Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski
289
BLOG

"Wykastrować księdza!" Przepis na produkcję wirusa umysłu

Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski Rozmaitości Obserwuj notkę 37

„Zaskakująco niski wyrok dla księdza współżyjącego seksualnie z nastolatką”. Pod takim tytułem pojawiła się w dniu 1 czerwca notka będąca jednym z głównych newsów portalu onet.pl. tego dnia. Z jej treści dowiadujemy się, że po rozpatrzeniu sprawy na skutek apelacji obrońcy, Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał na karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 oraz karę dodatkową 10 lat zakazu pracy z młodzieżą, niejakiego Andrzeja S. – księdza. Co jeszcze wiemy? Rozprawa odbyła się z wyłączeniem jawności.  Onet.pl cytuje jednak za „Tygodnikiem Podhalańskim”, że chodzi o „13-latkę, która miała myśli samobójcze”. Dziennikarz kończy pytaniem:  „Dlaczego taki niski wyrok?”

Mój prawniczy umysł natychmiast wychwycił, że tekst jest o niczym. Ilość informacji – zero. Rozprawa odbyła się z wyłączeniem jawności, a więc nie znamy ani zarzutów postawionych Andrzejowi S., ani uzasadnienia wyroku. Ja wiem jeszcze, znając procedurę karną, że sprawę rozpatrywało trzech doświadczonych sędziów zawodowych. Znali oni, w przeciwieństwie do mnie i dziennikarza Onetu, sprawę i można domniemywać, że wydali wyrok prawidłowy. Dziennikarz Onetu tego nie wie, albo nie uznał za stosowne swoją wiedzą podzielić się z czytelnikami. Pisze za to, że w pierwszej instancji zapadł surowszy wyrok. Sugestia – surowszy znaczy lepszy. Ja wiem, znając procedurę karną, że w pierwszej instancji orzekał jeden sędzia i to o mniejszym stażu pracy. Zdaniem trzech bardziej doświadczonych kolegów pomylił się. Dziennikarz o tym milczy. Notatka zaczyna się i kończy pytaniem: Dlaczego taki niski wyrok?
Czy można zbudować newsa nie mając informacji? Można. O ile spełni się wymogi opisane w książce autora programu Word Richarda Brodiego „Wirus umysłu”. Komunikat nie zawierający żadnej informacji będzie powielał się jak wirus, jeżeli zostanie skonstruowany tak, aby drażnić czułe punkty ludzkiej psychiki. Dziennikarz Onetu wzorowo wykonał swoją pracę. Jest ksiądz, pokrzywdzona dziewczynka i zły sąd, który wydał za niski wyrok. Nie mamy szansy niczego się dowiedzieć, ale nasza psychika została podrażniona i klikamy. Klikalność jest jedynym celem produkcji wirusów umysłu, a news zawierający i w tytule i w podsumowaniu komunikat o „zaskakująco niskim wyroku dla księdza”, miał klikalność oszałamiającą.
Pod notatką zjawiło się kilka tysięcy anonimowych komentatorów (zwanych w niektórych kręgach „trollami”) i przeprowadziło seans nienawiści do kościoła katolickiego według najlepszych wzorów z książki Orwella „Rok 1984”. Komentarze można podzielić na kilka grup.
Pierwsza grupa zawierała postulaty dotyczące zmiany wyroku. Księdza należy wykastrować, a ponadto skazać na 10 lat więzienia. Co bardziej radykalni komentatorzy postulowali też natychmiastowe aresztowanie sędziów (za zbyt łagodny wyrok) oraz prokuratorów (za nieudolne opracowanie aktu oskarżenia). Na szczęście nie znalazłem żądań wykastrowania sędziów. Postulaty dotyczące kastrowania przewijały się jednak w dalszej debacie.
Druga grupa komentarzy dotyczyła roli kościoła w życiu społecznym. Wnioski umiarkowane ograniczały się do zarządzenia przymusowego kastrowania wszystkich księży, a także kleryków rozpoczynających naukę w seminariach. Bardziej radykalne grupy domagały się natychmiastowej delegalizacji kościoła. Ekstremiści postulowali sprowadzenie do Polski Zapatero, aby zrobił porządek z „klechami”.
Trzecia grupa komentarzy zawierała wnioski ogólno-filozoficzne. Wszyscy katolicy to pedofile. Likwidacja kościoła wyeliminuje wszystkie zboczenia, a także poprawi sytuację gospodarczą. Kościół jest winny wszelkiego zła na planecie.
Czwarta grupa komentarzy to były zwykłe wyzwiska pod adresem księży, kościoła, katolików, religii oraz Boga.
No i była piąta grupa komentarzy, która już mnie przeraziła. Postulaty natychmiastowego zniesienia niezawisłości sędziowskiej. Wyroki powinny być wydawane zgodnie z wolą „opinii publicznej”. Wolą wyrażoną przez anonimowe „trolle” z Onetu, które sprawy nie znają, a którym po prostu przyszła ochota na wykastrowanie paru kleryków, albo aresztowanie kilku prokuratorów.
Wszystkie te komentarze i daleko idące politycznie postulaty powstały w wyniku rozczarowania  „zbyt niskim wyrokiem”, którego uzasadnienia nikt nie znał, wydanym po procesie dotyczącym sprawy, o której nic nikomu nie było wiadomo, a toczącej się na podstawie aktu oskarżenia, który pozostawał niejawny.
Można wzruszyć ramionami. Cóż, to były tylko „trolle” – internetowi „szajsmeni”. To prawda. Ktoś ich jednak skrzyknął, zaraził wirusem umysłu, wyzwolił w nich pokłady nienawiści i zorganizował, na kilka godzin, w kilkutysięczną grupę. Tu też można wzruszyć ramionami. Przecież chodziło o klikalność. To prawda. Klikalność jest ważna. Czy trzeba ją jednak budować na schlebianiu gustom „trolli”? Nie można na rzetelnie zredagowanych notkach?
Dlaczego klikalność buduję się na fanatycznym ateizmie trolli? Czy onet.pl odważyłby się w ten sam sposób wywoływać na przykład nastroje antygejowskie? Nie odważyłby się. Dlaczego? Ja mam dwie hipotezy.
Hipoteza pierwsza. Katolicy są mniej podatni na manipulację i zarażenie wirusem umysłu. Wymagają rzetelnej informacji. Nie są skłonni do szalonego klikania podczas seansów nienawiści do kogokolwiek.
Hipoteza druga (niewykluczająca pierwszej). Żeby mieć „klikalność” trzeba mieć trochę tekstów podszytych uprzedzeniami i nienawiścią. Katolicy są jedyną grupą, do której można publicznie okazywać nienawiść, bez narażania się na zarzuty homofobii, antysemityzmu i tym podobne mogące zwichnąć karierę. Postulat „wykastrować kleryków” nikomu kariery nie zwichnie. Postulat „wykastrować gejów” – to śmierć cywilna.
Na koniec, ku przestrodze, refleksja historyczna.
Wywoływanie seansów nienawiści przy okazji procesów sądowych i postulaty likwidacji niezawisłości sędziowskiej to nie są sprawy nowe. Na takich seansach nienawiści budowano stalinizm. Proces „Prompartii” – tłumy stoją pod sądem i skandują – „śmierć! śmierć!” Proces eserowców z Abramem Gocem na czele. Tłum skanduje „śmierć! śmierć!” A na czele tłumu Towarzysz Bucharin, ulubieniec Partii, najgłośniej domaga się śmierci.
Aż zbudowano stalinizm.
I wtedy „ulubieńcowi Partii” strzelono w potylicę.
 

https://twitter.com/Blaszkowski_

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Rozmaitości