Czas jest wymiarem szczególnym, gdyż nie podlega naszej kontroli. W przestrzeni możemy się poruszać w górę i w dół, postąpić krok do przodu, zmienić decyzję, cofnąć się, pójść w prawo bądź w lewo. Czas zawsze płynie w przyszłość i niesie nas, choćbyśmy się zapierali rękami i nogami.
Jednocześnie czas jest tak ściśle związany z osobą ludzką, że nie możemy wyobrazić sobie tej osoby bez powiązania z upływającym czasem. Żyjemy w teraźniejszości, która jest przetwarzaniem przyszłości w przeszłość. Gdyby teraźniejszość „zamarła”, nie bylibyśmy świadomi własnego istnienia. Nie ma świadomości w oderwaniu od czasu. Możemy wyobrazić sobie siebie przestrzennie nieruchomych, możemy wyobrazić sobie siebie nawet poza fizyczną przestrzenią, w jakiejś „przestrzeni wirtualnej”, gdzie nie byłoby nic, poza naszymi myślami. Myślami poruszającymi się w czasie.
Wiemy, że czas nas zabija, gdyż niesie ku śmierci, a jednocześnie czas jest niezbędny do życia. Życie =życie w czasie.
Czy dla wszystkich ludzi upływa ten sam czas? Fizyka operuje pojęciem czasoprzestrzeni. Im szybciej poruszamy się w przestrzeni, tym wolniej w czasie. Wygląda więc na to, że dla różnych ludzi czas może płynąć z różną „prędkością”, że nie ma „wspólnego czasu”.
Czyżby ludzka świadomość opierała się na wartości względnej? A jeśli czas można cofać? Poprawiać stare błędy? A jeśli żyjemy wciąż tym samym życiem w kole wiecznego powrotu? Czym jest czas? Władcą absolutnym, czy absolutnym złudzeniem?
Spór Bergsona z Einsteinem.„Nie ma czasu filozofów?“.
Według filozofii Henri Bergsona najgłębszym poziomem rzeczywistości jest „trwanie”. Trwanie to następstwo stanów świadomości związane z niepodzielnym czasem (niepodzielnym – abstrakcyjnym względem pomiarów poprzez fizyczny ruch np. zegara)
Z trwania, które jest najgłębszym podłożem świadomości, uczynił Bergson również najgłębsze podłoże istnienia wszechświata. Trwanie kosmosu jest według niego bezosobową świadomością zespoloną ze wszystkimi indywidualnymi świadomościami.
Idea „trwania kosmosu jako bezosobowej świadomości” ściśle wiązała się z wizją czasu uniwersalnego i została podważona przez teorię względności. Czas, jako wymiar fizyczny, okazał się nierozdzielnie związany z przestrzenią, współtworząc czasoprzestrzeń. Nie było też mowy o „wspólnym trwaniu” zespalającym indywidualne świadomości. Bliźniak poruszający się z dużą prędkością pozostaje młody i może spotkać brata-staruszka. Okazuje się, że upływ czasu zależy od prędkości, przyspieszenia, że grawitacja zakrzywia czasoprzestrzeń.
Ponieważ „filozofia trwania” opierała się na wizji czasu uniwersalnego, Bergson zaatakował wnioski na temat względności czasu i jego powiązania z przestrzenią płynące z teorii Einsteina. Posługiwał się zarówno argumentami filozoficznymi , jak i fizycznymi, podnosząc między innymi rzekomą sprzeczność teorii (obaj bliźniacy poruszają się względem siebie, więc dla każdego z nich czas powinien płynąć wolniej niż dla drugiego, a to rodzi sprzeczność).
Einstein odpowiedział na krytykę Bergsona. Wskazał na merytoryczne błędy, które popełnił wielki filozof wkraczając na teren fizyki. Wyjaśnił też, że fizyka tworzy model rzeczywistości, w którym cały szereg zjawisk pomija. W tym świadomość. Próba wprowadzenia świadomości do modelu fizycznego, którą podejmował Bergson, była pomieszaniem zakresu tematycznego różnych nauk. Jest czas fizyczny i czas psychologiczny, podsumował Einstein, nie ma jednak „czasu filozofów”.
Mniejsza o niezręczną polemikę Bergsona z Einsteinem na terenie fizyki. Bez trudu można bowiem zauważyć, że Bergson popełnia błąd na terenie samej filozofii. Absolutyzuje czas i czyni z niego byt nadrzędny wobec wszelkich innych bytów. Czas, i to płynący czas (choć „niemierzalny”), okazuje się być (zdaniem Bergsona) podstawą świadomości na najbardziej fundamentalnym poziomie. Świadomość to świadomość „w czasie”. Zgoda. Wszakże wyciąganie czasu „przed nawias” świadomości i mówienie o wspólnym wszystkim „bezosobowym, świadomym trwaniu”, to jest czynienie z czasu Absolutu.
Einstein posunął się natomiast za daleko twierdząc, że „nie ma czasu filozofów”. Filozofia, jako nauka uniwersalna, ma również i czas za przedmiot swoich badań. Czas jako kategorię wykraczającą poza modele tworzone przez fizykę czy psychologię.
Nierzeczywistość czasu. Analiza McTaggarta
W 1908 roku John McTaggart opublikował artykuł „Nierzeczywistość czasu”. Podzielił w nim czas na serie A i B. Seria A opisuje wydarzenia względem chwili teraźniejszej. Biegną one od dalekiej przeszłości, poprzez bliską przeszłość, teraźniejszość, bliską przyszłość i daleką. Seria A traktuje inaczej przeszłość i przyszłość, a teraźniejszość, leżąca na styku ich obu, jest szczególnie wyróżniona.
Seria B nie odnosi wydarzeń do chwili teraźniejszej, nadaje im jednak kierunek (strzałkę czasu). Rok 1984 jest cztery lata późniejszy niż rok 1980 i trzydzieści lat wcześniejszy niż rok 2014.
Łatwo zauważyć, że seria typu A jest wewnętrznie sprzeczna ze względu na nieustanne przesuwanie się teraźniejszości. Wydarzenie X jest więc równocześnie przyszłe, teraźniejsze i przeszłe. To, co sprzeczne, nie może być rzeczywiste. Czas serii A nie istnieje w rzeczywistości.
Równie łatwo zauważyć, że czas typu B jest pochodny względem czasu A. Zdarzenia dzielimy na „wcześniejsze” i „późniejsze” tylko ze względu na wiedzę, którą czerpiemy z serii A. „Wcześniejszy” i „późniejszy” są określeniem kierunku wobec przesuwającej się teraźniejszości. Jeśli czas serii A uznajemy za sprzeczny i nierzeczywisty, tak samo musimy uznać za nierzeczywisty czas serii B.
Co pozostaje? Czas serii C. Pozbawiony strzałki czasu i bliski pojęciu „bezczasowej wieczności”. Położenie zdarzeń może być opisywane względem siebie tak: „Rok 1984 oddzielają cztery lata od 1980 i trzydzieści lat od 2014”
Rzeczywistość czasu typu C, aczkolwiek logicznie poprawna, kłóci się z doświadczeniem naszego świadomego istnienia, w którym teraźniejszość jest zawsze „na szczycie”, a obszar przeszłości powiększa się. Wydarzeń przyszłych nie możemy traktować z taką samą pewnością jak przeszłych. Ja wiem, że rok 1980 był cztery lata przed 1984,a co mi przyniesie rok 2014, tego nie wiem. Czas typu C wygląda jak nieruchoma staza, w której czas jest wymiarem zawierającym przeszłość i przyszłość na jednakowych prawach, natomiast pozbawionym teraźniejszości.
Louis Lavelle. Czas jest warunkiem wolności.
Przypomnijmy rozróżnienie, którego dokonał Arystoteles między bytem aktualnym i potencjalnym. Piłka aktualnie znajduje się na środku boiska. Potencjalnie zaś w bramce. Albo na trybunach. Byt aktualny i potencjalny są jednakowo rzeczywiste. Potrzeba ruchu, aby „przesunąć” aktualność w stronę jednej z potencjalności.
