Marek Powichrowski Marek Powichrowski
190
BLOG

No!

Marek Powichrowski Marek Powichrowski Polityka Obserwuj notkę 0

Tytułowe „No!” nie jest słowem z języka obcego. To po prostu ulubiony zwrot Nikodema Dyzmy wtedy gdy ewidentnie nie miał nic ciekawego do powiedzenia i ukrywał za tym groźnie wypowiedzianym słowem całą swoją niekompetencję. Dyzma zwykł przy tym podnosić w górę palec i dodawać „i żeby mnie to było ostatni raz”. Przypominam Nikodema Dyzmę ponieważ Dołęga-Mostowicz wielkim pisarzem jest i basta. Posądzany o kiczowatość opisał zjawisko gospodarki zbożem, posadki i premierostwa z tym związane już zaraz będzie z wiek temu. A tu patrz Pan, wszystko się zgadza również i dziś. Elewatory zbożowe są w tle tej opowieści. Cwaniactwo wyprzedza w niej durniów, którzy w nim pokładają swoje nadzieje. Książka Dołęgi-Mostowicza powinna być opatrzona dopiskiem: „Jakiekolwiek podobieństwo do znanych osób jest niezamierzone dziś, jutro i pojutrze’.

Ale w aferze taśmowej coś innego wydaje mi się być istotne.  To wypowiadane tęsknym głosem - przez szarych, zwykłych ludzi - westchnienia: „jak zostać prezesem lub dyrektorem takiego elewatora?”.  Co trzeba umieć, jakie szkoły pokończyć? Szary człowiek po prostu marzy o takiej lekkiej pracy przynoszącej kokosowe zarobki. I widzi, że wcale nie trzeba kończyć Harvardów aby ją uzyskać. Szary człowiek na miejscu bohaterów tej afery zrobiłby tak samo. On nie rozumie w czym jest cały problem. Przecież pomaganie rodzinie i znajomym w znalezieniu dobrej pracy nie powinno być naganne. Tak czy nie? A skoro premier akceptuje ten stan rzeczy to przecież premierowi się nie odmawia, tak czy nie? Ech, gdyby tak trafić od odrestaurowanej peerlowskiej nomenklatury. Żyć nie umierać, wzdycha niejeden szary człowiek.

Tak się składa, że wiele, wiele lat temu -  w czasie studiów, na wakacjach - dorabiałem sobie w przedsiębiorstwie skupującym od rolników zboże na nasienie. Składowane było oczywiście w takich samych elewatorach jak dziś. Technologia samego składowania jest stara jak świat odkąd człowiek zaczął parać się rolnictwem i zostawało mu coraz więcej plonów. Utrzymać ziarno w określonej temperaturze i wilgotności aby nie spleśniało. Ot i cała filozofia. Dziś nawet nie trzeba tu ręcznej roboty. Robią to automaty. Więc taka firma elewatorowa to nie jest jakiś technologiczny park zatrudniający innowacyjnych inżynierów. Mogę śmiało powiedzieć, że struktura pracownicza też nie uległa większym zmianom przez te lata. W tamtym czasie pracowali w niej głównie ludzie z nizin społecznych, którzy zarabiali śmiesznie małe pieniądze. Ale pomimo ich rozrzutności w upłynnianiu ich w różnych odmianach alkoholu jakoś wystarczały im one do końca miesiąca. No i był kierownik, człowiek z nadania matuszki partii, tak jakby nasiona zbóż były tak bardzo strategiczne dla państwa socjalistycznego że należało do jego pilnowania postawić zaufanego „partyjniaka”. Praca w tej firmie była dla robotników ciężka. Upał, kurz od przesypywanego zboża i szczury. Szczury, które przy czyszczeniu kanałów transportowych uciekały gdzie pieprz rośnie, często do nogawek spodni pracowników. A kierownik? Chodził po placu manewrowym zadumany niczym grecki filozof po ateńskiej Agorze, z rękami splecionymi z tyłu. Nie wiem jakie miał uposażenie. Ale sprawiał wrażenie zadowolonego . Może poza wpisaniem w dwie rubryki nazwy dostawcy i ilości przywiezionego zboża pisał również jakieś wiersze w wolnych chwilach? Nie wiem.

 Jak więc zostać szefem takiej firmy gromadzącej zboże? Podobnie jak kiedyś w peerelu tak i dziś wystarczy należeć do partii będącej u władzy. Być po stronie wydawać by się mogło niezatapialnego Nikodema Dyzmy. Ale, ale - szary obywatelu! - książka o Nikodemie Dyzmie mimo wielu humorystyczny scen w niej zawartych nie kończy się wesoło.

Możliwie jak najdalej od przedziału 3 sigma

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka