Kilka dni temu wracałem pociągiem z Łodzi, z podróży służbowej. Jesień. Jadę w przedziale ze starszą kobietą i mężczyzną. Przychodzi konduktor sprawdzać bilety. Potem między moimi współpasażerami nawiązuje się rozmowa. Odkrywają, że kilkadziesiąt lat temu pracowali w jednej firmie. Zaczynają wspominać ludzi.
Oto nasz przedział jest centrum Kosmosu. Porusza się w czasie i przestrzeni, a drogi moich współpasażerów skrzyżowały się w podróży przez wieczność. Ja jestem tylko widzem, ale też uczestniczę w misterium. Jesteśmy trzema oddzielnymi światami, które kawałek drogi zarówno przez czas, jak i przestrzeń, odbywają razem. Chwila trwa. Jesień. Na zewnątrz nie istnieje nic.
Z czego składa się świat? Aby to wiedzieć, wystarczy czytać wiersze Mirona Białoszewskiego. Sny, rusztowania za oknem, mgła u lamp, psalmy, odwiedziny przyjaciół. I znów sny. I nic więcej. To jest świat.
Świat „obiektywny” nie istnieje
Wszystko, co postrzegam to moja świadomość, a ja jestem samoświadomością. Od zawsze jestem sobą i nie mogę być niczym innym jak konkretną samoświadomością. Żadna nauka nie podda mnie badaniu. Jestem pozanaukowy. Dlaczego? Ponieważ mojej świadomości nie doświadczy nikt inny. Jestem hermetycznie niedostępny. Można badać moje zachowania, ale między doświadczaniem świadomości, a badaniem zachowania z zewnątrz istnieje przepaść. Ból, który jest w mojej świadomości istnieje tylko w niej tak jak i promienny spokój. Nie ma obiektywnego świata.
Czy z moją śmiercią świat zniknie?
Cokolwiek istnieje może być wyobrażone tylko jako pozostające w relacji z obserwatorem. W relacji choćby potencjalnej. Bez tej relacji nic nie może zaistnieć. Dlatego pierwszy rozbłysk świadomości w Kosmosie jest wydarzeniem dużo bardziej istotnym niż Big Bang. Bo dopiero wtedy Kosmos zaistniał. Kto w to wątpi, niech spróbuje sobie wyobrazić „świat, na który nikt nie patrzy”. Nie da się. Jest to fundamentalna niemożność, na którą nie ma lekarstwa.
Jest jeszcze gorzej. Tak jak nikt nie doświadczy mojej świadomości, tak ja nie doświadczę cudzej. Ja mogę sobie wyobrażać świat tylko w relacji z jednym obserwatorem. Ze mną samym. Obserwacje innych stają się pośrednio moje. Istnienie świata zależy ode mnie. Kiedy zniknie moja świadomość, zniknie wszystko. Co więcej. Zniknie także pamięć o tym, że cokolwiek wcześniej istniało. Nie będzie wcześniej, ani później. Będzie odwieczne nic.
JA to JA, a TY to TY
Ale przecież tej jesieni pociągiem do Warszawy podróżowały trzy oddzielne światy. Uczestniczyłem w misterium. Dotknąłem innych światów. Wiersze Białoszewskiego to misterium innego świata. Świta, którego już nie ma. Bycie świadomym to doświadczenie, którym nie można się z nikim podzielić, ale możliwa jest pewność, że inne świadomości istnieją. Każda z nich pozostaje w relacji ze światem i wraz ze zniknięciem każdej z nich ginie cały świat. Zamienia się w wieczne nic. Jadąc jesienią pociągiem wspominałem osoby, których nie ma. Mirona Białoszewskiego. Mojego sąsiada sprzed 40 lat, który pomylił po pijanemu drzwi, który powiesił się i osierocił dzieci. Wtedy też była jesień.
Gdzie leży Centrum Kosmosu? Trzy możliwe odpowiedzi.
JA to Ja, a TY to TY. Nic tego nie zmieni. Psychologia ewolucyjna, kognitywistyka, sztuczna inteligencja, ani genetyczne supermutanty – transludzie. Moja świadomość pozostanie moja, niedostępna nauce. Świata nadal nie da się pomyśleć bez relacji ze świadomością. Z obserwatorem. Proponuję trzy możliwe rozwiązania tego problemu.
Rozwiązanie pierwsze. Materialistyczny ateizm.