Francuski filozof Louis Lavelle stwierdził, że byt jest wieczny. Cała wieczność jest obecna w czasie, a w wieczności tej nie ma różnicy między potencjalnością (możliwością), a aktualnością.
Struktura czasu jest jednak taka, że „cała wieczność” nie może się w nim ujawnić Przyszłość jest obecna w bycie jako możliwość. Ta struktura czasu, sam czas, jest, według Lavelle’a, warunkiem ludzkiego działania i zaistnienia wolności. Człowiek wybiera między możliwościami i aktualizuje je. Co więcej, ma możność przyjąć bądź odrzucić samą wieczność.
Warto tu przypomnieć analizę McTaggarta. Jedyna rzeczywista seria czasu, seria C, jawi się nam jako pozbawiona teraźniejszości, bezczasowa wieczność. Przyszłość i przeszłość, wszelkie możliwości są równolegle zaktualizowane. Trwają w jednoczesnym bezruchu. (Wydaje się, że McTaggart ten element pominął, ale warto zauważyć, że, skoro w wieczności brak jest teraźniejszości, to istnieje w niej wszystko, co tylko w jakikolwiek sposób jest możliwe, nie ma konieczności „aktualizowania” czegokolwiek. W bezczasowej wieczności zarówno piłkarze Polski jak i San Marino są mistrzami świata).
W bezczasowej wieczności człowiek pozbawiony jest wolnej woli, gdyż nie ma wyboru. Wygląda więc na to, że struktura czasu, zawierająca teraźniejszość i strzałkę czasu, została stworzona tylko ze względu na nas, aby nas obdarzyć wolną wolą, abyśmy mogli wybierać, które możliwości zaktualizować oraz czy przyjąć, czy też odrzucić samą wieczność.
W świecie „wyższego rzędu” ludzki czas nie płynie.
Pierwej niż Abraham był Jam JEST
W rozmowie na temat Abrahama Jezus użył zwrotu „pierwej niż Abraham był, Jam JEST”. Nie „Ja byłem”, tylko „Jam JEST”. Apokalipsa Św. Jana określa Jezusa jako Tego, „który był, który jest i który ma przyjść”. Odpowiadając saduceuszom na pytania dotyczące śmierci i zmartwychwstania, Jezus powiedział: „Bóg JEST Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest Bogiem umarłych lecz żywych, dla Niego bowiem wszyscy żyją”.
Jak widać, istnienie Boga w ogóle wymyka się kategorii czasu. Bóg wciąż jest Bogiem Abrahama, Bóg aktualizuje wszelki byt, Bóg aktualizuje wieczność. Jednak Boża Wszechmoc nie ogranicza naszej wolnej woli. Mamy moc powiedzieć Bogu „chcę, żebyś był” lub „nie chcę, odrzucam Cię”. Relacja między człowiekiem a Bogiem, choć jest to relacja między bytem skończonym, a nieskończonym, pozostaje relacją równoprawną. Bóg nas kocha, a w miłości nie ma miejsca na „wymuszoną wzajemność”. Nasze „tak” nie byłoby nic warte, gdyby nie miało alternatywy w postaci „nie”.
Czy nasze istnienie w „przyszłym świecie”, w wieczności, będzie trwaniem w bezczasowej nieruchomej stazie, serii C McTaggarta? Na pewno nie. Miłość wymaga wolności. Być może na czas serii C, na wieczne „morze potencjalności” rozciągające się we wszystkich kierunkach czasu (i obejmujące także te „niezaktualizowane” możliwości), zostanie nałożony dodatkowy wymiar, pozwalający nam na swobodne „poruszanie się i bytowanie?”.
Dzisiaj widzimy jak w zagadce, mówi Św. Paweł, lecz kiedyś twarzą w twarz.



Komentarze
Pokaż komentarze (20)