Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski
1636
BLOG

Człowiek wobec śmierci. Refleksja listopadowa

Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski Kultura Obserwuj notkę 26

Francuski filozof Vladimir Jankelevitch napisał, że „starzec, który osiągnął swój przedostatni oddech, jest tak odległy od śmierci jak nowonarodzony”. Ta piękna metafora obrazuje nam, że życie nigdy nie zbliża się do śmierci. Ostatnia chwila życia, to wciąż jeszcze pełne życie, a pierwsza chwila śmierci to już wieczna nicość.

 

Dopóki jestem, pisze Jankelevitch, śmierć jest przyszłością, a kiedy śmierć się dopełnia, tu i teraz nie ma już nikogo. Po śmierci istnieje jedynie bezpostaciowa jedność nie-bycia. Moja śmierć jest kresem całego uniwersum, końcem świata i końcem historii.

 

Wiedzą bowiem żywi, że muszą umrzeć, lecz umarli niczego nie wiedzą

 

Tak twierdzi Kaznodzieja Salomon.

 

Jay F. Rosenberg utrzymywał, że wobec śmierci nie jesteśmy w stanie zająć żadnego stanowiska. Śmierci nie można sobie wyobrazić, nie można jej opisać. Śmierć jest to bowiem nieodwracalny brak świadomości. Nie towarzyszą jej jakiekolwiek doznania, które mogłyby być przedmiotem myślenia. Śmierć jest ideą pustą. Rosenberg uważa, że śmierć może być postrzegana tylko z zewnątrz, jako np. relacja z cudzej agonii, psychologia śmierci własnej jest poza naszym zasięgiem

 

Zgadzam się z Rosenbergiem, że stanu śmierci nie możemy w żaden sposób ekstrapolować za życia. Aby to zrobić, trzeba by być żywym i umarłym jednocześnie, a to nie jest możliwe. Żywy nie może zajrzeć do krainy umarłych, gdyż życie nie łączy się ze śmiercią „Prawie zabity” oznacza tyle samo co „całkowicie żywy”.

 

Nie zgadzam się jednak z Rosenbergiem, że wobec śmierci nie jesteśmy w stanie zająć stanowiska. Przeczucie niewyobrażalnego stanu śmierci jest obecne w naszych myślach, a istnienie jest, jak to określał Martin Heidegger, byciem-ku-śmierci. Śmierć jest naszą ostateczną przyszłością, ostatecznym przeznaczeniem i nawet gdybyśmy nie mogli wobec tego stanu zająć stanowiska, to i tak będziemy próbować, gdyż nie sposób się odwrócić od własnego przeznaczenia.

 

Śmierć ma jeszcze jedną niezwykłą cechę, na którą zwrócił uwagę Vladimir Jankelevitch. Świat istnieje w relacji ze świadomością, a każdy z nas ma dostęp do świata tylko poprzez świadomość własną. Zniknięcie świadomości oznacza więc nie tylko kres jednostkowego bycia, ale kres całego uniwersum. Najgłębszym podłożem naszej egzystencji jest wieczna nicość. Martin Heidegger uznawał nicość za jedyną formę bytu na poziomie fundamentalnym.

 

Nieistnienie jest podłożem istnienia? Nicość jest podłożem „cości”? Na tym poziomie nie można już uprawiać precyzyjnej refleksji. Śmierci nie możemy doświadczyć, a jednocześnie mamy pewność, ze jest ona naszym wiecznym, ostatecznym losem. Intuicję tę można wyrazić tylko w języku mistyki albo poezji.

 

Chrześcijańska nadzieja

 

Refleksja na temat nicości zajmuje ważne miejsce w Biblii. Psalmy porównują śmierć ze stanem braku świadomości używając takich sformułowań jak – „w tymże dniu giną wszystkie zamysły jego”. Trwodze jaką wywołuje otchłań nicości, towarzyszy wiara, że Bóg „prowadzi nas poza śmierć” i jest obok człowieka, nawet gdy ten się „ w Szeolu położy”.

