Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski
422
BLOG

O co walczą Stany Zjednoczone?

Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski Rozmaitości Obserwuj notkę 0

            Nieco ponad tydzień temu amerykańskie MSZ opublikowało ocenę Polski pod kątem tzw. „przestrzegania praw człowieka”. Jak wyglądamy w oczach USA? Fatalnie.

            Zdaniem sojusznika Polska jest krajem, w którym praw człowieka przestrzega się tylko „w zasadzie”. W praktyce szaleje u nas antysemityzm, prześladowania homoseksualistów, rasizm. Policja jest brutalna, a sądy stronnicze.
            Osoba mieszkająca w Polsce, czytając raport, odnosi wrażenie, że jego autorzy utracili kontakt z rzeczywistością i pozostawali jedynie w kontakcie z własną wyobraźnią. Antysemityzm? Może i jest, ale na poziomie stadionowym. Polskie elity, bez względu na opcję, antysemityzm tępią i nie potrzebują poniżających połajanek zza oceanu. Prześladowania homoseksualistów? W kraju gejowskich klubów, w którym odbywają się gejowskie marsze? Czy ktoś prześladuje gejowskie stowarzyszenia, zakłóca gejowskie imprezy, zaczepia gejowskie pary dumnie spacerujące po Łazienkach?
            Mnie osobiście zdumiewa, że autorzy raportu w jednym szeregu stawiają Żydów i homoseksualistów. Jak widać, dla mało subtelnych z natury Amerykanów, nie ma różnicy między prastarą religią, która wydała tysiące myślicieli, a stosunkowo młodą subkulturą zorganizowaną wyłącznie wokół wyrażania seksualności.
            Czy w Polsce mogłoby być lepiej? Na pewno tak. Antysemityzm można by usunąć także z poziomu stadionowego, sprawić by policjanci nigdy nie nadużywali siły, a sądy działały szybko i nieomylnie. W kwestii przestrzegania praw człowieka i tolerancji wszyscy mamy przed oczami pewien ideał. W dążeniu do tego ideału popełniamy błędy, dostrzegamy je, dyskutujemy o nich.
            Czy jednak jedno suwerenne państwo ma prawo wytykać błędy innemu suwerennemu państwu? I to tak arogancko?
            Aby stawiać siebie za wzór, trzeba samemu być w porządku. Czy Stany Zjednoczone mogą służyć za wzór?
 
I kto to mówi?
 
            Ustawami „Patriot Act” i “Homeland Security” Stany Zjednoczone całkowicie zniosły u siebie obowiązywanie praw człowieka. Wystarczy podejrzenie o terroryzm, by dowolną osobę bez sądu pozbawić wolności, własności, poddać ją torturom, a nawet zabić. Podejrzenie o terroryzm pełni w amerykańskim systemie prawnym tę samą rolę, jaką w średniowiecznej Europie pełniło podejrzenie o czary.
            Domniemanych terrorystów Stany Zjednoczone przetrzymują w różnych miejscach świata. Najbardziej znanym takim miejscem jest baza Guantanamo. Niemiec tureckiego pochodzenia, Murat Kuranz, spędził tam pięć lat. Nigdy nie przedstawiono mu zarzutów, był torturowany. W swoich wspomnieniach Kuranz opisuje, że ulubionym zajęciem amerykańskich strażników było darcie egzemplarzy Koranu i wrzucanie stronnic do ubikacji na oczach więźniów. Tych, którzy odważyli się wystąpić w obronie swojej Świętej Księgi, bito na śmierć.
            Kuranz został po pięciu latach uwolniony. Nie każdy jednak ma to szczęście, że w jego sprawie wielokrotnie interweniuje niemiecka ambasada.
            Od ośmiu lat Stany Zjednoczone toczą wojnę celem podporządkowania sobie Afganistanu.
            Czy ktoś jeszcze pamięta, jaki był powód amerykańskiej agresji na Irak? Kraj ten miał rzekomo posiadać bombę atomową i grozić jej użyciem. Potem okazało się, że bomba to tylko wymysł amerykańskiej propagandy. Nadal jednak jest kontynuowana okupacja, która kosztuje  życie setek tysięcy ludzi.
            Amerykańskie korporacje bez litości wyzyskują pracowników w tzw. „krajach Trzeciego Świata”. Są oni wynagradzani na poziomie śmierci głodowej, a przetrzymywani w warunkach niewiele odbiegających od tych, jakie panowały w obozach koncentracyjnych.
            Amerykański Sąd Federalny pozbawił ochrony prawnej dzieci nienarodzone. Tych, którzy sprzeciwiają się ich zabijaniu, określono mianem „podziemia antyaborcyjnego”.
            W tym samym czasie, kiedy Polakom wytykano nadmiar agresywności, Izba Reprezentantów, wbrew protestom Europy, poparła stosunkiem głosów 390 do 5 bombardowania Gazy.
            Stany Zjednoczone nie są tolerancyjne. Żadne imperium nie może być tolerancyjne, szczególnie takie, które dąży do rzeczywistego, a nie tylko symbolicznego, jakie wystarczało cesarzom rzymskim, zapanowania nad całym światem.
 
