Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski
667
BLOG

O prawdziwej naturze człowieka

Marek Błaszkowski Marek Błaszkowski Kultura Obserwuj notkę 172

Ateiści twierdzą, że nie istnieje żadna droga, którą człowiek mógłby nawiązać kontakt z Bogiem. Czego bowiem doświadczamy? Wrażeń zmysłowych, wspomnień, emocji. Jeśli jest Bóg-Stwórca, to znajduje się on gdzieś poza światem. Żeby zaś poznać to, co „zaświatowe” (czyli transcendentne) nie mamy żadnego zmysłu.

 

 Można postulować istnienie Boga jako metafizycznego podłoża świata, Kogoś, kto sprawia, że świat jest poznawalny i racjonalny, kogoś kto sprawia, że w ogóle jest cokolwiek. Takim rozumowaniem możemy jednak co najwyżej dojść do Boga jako pojęcia. Ateiści kwestionują to pojęcie, twierdzą, że istnienie świata można wytłumaczyć inaczej, albo że w ogóle nie ma potrzeby go tłumaczyć.

 

 Jest jeszcze ważniejszy element tego sporu. Zdaniem ateistów nie możemy wykazać, że transcendentny Bóg (nawet gdyby istniał) słucha naszych modlitw i objawia się w świecie. Krótką mówiąc – że jest Bogiem religii. W konsekwencji twierdzą, że nasza wiara to ludzkie wymysły. Ateiści chętnie powołują się tu na argument „z wielości religii”. Skoro są różne religie, to znaczy, zdaniem ateistów, że wszystkie są fałszywe. Gdyby istniało jakieś rzeczywiste doświadczenie religijne, utrzymują ateiści, to dałoby się uzgodnić poglądy wszystkich religii i stworzyć z nich coś w rodzaju kolejnej nauki, która prezentowałaby nam weryfikowalne fakty na temat Boga.

 

Spróbujmy po części odeprzeć te argumenty. Najpierw zadajmy pytanie: Czy naprawdę ludzkiemu doświadczeniu nie jest dostępna żadna transcendencja?

 

Czy człowiek jest jedną z rzeczy pośród świata rzeczy?

 

Ilość doświadczeń jaka do każdego z nas napływa nieustannie, jest wprost nieskończona. Płyną z obszaru rzeczywistości, który uważamy za leżący w obrębie „ja” (myśli, wspomnienia, emocje, wyobrażenia, doznania pochodzące z ciała), jak i „nie-ja” (wrażenia zmysłowe, komunikaty językowe). Aby jakoś sobie poradzić z tym bogactwem tworzymy modele rzeczywistości, w tym modele naukowe.

 

Każdy z nas tworzy także na własny użytek jakiś model (obraz) siebie, swoich relacji ze światem i samego świata. Model taki ma dwie cechy:

-        jest zobiektywizowany

-        jest tworzony z tego co obecne w doświadczeniu (czyli nie może się tam znaleźć nic, co transcendentne)

Jakie są konsekwencje takiego stanu rzeczy? Traktujemy siebie jak obiekt materialny poruszający się w świecie i stale wymieniający informacje z innymi obiektami materialnymi. Wewnątrz naszych głów ciągle huczą myśli, które są wyobrażeniami przyszłych komunikatów językowych, które wygłosimy, prognozami problemów (lub sukcesów), które nas spotkają, znamy nasze relacje ze stanem konta, samochodem, przełożonym, podwładnym. Na ten zgiełk rozważań nakładają się jeszcze wspomnienia, melodyjki, sceny z filmów i reklam. I jeszcze boli nas ząb, albo łupie w krzyżu.

 

Z tych wszystkich doświadczeń budujemy obraz siebie. Pionka (albo figurę!) na szachownicy życia, którym zawiadujemy. Taki konstrukt „ja” wydaje się być racjonalny i obiektywny. Ma jednak poważną wadę. Budując taki konstrukt „ja” w świecie (będziemy je też nazywać „fałszywym ja”) przegapiamy siebie samych. Człowiek w doświadczeniu się nie pojawia. Odwołując się do pojęć świata wirtualnego – w doświadczeniu pojawia się awatar. Mówiąc o awatarze, którym zawiadujemy- „oto ja” - popełniamy poważny błąd. 

 

Człowiek jest istotą transcendentną

 

Latarka świeci, ale sama pozostaje w mroku. Człowiek postrzega, ale sam pozostaje poza polem postrzegania.

 

Immanuel Kant owo niepoznawalne, niedostępne doświadczeniu „ja” nazywał „ja transcendentalnym”. Ludwig Wittgenstein, aby oddać niepoznawalność „ja” posługiwał się metaforą oka, które nie widzi siebie samo.

 

Owej niemożności poznania „ja” nie da się przełamać. Można badać chemiczne procesy zachodzące w mózgu, zastanawiać się, dlaczego postrzegamy tak, a nie inaczej, można nawet sztucznie wpłynąć na to, co będziemy postrzegać. Do samego postrzegającego „ja” dotrzeć się nie da. Ono zawsze pozostanie z drugiej strony, w niepoznawalnej transcendencji. Można co najwyżej wpłynąć na komunikację „ja” z jego awatarem. I tu jest nieprzekraczalna granica nauki.

 

Człowiek, jako podmiot, pozostaje w transcendencji. Jednak wie, że jest (nie odwołuję się tu do kartezjańskiego cogito i jakiejś „substancji myślącej”, stwierdzam tylko „czyste istnienie” ja, o którym nic nie można orzec). 

