Czy ateista może być porządnym człowiekiem? Jak najbardziej. Czy wielu chrześcijan postępuje źle? Niestety tak. Wielu. Znamy przypadki księży-pedofili i obwieszonych złotem amerykańskich teleewangelistów.
Czy jednak zawsze ateiści postępuję porządnie? Nie zawsze. Tak jak i nie wszyscy chrześcijanie wyłudzają pieniądze z naiwnych, aby obwieszać się złotem, albo wykorzystują seksualnie dzieci. Wielu z nich poświęca się pracy dla bliźnich.
Historia dostarcza nam przykładów zarówno prześladowania ludzi na tle religijnym jak i w imię ateizmu. Czy to znaczy, że wszystkie systemy moralne są złe? Wszystkie odrzucić? Wtedy żylibyśmy jak zwierzęta. Też niedobrze. Od zwierząt różnimy się tym, że umiemy odróżnić dobro od zła. Nie zawsze sami postępujemy dobrze, ale nie mamy problemu ze stwierdzeniem, że czyn księdza –pedofila jest moralnie ohydny. Dokonywane w imię Stalina ateistyczne rzezie też wszyscy potępiamy. Co jest takiego w nas, że umiemy odróżnić dobro od zła?
Z nauki prawa zapamiętałem wiele teorii które zmagały się z tym problemem. Dają się one jednak łatwo podzielić na dwie grupy. Chrześcijanie uważają, że źródłem norm moralnych jest Bóg-Stwórca. Niezależny od człowieka i świata Absolut. Podobne stanowisko zajmują inne wielkie religie – islam, judaizm, buddyzm, hinduizm – upatrując źródła norm moralnych w Bogu lub bezosobowym Absolucie. Zupełnie przeciwstawne stanowisko zajmuje naturalizm, nazywany potocznie w Europie ateizmem. Jego zdaniem normy moralne nie mają nadnaturalnego pochodzenia, tylko wyewoluowały w sposób naturalny wraz z człowiekiem.
Stanowisko ateistyczne najbardziej wyraziście prezentuje Richard Dawkins. W swojej książce „Samolubny gen” i w następnych publikacjach opisuje sposób w jaki, jego zdaniem, „wyewoluowała” moralność oraz jej użyteczność z punktu widzenia doboru naturalnego.
Można powiedzieć – zostawmy teorie naukowe. Mniejsza skąd się moralność wzięła. Ważne, że już ją mamy i ważne byśmy byli porządnymi ludźmi. To prawda. W większości wypadków ateiści i chrześcijanie mają wspólne poglądy na temat tego co jest złe, a co dobre. Bywają jednak przypadki graniczne, kiedy wspólnego stanowiska nie da się ustalić. W takich przypadkach obie strony przerzucają się argumentami i obie mają wrażenie, że „gada dziad do obrazu”. Jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy?
Otóż celem chrześcijan jest (a przynajmniej powinno być) wypełnianie woli Bożej. Chrześcijanin ufa (a przynajmniej powinien ufać) Bogu i wierzy, że Bóg go nie zawiedzie. Natomiast ateista czuje, że musi wziąć sprawy we własne ręce. Boga nie ma, a więc człowiek sam powinien kierować swoim postępowaniem, sam decydować, co lepiej prowadzi do dobra rozumianego jako suma szczęścia wszystkich ludzi.
I tu wydaje się , że nie powinno być problemu. Chrześcijanie także pragną rozwoju nauki, techniki oraz postępu medycyny. Przejdźmy jednak do przypadków granicznych.
Aborcja. Ateiści twierdzą, że wartością ważniejszą od życia dzieci jest jakość tego życia, a także jakość życia ogółu społeczeństwa. Nie znają też momentu, w którym „płód staje się człowiekiem”. Chrześcijanie bronią świętości życia danego od Boga.
Eutanazja. Ateiści twierdzą, że życie osoby cierpiącej, śmiertelnie chorej, nieprzytomnej jest naznaczone bólem i niczemu nie służy. Osoba taka powinna mieć wolność wyboru w sprawie śmierci, zaś kiedy jest nieprzytomna powinien decydować lekarz. Chrześcijanie twierdzą, że każde życie ma sens, obawiają się też, że „moda na eutanazję” może stać się alternatywą dla opieki nad cierpiącymi.
Homoseksualizm. Ateiści twierdzą, że człowiek ma prawo do swobodnej ekspresji własnej seksualności. Chrześcijanie powołują się na Boga, który stworzył człowieka „jako mężczyznę i kobietę”.
Takich granicznych punktów zapalnych jest dużo więcej. Manipulacje genetyczne, klonowanie, in vitro. Ateiści pragną postępu, zaś chrześcijanie uważają, że postęp powinien się odbywać z poszanowaniem życia, nawet jeśli przez to trochę się tempo postępu spowolni.
Spory, które toczą się w Polsce przypominają „golono-strzyżono”. Sam uczestnicząc w dyskusjach na forach internetowych stwierdziłem, że zaczynam myśleć w kategoriach .my-oni i rozdawać razy.
Kochani. Toczymy debatę nad kształtem polskiego prawa. Nie możemy tego prawa wykuwać w atmosferze pyskówki. Obie strony powinny znać wzajemnie swoje założenia filozoficzne i światopoglądowe. A prawo winno pozostać neutralne wobec OBU stron. Neutralne wobec chrześcijaństwa, ale i wobec ateizmu.




Komentarze
Pokaż komentarze (107)