Kosmos jest nieświadomy. Świadomość pojawia się w Kosmosie w toku ewolucji pod postacią pojedynczych rozbłysków, niezależnych wysp. Praryba. Prapłaz. JA, TY. Świadomość jest ubocznym produktem ewolucji, ale jest dobrem bezcennym. Choć powstała przypadkiem, jest cudem. Jest Drugim Big Bangiem Kosmosu, który staje się coraz bardziej siebie świadom. Wyspy świadomości nie mają połączenia, ale mogą wchodzić ze sobą w coraz doskonalsze relacje pośrednie. Najpierw były to wyostrzające się zmysły, teraz jest to coraz doskonalsza technologia.
Świadomość powstaje jako funkcja materialnego układu nerwowego. Trwa jakiś czas, a potem ginie wraz z układem nerwowym, który był jej podłożem. Śmierć świadomości jest nieodwracalna. Materialny świat istnieje nadal, ale jego relacja z tą konkretną świadomością wygasła. Nie ma jej. A filozoficzne rozważania o tym, czego nie ma, nie mają sensu.
Jak materialistyczni ateiści będą się zachowywać wobec fenomenu świadomości? Ponieważ traktują go, jako wynik procesów materialnych, spróbują poznać ten fenomen metodami naukowymi, takimi jak neuropsychologia, czy inne. Co dalej? Należy spodziewać się prób zachowania indywidualnej nieśmiertelności, budowania świadomości kolektywnej lub innych rozwiązań proponowanych przez transhumanizm.
Istnieje wiele równoległych, niezależnych od siebie Centrów Kosmosu.
Rozwiązanie drugie. Buddyzm.
Kosmos jest uniwersalnym Umysłem Buddy. Jest niezmienną świadomością. Wszystkie odczuwające istoty w tym Umyśle Buddy uczestniczą. Nasze poczucie odrębności, poczucie nieprzekraczalnej bariery odgradzającej JA od TY wynika z niewiedzy. Nadymamy nasze fałszywe ja, pompujemy nasze niezależne światy, a w istocie wszyscy mamy to samo ontologiczne podłoże. Śmierć jest tylko śmiercią fałszywego ja. Nic wraz ze śmiercią nie ginie. Nic istotnego. Miron Białoszewski trwa nadal, pasażerowie pociągu nigdy nie znikną, mój sąsiad żyje w innej formie materialnej. Może już nie cierpi tak jak kiedyś.
Jak buddyści odniosą się do fenomenu świadomości? Podłoże świata jest świadome, lecz bezosobowe. Nie ma żadnego JA. Nie ma żadnego TY. Forma jest pustką, a pustka jest formą.
Buddyści uznają działania transhumanistyczne za zbędne.
Kosmos jest jednością. Wszystko jest Centrum Kosmosu.
Rozwiązanie trzecie. Chrześcijaństwo.
Kosmos został stworzony przez pozostającego poza nim Boga. Kosmos może zawierać się w Bogu, ale Bóg nie może zawierać się w Kosmosie. Bóg jest samoświadomą Osobą. Jest odwieczny. Wobec Boga nie możemy stosować kryteriów czasu i przestrzeni.
Każdy z nas tylko pozornie jest odrębnym światem. Mamy bowiem otwartą drogę do Stwórcy. Tą Drogą jest Chrystus. Drogą, Bramą, Źródłem Życia. W nim żyjemy, poruszamy się i bytujemy. Możliwość powrotu do Boga, rozpuszczenia się w Nim, zależy tylko od nas. Bóg kieruje do nas zbawczą ofertę, a nam wystarczy ją przyjąć. Św. Paweł mówi – „żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus”. Oznacza to, że zwracając się do Boga, nawiązujemy z Nim bezpośredni kontakt JA-TY. Istnieję JA, istniejesz TY, ale istniejemy też MY. Nie jest to bezosobowa jedność, jak w buddyzmie. Jest to unia osób.
Bóg zapowiada nam też w ostatnich Księgach Biblii, że rozwój naszych relacji będzie trwał dalej. Powtórne przyjście Chrystusa zapoczątkuje nowy etap rozwoju świadomych istot i ich relacji.
Chrześcijanie będą uznawać transhumanistyczne manipulacje za próbę udaremnienia Bożych planów. Próbę, która nie powiedzie się.
Śmierć nie ma znaczenia. Nic nie umiera. Chrystus zwyciężył śmierć. Śmierć oznacza odłączenie od Boga.
Nie ma jednego Centrum Kosmosu. Każda świadomość jest Centrum Kosmosu, lecz świadomości te nie są niezależnymi wyspami. Są zakorzenione w Osobowym Bogu. Kosmos jest polem relacji JA-TY, które nie przemijają. Fundamentem tych relacji jest miłość, która oznacza – „chcę, żebyś był”.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)