Ponad 100 lat temu Fryderyk Nietzsche ogłosił, że Bóg umarł. Minął wiek i oto przy okazji debaty o obecności krzyża w przestrzeni publicznej filozof religii Zbigniew Mikołejko napisał, że sprawa obrońców krzyża jest przegrana, ze względu na „postępujący proces śmierci Boga”. Jak to więc w końcu jest? Bóg już umarł, czy jeszcze trwa agonia, a europejscy komisarze chcą spełnić rolę krewnych, którzy umierającemu wyrywają poduszkę spod głowy?
Temat to obszerny. Przez cały XX wiek towarzyszyło ludzkości przekonanie, że Bóg umiera, a wraz z Nim boskie prawo i stary porządek. Pojawiła się nawet teologia, która głosiła Boga po „śmierci Boga”, a Dietrich Bonhoeffer mężnie dając świadectwo swojej wiary w „nieobecnego Boga” został zamordowany przez wielbiciela Fryderyka Nietzsche - Adolfa Hitlera.
Jak widać zwolennicy teorii „śmierci Boga” wyciągali z niej skrajnie różne etycznie wnioski. Sprawa jawi się jako mroczna i powikłana. Nie rozwikłam jej w poście, ale postaram się, drodzy czytelnicy, zwrócić uwagę na kilka elementów, które umykają powszechnej uwadze.
Fryderyk Nietzsche – człowiek głęboko religijny
Nietzsche z pasją występował przeciwko Bogu chrześcijan, ale to nie oznacza, że jego poezja (czy raczej poetycka proza) była niereligijna.
Niektórzy twierdzą, że wielki filozof opowiadał się po stronie buddyzmu. Szczerze w to wątpię. Co prawda w Antychryście Nietzsche wyraźnie zaznacza, że swoim atakiem, wymierzonym w chrześcijaństwo, nie chce skrzywdzić buddyzmu, któremu nie szczędzi pochwał. Jakie jednak są te pochwały? Buddyzm jest przedstawiony jako religia letnia, religia ludzi „późnych”, światopogląd „higieniczny”. Wskazówki jak żyć, aby uniknąć cierpienia. Osobiście wolałbym być atakowany niż tak protekcjonalnie chwalony.
Nie, Nietzsche z pewnością buddyzmu by nie przyjął. Poklepywał buddyzm po plecach za to, że nie oddawał czci Bogu Stwórcy, ale gdzie indziej upatrywał źródła swojej duchowej mocy. Gdzie?
Przyjrzyjmy się jakie zarzuty stawiał niemiecki filozof Bogu chrześcijan.
Zdaniem Nietzschego tolerancja, współczucie, litość, miłość bliźniego to postawy, które prowadzą do życiowej porażki. Należy dążyć do akumulowania Mocy. Pozbywać się słabych. Nie można przecież znieść „widoku człowieka przygniecionego niedolą”. Życie to Moc.
Bogowie pogańscy byli wyrazicielami Mocy. Symbolizowali ją. Potrafili zagrzewać do walki i nienawiści. Sami nienawidzili w razie potrzeby. Byli źli albo dobrzy. A właściwie stali poza dobrem i złem. Dlatego kultura antyczna była młoda i tryskająca energią. Bóg chrześcijan pozostał Bogiem Żydów. Bogiem słabych i prześladowanych. Bogiem gett i ciemnych zaułków zamieszkanych przez biedotę.
Aby bronić słabych, Bóg chrześcijan musiał zdusić Moc w ludziach silnych, których Nietzsche nazywa „dostojnymi”. Wmówić im, że siła to grzech, a litość cnota.
Moralność chrześcijańska jest dekadencją, zdławieniem radości życia, upadkiem Mocy. Bóg chrześcijan wyrugował bogów pogańskich, zrobił wszystko, aby ochronić swoich protegowanych.
I oto Bóg chrześcijan umiera. Nikt już nie zmusi dostojnych do okazywania litości. Bogowie pogańscy powracają, a wraz z nimi Moc. Nietzsche nie wierzył w bogów, wierzył natomiast, że byli symbolami realnej Mocy. Ogłasza dostojnym, że są nareszcie wolni.
Pogańska kontrrewolucja
Filozofia Fryderyka Nietzsche to wielka manifestacja pierwotnej religii, która ożywiała dionizyjskie misteria. Dzikiego szału, który przedstawił Eurypides w Bachantkach. Człowiek wyrywa się z okowów boskiego prawa, chce dotrzeć do źródeł własnej mocy, odzyskać jedność z samym sobą. Wyzwolić się spod kurateli Boga, pobiec na oślep.
Jak to się mogło stać, że pogaństwo tak nagle, i tak triumfująco, powróciło? Moim zdaniem ludzie utracili kontakt ze swoim Bogiem, przestał on być dla nich Bogiem Żywym (stąd Fryderyk Nietzsche mógł ogłosić, że Bóg umarł, a ludzie nie umieli zaprotestować). Przypomina mi się Kant ze swoim „obowiązek, obowiązek, obowiązek” i Bogiem jako „ideą regulatywną”, która w zaświatach wyrówna deficyt dobra u tych, którzy obowiązków dopełniali.
Bogiem tłumaczono zakazy moralne, tu zakazy, nakazy, a szczęście w zaświatach. Bóg stał się domeną metafizyki próbującej spekulować na temat tego, czego i tak zobaczyć się nie da. Nie odczuwano obecności Żywego Boga, który porwał Świętego Pawła aż do siódmego nieba, który podróżował Merkawą, który przybył po Eliasza jako „rydwan Izraela i jego konnica”.
Patriarcha Jakub powiedział: „O jakże miejsce to przejmuje grozą, zaiste Dom to Boży i Brama do Nieba”. Brama została zamknięta, odeszła groza, pozostał Bóg nakazów i zakazów. I tę duchową pustkę wykorzystało pogaństwo, aby udowodnić, że ma jeszcze dość Mocy, aby powrócić.
Stricte pogańskim epizodem w dziejach Europy był hitleryzm. Misteria w Bayeruth. Kult Wotana, runy, te wszystkie „wilcze szańce”, „wilkołaki” i „walkirie”. Hitler w upojeniu cytował całe fragmenty „Antychrysta” o tym, że litość jest występkiem, a chrześcijaństwo religią żydowską, okraszając je swoimi teoriami o wyższości rasy aryjskiej.
Apokaliptyczna katastrofa, którą hitleryzm ściągnął na Europę jest odtworzeniem Ragnarok, „zmierzchu bogów” z mitologii germańskiej. Hitleryzm wyglądał tak, jakby pogańscy bogowie powrócili nie tylko w przenośni.
Fascynacja religią pogańską utrzymuje się w popkulturze. „Niech Moc będzie z tobą!”. Czary, magiczne moce, demony, wilkołaki i wampiry.
Wyższa sztuka też nie stroni od poszukiwania inspiracji w pierwotnej ludzkiej religijności. Zachowuje się tak, jakby oczekiwała, że znajdzie tam jakieś „ostateczne źródło Mocy”. Nowe Objawienie.
Wielki spektakl na niebie
Uwadze Fryderyka Nietzsche nie umknęło to, że Boga zabijają właśnie ci, którzy byli beneficjentami Jego obecności.
Dostojni żyją dzięki własnemu dostępowi do Mocy. Słabi też mają wolę życia, ale sami nie przetrwają konfrontacji z dostojnymi. Ochraniał ich Bóg, który narzucał dostojnym przykazanie miłości bliźniego. Teraz słabi pozbywają się ochrony. Dlaczego? Ponieważ chcą zniknąć. Utracili wolę życia i dlatego zabijają Boga.
Dwa tysiące lat temu Bóg przybrał ludzką postać i nauczał w Judei. Mówił o miłości bliźniego, o absolutnej wartości każdego człowieka. Nikogo nie odtrącał, a kiedy ludzie postanowili Go zabić, ust nie otworzył w swojej obronie. „Trzciny nadłamanej nie dołamał”.
Ludzie wyszydzili Boga i zabili. Bóg udowodnił, że człowiek, każdy człowiek, wart jest śmierci Boga. Lepiej, aby Bóg dał się zabić, niż żeby wezwał 12 legionów aniołów i sam zabijał we własnej obronie. Często umyka nam to z pola widzenia, ale Jezus nikogo nie skrzywdził. Sam stał się natomiast ofiarą ludzkiej przemocy. To bardzo wiele mówi i o ludziach i o Bogu.
Dwa tysiące lat temu z poniżania i mordowania swojego Stwórcy ludzie uczynili widowisko lokalne. Bili, pluli, stali pod krzyżem i drwili. Później jednak przerażeni własnym postępkiem poddali się Mu. A Bóg cierpliwie uczył ludzi ich własnej wartości. Teraz ze śmierci Boga uczyniono spektakl światowy. Zwracają się przeciwko Niemu potężne organizacje, filozofowie, przemysł rozrywkowy, media.
Uczestniczymy w wielkim spektaklu, w którym kto żyw biegnie pod krzyż, aby drwić. Dlaczego ludzie tak postępują? Fryderyk Nietzsche odpowiedziałby – ponieważ chcą zniknąć.
Jeśli umrze Bóg, to umrze i człowiek
Mało kto dostrzega, że nietzscheańskie alter ego – prorok Zaratustra jednym tchem ogłosił, ze „Bóg już umarł” oraz „człowiek jest tym, co przezwyciężone być powinno. Ja wam głoszę Nadczłowieka”.
Człowiek jest liną rozpostartą w przestworzach między zwierzęciem, a nadczłowiekiem.
Były dwie przeszkody na drodze Nadczłowieka.- Bóg i człowiek. Relację między Bogiem a człowiekiem dobrze oddaje zwrot używany w hebrajskich modlitwach – Elohejnu, „Boże nasz”. Bo Bóg jest Bogiem naszym. Jest „pasterzem, który życie swoje kładzie za owce”. Jest Bogiem-Człowiekiem.
Jaki będzie Nadczłowiek?
Sam Fryderyk Nietzsche miał wizję nadczłowieka jako istoty ludzkiej wyposażonej w pewne właściwości duchowe. Hitler twierdził, że nadczłowiek to bezlitosna blond-bestia z runami SS. Entuzjaści transhumanizmu głoszą, że postczłowiek ( słowo nadczłowiek zostało nieco skompromitowane przez Hitlera, a zresztą w naszej cywilizacji wszystko jest post- ) to będzie mutant-cyborg, istota zmodyfikowana genetycznie oraz wyposażona w nadprzyrodzone zdolności dzięki informatyce, robotyce i nanotechnologii.
A jak się w tych przełomowych dniach czują zwykli ludzie? Odrzucili swojego Boga i uważają, że w ten sposób zdobyli wolność. Tymczasem jeszcze nigdy nie miało miejsca sterowanie ludzkimi zachowaniami na tak masową skalę. Ludzie w ślepej pogoni za, zupełnie im zbędnymi, materialnymi dobrami nie mają czasu na refleksję nad własną naturą. W wolnych chwilach oddają cześć gwiazdkom pop-kultury zaspokajając w ten sposób swoje potrzeby religijne. Pojęcie o wolności mają takie, jakie włożą im do głowy producenci reklamówek. Hegel nazwałby to triumfem świadomości nikczemnej. Człowiek jest tym, co jest przezwyciężane.
A może Nadczłowiekiem, beneficjentem czasów, w których człowiek nie życzy sobie Boga, nie będzie żadna konkretna istota? Może tym beneficjentem jest korporacja? Fikcyjna osoba, twór prawny? Twór zainteresowany wyłącznie własnym zyskiem, pozbawiony odruchów litości, tolerancji, a tym bardziej miłości bliźniego.
Korporacja to, według ludzkich pojęć, typowy psychopata. Ale dobrze pasuje do definicji Nadczłowieka. Nawet w tym, że nie jest człowiekiem.
Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na Ziemi, gdy przyjdzie?
Mówiąc o czasach swojego powtórnego przyjścia Jezus wspomniał ze smutkiem, że może już wtedy nie znaleźć wiary.
Proces „śmierci Boga” jest procesem pozornym. To tylko ludzie zdradzają Boga i zdradzają sami siebie.
Na zakończenie Biblii są cytowane słowa Jezusa. „Tak. Przyjdę wkrótce”. Amen.



Komentarze
Pokaż komentarze (31)