Profesor Leonard Doyal, emerytowany wykładowca etyki medycznej z Queen Mary Univeristy of London, jest zwolennikiem eutanazji „niedobrowolnej”.
Cóż to takiego „niedobrowolna eutanazja”? Osoby stare, śmiertelnie chore lub niedołężne niezbyt często chcą poddać się eutanazji. „Czepiają się życia”, mimo że, z lekarskiego punktu widzenia, nie można im pomóc w inny sposób niż otaczając opieką i lecząc ból. Lekarski punkt widzenia jest tu zresztą drugorzędny. Chodzi o ogromne koszty finansowe, jakie przysparzają służbie zdrowia tacy ludzie. Obliczono, że koszt opieki nad samymi tylko chorymi na Alzheimera sięga w USA 100 miliardów dolarów rocznie.
Ludzie ci ponadto są bezwartościowi jako „reklamobiorcy”. Swoim istnieniem zakłócają piękną powierzchowność kultury konsumpcyjnej. Budzą uczucia solidarności, skłaniają do refleksji nad rzeczywistą hierarchią wartości. Jednym słowem – same z nimi kłopoty.
Zmasowana kampania lewicowych mediów na rzecz eutanazji daje tylko połowiczne skutki. Owszem, społeczne poparcie dla „śmierci z litości” jest już duże. We Francji przekroczyło nawet 90%. Eutanazja jest legalizowana w kolejnych krajach. Wszyscy rozczulają się nad „miłosiernym skróceniem cierpień”. Cóż z tego. Kiedy problem eutanazji zaczyna osobiście dotyczyć jej zwolenników, ociągają się z odejściem z tego świata, bezczelnie narażając społeczeństwo na koszty.
Stąd wzięła się idea „eutanazji niedobrowolnej”. O uśmierceniu osoby chorej, starej lub niedołężnej miałby decydować lekarz, nie pytając nikogo o zgodę. Poglądy takie, obok profesora Doyala, głosi między innymi znany bioetyk, Peter Singer, często cytowany przez „Gazetę Wyborczą”.
Profesor Doyal został zaproszony przez „Forum Etyczne” działające przy Szpitalu Uniwersyteckim w Corck (Irlandia) do wygłoszenia wykładu na temat „Dlaczego eutanazja powinna zostać zalegalizowana?” Wykład miał się odbyć 9 kwietnia w siedzibie szpitala.
Nieoczekiwanie do wykładu nie doszło. Około 200 osób, które się zebrały w auli, wznosiło pod adresem profesora Doyala niepochlebne okrzyki typu: „nazista”, „hitlerowiec”, „zbrodniarz” „wynocha z naszego kraju”. Sala skandowała słowo „out!” - „precz!”.
Kieran O’Riordan, który opiekuje się żoną chorą na raka, wymachiwał konstytucją Irlandii i krzyczał, że dokument ten daje jego żonie prawo do życia.
Interweniowała policja oraz będąca w pogotowiu „ochrona”.
Przez irlandzką, a także brytyjską, prasę przetoczyła się fala oburzenia z powodu „naruszenia wolności słowa”, do jakiego doszło w Corck. Protestujących nazwano „religijnymi zelotami”, „agresywnym motłochem”. Władze miasta surowo potępiły organizatora protestu Johna O’Callaghana i zapowiedziały, że doprowadzą do jego ukarania za naruszenie „prawa do wolności wypowiedzi”.
Sam O’Callaghan nie czuje się winny. Mówi: Irlandia przestała już być społeczeństwem złożonym z obywateli. Stała się gospodarką złożoną z podmiotów gospodarczych. Jeśli jakiś podmiot traci „zdolność gospodarczą” planuje się go zabijać, jako nieużytecznego.
Co do granic wolności słowa O’Callaghan wygłosił taki komentarz: Gdyby Kuba Rozpruwacz wstał z grobu i zapragnął wykładać „o przyjemnościach, jakie płyną z mordowania”, też bym mu nie pozwolił.
Przytaczam powyższe informacje za mediami brytyjskimi, ponieważ musimy być przygotowani na podobne dyskusję w Polsce. Lewicowe media najwyraźniej zamierzają przystąpić do „ogólnonarodowej debaty” na temat eutanazji.
Spotkanie miliarderów, którzy zadecydowali właśnie, że ludzi jest za dużo, wyznacza mediom lewicowym światowy trend.
A swoją drogą, jakich to czasów dożyliśmy… Lewicowe media na usługach miliarderów…




Komentarze
Pokaż komentarze (4)