Mieszkańcom Wysp Brytyjskich zawsze zazdrościłem w sumie dwóch rzeczy. Po pierwsze, większość z nich mówi po angielsku zdecydowanie lepiej niż ja. Po drugie, mają gazetę „The Sun", której lektura pobudza do życia i rozwesela. Kiedy jestem zagranicą zawsze kupuję ten wzorzec dziennikarstwa brukowego, bo niezwykle bawi mnie idea tabloidu tak rozpasanego , że nie wstydzi się on nawet na pierwszej stronie zamieścić zdjęcie "gołej baby". A jest to przecież gazeta codzienna, niepróbująca wcale konkurować z segmentem porno!
Czasy się jednak zmieniają i powodów do zazdrości mam coraz mniej. Dwa dzielne polskie tytuły „Fakt" oraz „Super express" w wyścigu o czytelnika pomału upodabniają się do pierwowzoru, jakim jest „The Sun". Dobrym tego miernikiem jest powolne przesuwanie się golizny od końca numeru bliżej jego początku. Kiedyś tematyka seksualna w nadwiślańskich tabloidach była skromnym dodatkiem do niektórych numerów. Dziś stała się ważnym elementem walki o czytelnika. Śmielej pod kołderkę zagląda „Super express", który systematycznie doradza czytelnikom jak osiągnąć orgazm lub czy wstydzić się wykrzywionego penisa. Tekst zawsze okraszony jest dużymi, kolorowymi zdjęciami. Na obnażone torsy oraz frapujące pomysły można się natknąć w tej gazecie i na innych stronach. Dziś na przykład, w dziale Zagranica/Wydarzenia na stronie jedenastej dowiadujemy się, że zagranicznym wydarzeniem wartym naszej uwagi jest życie oraz praca pewnego 56-letniego Australijczyka. Ten postawny mężczyzna maluje obrazy członkiem, zanurzając go w kubełku z farbą a następnie rozprowadzając barwnik na płótnie czy papierze. Dodam, że powstałe w ten sposób malunki są zaskakująco precyzyjne.
Nagość nie jest jednak jedynym czy najważniejszym wyznacznikiem „tabloidowości" mediów. To raczej konsekwentne skupienie uwagi na gwiazdach i gwiazdkach, nieustannie inwigilowanych podczas randek, zakupów a najlepiej kłótni, pijaństw czy opalania topless. Bezceremonialność dzisiejszej prasy brukowej objawia się tym, że obiektem takich śledztw może stać się każda publiczna osoba a nie tylko aktor czy piosenkarz, jak to kiedyś bywało. Brukowce chętnie będą podglądały nawet i prezydenta czy biskupa, lub dowolny autorytet społeczny. Skutkiem tego dochodzi do bardzo interesującego zrównania wizerunków zupełnie różnych osób. Dziś gwiazdą show-businessu może być każdy, bez względu na wykonywany zawód.
Mamy i w Polsce tego świetny przykład. Młody polityk przemaszerował ze świata polityki do świata popkultury, gdzie zamiast jego poglądami (to za trudne!) wszyscy interesują się tym, na co wydaje pieniądze oraz z kim sypia. Mowa o Krzysztofie Bosaku, byłym pośle LPR. Jego gwiazda rozbłysła nowym blaskiem dzięki udziałowi w programie telewizyjnym „Taniec z gwiazdami". Osaczany przez fotoreporterów podczas zakupów, spacerów czy nocnych powrotów z dyskoteki, nie zaznaje też spokoju nawet podczas tak nudnej czynności jak oczekiwanie na taksówkę. Na marginesie, w tym szaleństwie nie ma też metody, by przewrotnie zacytować klasyka. Gdyby bowiem była, to i wnioski w dwóch różnych gazetach byłyby podobne. Tymczasem życie pana posła Bosaka zupełnie inaczej prezentuje się w „Fakcie" a zupełnie inaczej w „Super expresie". W tym pierwszym poseł jest przedstawiany jako atrakcyjny samotnik, który szuka kobiety swego życia - w czym pomaga mu redakcja gazety. W tym drugim, Bosak Krzysztof próbuje już uwieść niejaką Kajak Kamilę, z którą tańczył w programie „Taniec z gwiazdami".
Zostawmy jednak na koniec pana Bosaka i panią Kajak w spokoju, razem z ich zakupami i tańcami, bo warto skupić się na czym innym. Mianowicie, pod wpływem tabloidów lub innych podobnych im mediów kultura prawie zatoczyła koło uwypuklając te same postawy, które były powszechne w epoce nowożytnej. Ten proces można określić powrotem do mentalności mieszkańca małego miasteczka czy wścibskiego sąsiada. Osoba o takich horyzontach umysłowych jest znakomicie poinformowana na temat życia wspólnoty - kto pije, kto hałasuje, kto bije, kto jest bogaty a kto biedny i kogo należy szanować. Jednocześnie, taki wścibski sąsiad z małego miasteczka zaskakuje niewielką znajomością podstawowych informacji z zakresu tzw. wiedzy ogólnej. Wystarczy oglądać teleturnieje, żeby łapać się za głowę, gdy uczestnicy nie umieją odpowiedzieć na pytanie w stylu: kto napisał "Dziady" - ale znakomicie orientują się co porabia dana aktorka czy aktor. W ten sposób media nie pełnią funkcji edukacyjnej, ale stanowią nowoczesną protezę mechanizmów w stylu plotki, która w wielkim i anonimowym mieście rozpowszechnia znacznie gorzej się niż w zbiorowości, gdzie częsty i osobisty kontakt jest podstawą relacji.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)