Mija już tydzień odkąd jakiś schowany za czyimiś plecami tchórz wezwał „zadzwoń do brata”. Czekałem cały tydzień czy ktoś się przyzna albo ktoś wskaże tego tchórzliwego osobnika. Nic takiego się nie stało. Niemniej musi to być postawiony wysoko w hierarchii sejmowej lub partyjnej skoro nie ma mocnych aby go ujawnić.
I jakże to możliwe. Ci, którzy słyszeli głosy w kabinie Tu-154M milczą teraz? Gdzie są Ci, którzy słyszeli telefon do brata, który nakazywał lądowanie? Dlaczego teraz nie zabierają głosu? A tu rzecz rozgrywa się na oczach kilkuset osób, przy udziale stacji telewizyjnych i nie wiadomo kto powiedział te słowa. Nikt nie próbuje tego dochodzić. Żaden dziennikarz nie robi śledztwa. Nieprawdopodobne. Czy już schamienie osiągnęło taki poziom, że uznaje się to za normalne?



Komentarze
Pokaż komentarze (4)