 

Napięcie między trwogą, a nadzieją jest osią Starego Testamentu. Wydaje się znikać dopiero wraz z przyjściem na świat Chrystusa, który ogłasza – „Kto we mnie wierzy, ten już przeszedł ze śmierci do żywota”. Jezus zwycięża śmierć. Umiera i zmartwychwstaje, staje się pierworodnym z umarłych i pierwszym ze zmartwychwstałych, ukazując nam prawdziwą perspektywę naszej egzystencji. Śmierć-nicość okazuje się być złudzeniem, które dręczy odłączonych od Boga i wątpiących. Bóg, wedle słów Jezusa, nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Oto Radosna Nowina.

 

Śmierć-nicość nie znika jednak z naszego horyzontu zupełnie. Pozostaje jako alternatywa dla Dobrej Nowiny o życiu w Chrystusie, którą to alternatywę Św. Paweł ujmuje w takich dramatycznych słowach – „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, daremna też wasza wiara”. Napięcie między trwogą, a ufnością nie może ostatecznie zniknąć, póki trwa ten świat, w którym rzeczy przyszłe możemy postrzegać tylko „jak w zagadce”

 

Nicość, zaprzeczenie istnienia, czeka też na tych, którzy odwrócili się od Boga-Źródła Życia i nie usłuchali przestrogi Chrystusa – „kto chce swoje życie zachować, straci je”. Joseph Ratzinger w dziele „Śmierć i życie wieczne” pisze, że losem tych ludzi będzie stan nierzeczywistości, „bytowanie w niebycie”, „istnienie w Szeolu”.

 

Boże Nic

 

Pseudo-Dionizy Areopagita głosi, że „boska ciemność jest niedostępna dla wszelkiego światła i zakryta dla każdej wiedzy” Dzięki Bogu istnieją wszelkie byty dające się poznać, On zaś sam jest ponad wszelkim intelektem i substancją, jest „całkowicie niepoznawalny i nieistniejący(!), jest nadsubstancjalnie i daje się poznać poza intelektem”. Wiedzą o tym, który przekracza wszystko, jest „absolutna niewiedza”

 

Na początku tego artykułu rozważaliśmy śmierć, jako stan braku świadomości. Przywołaliśmy Rosenberga, który twierdził, że wobec śmierci nie można zająć żadnego sensownego stanowiska. Jakże bliskie jest to poglądom Pseudo-Dionizego.

 

Jankelevitch pisze o pośmiertnej, bezpostaciowej jedności nie-bycia.

 

Heidegger pisze o Nicości, która jest ostatecznym bytem na poziomie fundamentalnym. Bytem, o którym nie da się nic sensownie orzec, o którym można opowiadać tylko poprzez poezję.

 

Anonimowy średniowieczny autor pisze o Obłoku Niewiedzy, który odgradza nas od Boga. Wyraża, językiem mistyki, to samo, o czym mówią współcześni filozofowie tak odmiennych nurtów jak Jankelevitch i Rosenberg. Kondycja ludzka nie uległa zmianie. Nadal śmierć jest naszym ostatecznym przeznaczeniem, a wobec niej możemy przyjąć postawę trwogi, albo nadziei.

 

Czy Nicość, która rozciąga się poza bramą śmierci jest ostateczną krzywdą, wiecznym brakiem „ja”, czy oddaniem się w ramiona Boga, którego dziś możemy poznawać tylko w „absolutnej niewiedzy”? Nasz intelekt nie jest zdolny odpowiedzieć na to pytanie. Odpowiedzi może udzielić wiara.

 

Czy będziemy wierzyć, że ostateczną podstawą sensu jest fundamentalna Nicość, czy też jest nią niepoznawalny Bóg? Bóg, który wkroczył w naszą historię, umarł i zmartwychwstał? Objawił nam tyle, ile potrzeba, aby z ufnością patrzeć w rozciągający się przed nami Obłok Niewiedzy?

 

Myśl Vladimira Jankelevitcha, że „po śmierci nie ma nikogo”, można też wypowiedzieć tak – „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus.”

https://twitter.com/Blaszkowski_

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Kultura