Demolatria – nowa religia uniwersalna
 
            Imperium nie da się utrzymać wyłącznie siłą. Oprócz brutalnej siły potrzebna jest ideologia, którą się narzuca podbitym wrogom i sojusznikom. Ideologia pozwala zaoszczędzić wiele dywizji. Przekonuje, że Imperator działa w słusznej sprawie, że jest dobrotliwy i potrzebny.
            Ideologią amerykańskiego Imperium stał się kult szczególnie rozumianej demokracji. W demokracji tej chodzi o to, aby wszelkie różnice między ludźmi sprowadzić do folkloru. O tym, co jest dobre i złe, może wiedzieć tylko Imperator. Reszta świata ma stanowić jednorodną masę pozbawioną własnej kultury i religii, akceptującą amerykańskie przywództwo, poddaną władzy amerykańskiej rozrywki i amerykańskich korporacji.
            Ten kult specyficznie rozumianej demokracji można nazwać demolatrią, a jego celem ataków staje się chrześcijaństwo.
            Amerykańskie połajanki pod adresem Polski to nic innego, jak rutynowy ruch w procesie narzucania światu demolatrii.
Naczelną zasadą tego kultu jest ignorowanie różnic.
            Imperium działa globalnie, a pod jego panowaniem znaleźli się ludzie wszelkich możliwych ras, wyznań i światopoglądów. Z punktu widzenia USA jest obojętne, w co wierzy świat, byle akceptował amerykańską dominację. Oficjalnie religie i ateizm traktowane są jednakowo. Nie da się jednak w głównym przekazie medialnym zaprezentować wielu światopoglądów naraz. Dlatego wypracowano sposób mówienia, który określa się mianem „politycznej poprawności”. Poprawność ta opiera się na założeniu, że złe jest to, co sprzeciwia się globalizacji i idei imperium światowego. Poza tym jednostka może w sposób nieograniczony korzystać z wolności. Żadne normy moralne pochodzące od Boga nie obowiązują.
            Demolatria mówi językiem pięknych frazesów. W rzeczywistości za tymi frazesami stoi biznes. Wolność handlu jest dobra, bo pozwala amerykańskim korporacjom uzależniać od siebie resztę świata, a rozrywkę amerykańską promować od razu na sześciu kontynentach, miażdżąc przy okazji lokalne kultury. Jakiekolwiek moralne zahamowania są złe, gdyż mogą zakłócić funkcjonowanie człowieka jako bezmyślnego konsumenta.
            Łatwo spostrzec, że poprawny politycznie rynek mediów sprowadza się do celebrowania wszystkich siedmiu grzechów głównych. Wobec tych, którym się to nie podoba, Imperium wypracowało trzy metody postępowania.
