaszczenia" PiS-u. Sztabowcy Kaczyńskiego z pewnością szykowali szefa na ten wątek, a tymczasem atak nadszedł z zupełnie innej strony. Interesujące i inteligentne. Spadnie teraz też LiD-owi, bo znowu sporo ludzi uwierzy, że jednak Tusk też może zatrzymać Kaczyńskich.



Komentarze
Pokaż komentarze (71)