 

W niepoznawalnej transcendencji mają swe źródło akty woli. Gdyby dało się je wyprowadzić tylko z awatara i świata dostępnego doświadczeniu, człowiek okazałby się istotą zdeterminowaną.

 

O determinizm rozbijają się wszystkie próby zamknięcia człowieczeństwa w modelu naukowym. Ateiści jednak uparcie twierdzą, że stworzenie takiego modelu to tylko kwestia czasu. Zrobi to psychologia ewolucyjna, czy neuropsychologia. Otóż mylą się. Jest to jedyna granica, co do której można mieć absolutną pewność, że nauka jej nie przekroczy. Choćby zbadano każdy proces, który dzieje się w mózgu i tak pozostanie bytujące w transcendencji „ja” – źródło wolnej woli.

 

Gdyby naukowcom udało się barierę „ja” przełamać, okazałoby się, że

-        wszyscy, a więc i owi naukowcy, to tylko zdeterminowane, pozbawione wolnej woli roboty, a nasze przekonanie o własnym człowieczeństwie było iluzją. (dlaczego jednak mamy poważnie traktować teorie sformułowane przez takie roboty?)

-        zlikwidowano podział na przedmiot postrzegany i podmiot postrzegający, pozostawiając jednak przedmiotowość badanych naukowo ludzi i podmiotowość badających. Czai się tu wyraźna logiczna sprzeczność.

 

Człowiek jest istotą transcendentną i w tej transcendencji, w której przebywa, spotyka swojego Boga.

 

Kim jestem? Nie wiem.

 

Niedawno zmarły mistrz buddyjski Seung Sahn mówił uczniom, aby porzucili „fałszywe ja” i utrzymywali stan „umysłu nie wiem”. Ten umysł „nie wiem” to nasza prawdziwa natura. Awatar, z którym utożsamiamy się na co dzień (awatar to moje określenie na „fałszywe ja”, ale dobrze oddaje istotę rzeczy”) jest złudą.

 

Prawdziwego „ja” nie można zniszczyć. Nie należy ono do porządku tego świata, nie dotyczy go więc problem czasu i przemijania.

 

Jak dotrzeć do prawdziwego „ja”? Do „umysłu nie wiem”? Trzeba pośród zgiełku w naszych głowach zachowywać obecność w każdym „teraz” .Doświadczenia bycia sobą nie można opowiedzieć. Od zawsze mistycy łamali sobie głowę nad tym, jak przekazać to, co nie jest doświadczeniem w porządku tego świata. Sięgali po poezję. Inaczej się nie da. Mistrz Seung Sahn pukał w stół, wypowiadał z pozoru nielogiczne zdania, których celem było rozbicie konstruktu „fałszywego ja”, jaki nosił w głowie adept.

 

Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus

 

Celowo powołałem się na nauczanie buddyjskie, aby odnieść się do ateistycznego argumentu „z wielości religii”. U źródeł buddyzmu leży doświadczenie, które nie jest obce i chrześcijanom (buddysta, co prawda, nie użyje terminu „transcendencja” na określenie natury Buddy, ale mówimy o doświadczeniu, a nie terminologii). Dlaczego więc wybieram Chrystusa, a nie Buddę? Jest to akt wiary, który wypływa z mojej wolności.

 

Bóg wkroczył w naszą historię przyjmując postać Jezusa Chrystusa. Jest obecny w naszej kulturze jako Słowo Boże (pamiętajmy, że jesteśmy tyleż zanurzeni w przyrodzie, co i w języku). Jest także obecny w transcendencji, gdzie pozostaje ze mną w stałej relacji, mówi do mnie, słucha moich modlitw, w odpowiedzi na które dokonuje czasem małych (albo nawet całkiem dużych) cudów.

 

Dzięki wierze panuje harmonia między moją transcendentną, niezniszczalną, „prawdziwą” naturą, z której wypływają akty wolności, a moim „byciem w świecie”, gdzie napotykam innych ludzi, a także moim rozumieniem świata jako przyrodniczej całości.

 

Grzech to pomyłka. To nierozpoznanie własnej prawdziwej natury i utożsamienie się wyłącznie z awatarem. Taka pomyłka prowadzi do prób wyjaśnienia świata i osiągnięcia szczęścia bez Boga. Prób, jak widać, daremnych, gdyż odsuwają nas one coraz dalej od najgłębszej istoty naszego człowieczeństwa.

 

Grzech powoduje, że nie rozpoznając prawdziwego człowieczeństwa w sobie, nie rozpoznaję go także w innych ludziach. Umyka mi sens relacji JA-TY

 

Na obraz Boży i podobieństwo

 

Jezus powiedział, że kto w Niego wierzy ten „już przeszedł ze śmierci do żywota”. Mówił o sobie, że jest „bramą, prawdą i życiem”, że z wnętrza tych, którzy go przyjmą, „popłyną strumienie wody żywej”.

 

Transcendentny Bóg nie jest Bogiem niedostępnym. Jest źródłem naszego życia. Mówiąc Bogu „nie”, „nie chcę żebyś był”, mówimy „nie” najgłębszej naturze naszego człowieczeństwa. Zamykamy się na własną wolność, bo właśnie w tej najgłębszej naturze rodzą się akty wolności, próbujemy umniejszyć swoją rolę, żyć wyłącznie na powierzchni. Tylko po co?

https://twitter.com/Blaszkowski_

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (172)

Inne tematy w dziale Kultura