            Przemoc fizyczna. Agresja na Irak nie tylko nie ma prawnego uzasadnienia, ale także nie służy żadnym konkretnym amerykańskim interesom. Jedynym powodem napaści jest próba stworzenia w Azji w pełni kontrolowanego przez USA systemu „demokratycznego” na wzór amerykański. System ten miałby „promieniować” na kraje islamskie i skłonić je do przyjęcia amerykańskiej kultury, którą dotychczas muzułmanie odrzucają ze wstrętem jako bezbożną i dekadencką. W tym duchu utrzymane były wypowiedzi Georga W. Busha, kiedy torpedował inicjatywy pokojowe podejmowane przez Watykan. To, co miało być triumfalnym pochodem amerykańskiego złotego cielca, przeszło w stan chronicznej rzezi. Amerykanie nie tracą jednak rezonu, a Zbigniew Brzeziński zapowiada, że wraz ze zmianą ekipy u władzy pojawiła się „druga szansa” opanowania świata.
            Demoralizacja. O to dba amerykański przemysł rozrywkowy. Dbają też intelektualiści, w tym europejscy, którzy nie tracą żadnej okazji do przeciwstawiania światopoglądu opartego na „nauce” światopoglądowi „przestarzałemu”, opartemu na wierze. Światopogląd religijny rutynowo otrzymuje jeszcze łatkę „braku tolerancji”.
            Ignorowanie. Amerykańska przybudówka, jaką się, militarnie i kulturalnie, stała Unia Europejska, już osiadła na mieliźnie ateizmu. Jednak w samej Metropolii, a i szczątkowo w Europie, ruchy religijne zdarzają się. Poprawność polityczna nakazuje je ignorować, o ile tkwią w getcie. Poza gettem ateiści nie życzą sobie kolegów otwarcie deklarujących wiarę. Włoski filozof Rocco Buttaglioni został zaszczuty przez unijne media za wypowiedź: „Jako katolik uważam, że mężczyzna i kobieta zostali dla siebie stworzeni”. Potępiono go jako homofoba, co równało się przekreśleniu kariery politycznej. Użycie określeń „kobieta i mężczyzna” zamiast poprawnego politycznie „partnerzy” kończy również karierę uniwersytecką. Nawet w tzw. „ciemnym średniowieczu” uniwersytety były oazami wolnej myśli. Dziś już nie są. Karierę kończy również wyznanie, że Bóg jest Stwórcą świata. Ewolucjoniści chlubią się statystykami. Powszechnie jednak wiadomo, że w różne teorie kreacjonistyczne wierzy bardzo wielu naukowców, którzy w obawie przed wyszydzeniem przez media i utratą pracy nie ujawniają się. Jeśli już publikują - to w konspiracji i pod pseudonimami. Denucjacja, że ktoś wyznaje kreacjonizm, jest życiową tragedią dla zadenuncjowanego. Tak wygląda w praktyce „poprawno-polityczna” wolność słowa.
 
Dlaczego atakowany jest Papież?
 
