0 obserwujących
82 notki
73k odsłony
  62   0

Wojna i spokój

Wydawnictwo CiS, 2010
Wydawnictwo CiS, 2010

Mam problem, czy zacząć od człowieka, czy jego dzieła? Dzieła, bo „Szkice piórkiem” to w wydaniu papierowym licząca sobie ponad pięćset stron książka – wiem to z internetowych opisów, bo przeczytałem ją w wydaniu elektronicznym. Powtórnie, ten pierwszy raz miał miejsce w latach osiemdziesiątych, gdy dziennik Andrzeja Bobkowskiego ukazał się w kraju w drugim obiegu. Już wtedy byłem pod ogromnym wrażeniem, choć wydanie było kieszonkowe, dwutomowe, drukowane maleńką czcionką na offsecie. Nie przeszkodziło to książce oczarować mnie od pierwszej niemal strony, bo ta pierwsza część będąca zapisem podróży rowerem po południowych rejonach Francji podczas toczącej się gdzieś na północy kraju wojny to jeden z najbardziej urokliwych fragmentów tego dziennika. Niemal całość stanowi dobrą literaturę, choć są i fragmenty słabsze czy wręcz niepotrzebne, ale to przecież musi się zdarzyć podczas czterech lat prowadzenia zapisków. Bobkowski pisał o tym, co widział i o czym myślał, a przez kilkadziesiąt miesięcy nie sposób być nieustanie u szczytu formy, czasem potrzeba oddechu i rozrywki. Całość jest jednak niezwykła, zapiski z życia we Francji pod niemiecką okupacją jest tak dalece różna od znanych Polakom wydarzeń z okupacji ich kraju, że czasem trudno uwierzyć, że tak to mogło wyglądać. Najbardziej uderzające są kończące dziennik zapiski z sierpnia 1944 roku, wyzwalany przez Aliantów Paryż w zestawieniu z wykrwawiającą się w powstaniu Warszawą.

Tyle na temat książki, więcej nie muszę pisać, bo uczynił to w swoim doskonałym a zamieszczonym w charakterze posłowia eseju Roman Zimand. Jest tam dokładnie wszystko, co sam mógłbym i chciałbym napisać, więc nie będę się powtarzał, jest nawet ubolewanie nad faktem, że pisarstwo i postać Andrzeja Bobkowskiego tak słabo są znane. Dodam tylko, że podczas lektury zapisków Bobkowskiego miałem wrażenie, jakby autor wypowiadał moje myśli – ten sam pobożny niemal stosunek do wolności, pochwała indywidualizmu, niechęć do mających uszczęśliwiać całą ludzkość białych, brunatnych, czerwonych i wszelkich innych kolorów ideologii, do wymyślających je inżynierów dusz i magików szczęścia, do superpaństw i super rozwiązań. Bobkowski opuścił Europę i przeniósł się do Gwatemali, bo nie potrafił się w niej odnaleźć, nie akceptował zmian, jakie po wojnie w niej zachodziły. Tam też zmarł, zbyt wcześnie, zapomniany, choć na szczęście nie przez wszystkich.

Jeszcze tylko wyjaśnienie, skąd tytuł tej notatki. Otóż sam autor w jednym z wpisów wspomina, że być może nada właśnie taki tytuł swojemu dziennikowi, jeśli kiedyś go wyda. Zdecydował się jednak na „Szkice Piórkiem”, choć ten pierwszy pomysł wydaje się idealnie pasować do czasów okupacji Francji, które tak wnikliwie opisuje. Polskie, legalne wydanie z 2010 roku było miłą niespodzianką, choć niemal niezauważoną, przynajmniej przeze mnie. Może kiedyś pojawią się kolejne wydania: jego książki, opowiadania i szkice? Chciałbym kiedyś zobaczyć zebrane je w jednym pięknym zestawie pism zebranych, jak działa innych polskich pisarzy. Choć Bobkowski pisarzem sensu stricte nie był. Pisarzem tylko bywał, ale za to jakim!

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale