Już czas aby się puknąć w czoło. Albo wręcz walnąć czerepem w ścianę dla co bardziej twardogłowych. Co się dzieje z Igrzyskami Olimpijskimi? Te wojenne fregaty podciągnięte na Tamizę. To lotnictwo i obrona przeciwlotnicza funkcjonująca na Red Alert. Te patrole wojskowe z karabinami gotowymi do strzału i w podkoszulkach z ołowiu. Te „policje – tajne, widne i dwu-płciowe”. Pokojowa w zamiarze impreza a prawie jak nasz stan wojenny. Tylko letniej porze i łagodnemu klimatowi wysp należy zawdzięczać, że żołnierze nie grzeją się przy koksownikach.
A jak jest w tym tyglu sportowym? Jakimi środkami dysponują niedobitki ruchu olimpijskiego w zwalczaniu nieuczciwej konkurencji? Jakimi środkami dysponują mocarstwa sportowe aby znaleźć takie metody kamuflażu dopingu aby nie były wykrywalne dla komisarzy antydopingowych. Kogo w tym ruchu jest więcej Eliotów Nessów czy chłopców z ferajny? Czy same te komisje nie podlegają jakimś przyjemnym naciskom, którym trudno się będzie oprzeć? Czy po prostu uwali się kilku i wyda ich na pożarcie lwom w Colloseum ku uciesze gawiedzi. A główny nurt popłynie spokojnie dalej.
A jak się dzieje w polityce sportowej? Ten cały proces przyznawania organizacji, którego nie ma komu prześwietlić. To niezrozumiałe znikanie w toaletach uprawnionych do głosowania w kluczowych momentach powodujących wyraźną zmianę układ sił. Jakaś niezwykła obstrukcja paraolimpijska. Oczom nie wierzę, uszom nie słyszę.
No i ta publika, dla której niby się to wszystko robi. Te igrzyska dla mas. Mas, które siedzą z kartonem chipsów ziemniaczanych w jednej ręce i Coca-Colą lub piwem sponsora w drugiej. Masy, które z trudem wstają z fotela. Masy będące prawdziwym żerem dla sponsorów sprzedających podpaski, żele do WC i sztuczne oleje silnikowe do samochodów. Dzięki czemu to wszystko się kręci coraz bardziej. Szybciej, wyżej, dalej.



Komentarze
Pokaż komentarze