            Demolatria przybiera dwie formy, które się zresztą nie wykluczają. W wersji ateistycznej sprowadza się do kultu pieniądza. Biblia nazywa to bałwochwalstwem.
            Jest i demolatria w wersji religijnej – „New Age”. Ruch ten uznaje za boga każdego człowieka. Jezus, Budda i Mahomet nauczali tej samej religii, która naprawdę prowadzi nie do Boga, lecz do „doskonałości”.
            W sferze obrzędowej New Age jest chaosem prywatnych objawień. Ważne role pełnią w nim okultyzm i wróżbiarstwo.
            New Age wypowiada bardzo poprawne politycznie proroctwo. Era chrześcijańska skończyła się. Nadchodzi era globalnej religii i Rządu Światowego.
            Intensywnym propagowaniem New Age zajmuje się zachodni przemysł rozrywkowy. Skierowane do dzieci i młodzieży filmy oraz gry komputerowe pełne są magii, demonów, dobrych wampirów i czarowników.
            Jednak, mimo setek miliardów dolarów wydanych na promocję, New Age nie zyskuje sobie autorytetu. Po prostu jest to ruch miałki intelektualnie.
 W skali globalnej New Age nie jest w stanie sprostać swoim pogańskim konkurentom – hinduizmowi i buddyzmowi. W konfrontacji z chrześcijaństwem okazuje się zabobonem, który odrzucił cały dorobek duchowy ludzkości. Bez względu na to, od jak wzniosłych haseł New Age zaczyna, zawsze kończy na zyskownej sprzedaży amuletów.
            Tylko jedna religia światowa posiada autorytet, silne struktury i czytelne, jednoosobowe, kierownictwo. Kościół Rzymskokatolicki. Celem strategicznym Imperium jest zneutralizowanie wpływów tego Kościoła. Ideałem byłby świat, w którym do maksimum zlaicyzowani chrześcijanie wyznawaliby te same idee, co ateiści, a wszystkim razem Papież nadawałby nieco złudnego poloru. Szczytem marzeń byłoby, gdyby udało się jeszcze rozmontować Islam i „podpiąć” go pod ten, martwy duchowo, układ.
            Na razie Papież „wymyka się” Imperatorowi. Watykan do końca zabiegał o pokój i nigdy nie poparł agresji na Irak.
Ostatnio Benedykt XVI wykonał dwa posunięcia, które wywołały zgrozę w środowiskach poprawno-politycznych. W 2007 r. oświadczył, że „teoria ewolucji nie jest kompletną, udowodnioną teorią naukową”. W tym roku rozpoczął dialog z Bractwem Św. Piusa X. Jest to grupa nieliczna, ale działa sprawnie i może znacznie wzmocnić konserwatywne środowiska Kościoła, co utrudni jego duchowy podbój przez ateizm i pogaństwo.
            Wobec „niepoprawności” Papieża medialna sfora zdwoiła wysiłki. Cała struktura kościelna znalazła się pod gigantycznym ciśnieniem. Pod wpływem tego ciśnienia ma zaprzestać występowania przeciw okultyzmowi, eutanazji, aborcji, zboczeniom seksualnym i wszelkim innym ateistycznym ideałom. Niestety, Kościół jako całość nie jest odporny na tę presję.
 
Chrześcijanie wobec Imperium
 
            Biblia nakazuje posłuszeństwo wobec władzy świeckiej. Zasada posłuszeństwa przestaje jednak obowiązywać, kiedy władza świecka chce nam odebrać wiarę.
            -Jaka zgoda między Chrystusem, a Belialem? – pyta retorycznie św. Paweł. – co za dział ma wierzący z niewierzącym?
            Przestrzega, aby „nie chodzić w jednym jarzmie z niewiernymi”, gdyż nie da się połączyć sprawiedliwości z nieprawością.
            „Dlatego wyjdźcie spośród nich
 i odłączcie się, mówi Pan,
I nieczystego się nie dotykajcie;
A Ja przyjmę was”
Św. Paweł oczywiście używa przenośni. Nie chodzi o to, żeby dokądkolwiek fizycznie uciekać. Gdzie zresztą dzisiaj moglibyśmy uciec przed Imperium Światowym? Na Marsa?
            Ateistycznej propagandzie musimy się przeciwstawiać, wyznając, że Jezus jest Panem, dobro jest dobrem, a zło złem. Za otwarte wyznawanie Chrystusa mogą czekać niemiłe konsekwencje. Ktoś sobie zwichnie karierę naukową, przed kimś zamkną się ateistyczne media, ktoś inny zostanie publicznie napiętnowany i wyszydzony. To trudno. Trzeba to przyjąć.
            Ostatecznie pamiętajmy, że Imperium Światowe jest budowane na piasku, a nasza budowla wznosi się na trwałym, wiecznym fundamencie.
           
           
 
 
           
 
 
           
           
 
           
 
 

https://twitter.com/Blaszkowski_

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości