No i czego się czepiacie sędziego Milewskiego? Przecież on – podobnie jak zaraza z onetu, która również dotarła do salon24 – uważa, że Sąd jest zakładem pracy rządowej. A skoro rządowej to i rząd – tak jak dyrektor każdego zakładu - ma prawo w każdej chwili wezwać swojego pracownika i wyznaczyć mu nowe kierunki działania.
W czerwcu tego roku, w okolicach EURO 2012 premier raczył był się wypowiedzieć na temat władzy w swojej partii. Wypowiedź ta w normalnym społeczeństwie powinna wzbudzić red alert. Ale przeszła prawie bez echa, no może czytali ją sędziowie. Donald Tusk – uwaga, proszę o koncentrację – powiedział, że „władzy w partii się nie dostaje ale się ją bierze” (google, wpisanie zdania w apostrofach, linki na samej górze i wcale nie GPC ale same prorządowe wydawnictwa). Dla ustalenia kontekstu podpowiadam, że rzecz dzieje się w demokratycznym państwie. W tym samym czasie wywiadu udzielił również bramkarz reprezentacji Włoch, Buffon. Powiedział, że on nie widzi niczego złego w tym, że drużyny grające w lidze umawiają się, że remis im odpowiada. Nie, no oczywiście nie podają tej informacji do publicznej wiadomości. Płatnicy składek netto na totalizator piłkarski przyjmą to pewnie ze zrozumieniem. Hiszpanie (gdzie ani widu ani słychu o korupcji) rozklepali Włochów (któraż to już afera korupcyjna w przeciągu kilu lat?). Ale Bufon jest nadal jednym z najlepiej zarabiających piłkarzy świata. Odległe przypadki? Moim zdaniem nie.
Jeżeli sędziowie czytali te dwa wywiady to mogli sobie już wyrobić pogląd jak – realnie, a nie teoretycznie - funkcjonuje ten świat. Skoro władzę w partii bierze się a nie jej dostaje to i to samo jest w rządzie. A jeżeli rządzie to i w Sejmie też. A jeżeli w Sejmie to i Konstytucja tez podlega rządowi. Ją się po prostu bierze i stosuje w praktyce. A przecież sędzia wedle Konstytucji podlega tylko i jej i ustawom sejmowym. Czyli w praktyce podlega temu, który bierze władzę w partii. Proste rozumowanie ale tak jak w przypadku Buffona dające wymierne korzyści.
No i czego się czepiacie sędziego Milewskiego? To nie stadion piłkarski, gdzie można sobie krzyczeć „sędzia kalosz”. Chociaż kto wie, czy i to hasło nie dołączy do innych – pozornie niewinnych – a już zakazanych. Pomyślcie sami wy wszyscy, którzy tak go krytykujecie, spróbujcie się wcielić w jego rolę. Macie stanowisko, które dała wam – w praktyce – partia i rząd (uch, brzmi prawie jak w peerelu). A teraz dzwoni do was zupełnie nieznany prawie pół-bóg z kancelarii premiera. Czego może od was chcieć? Jak to się stało, że spośród tysięcy innych wybrał właśnie was. Jakie zdanie przepełnione troską o dobro Ojczyzny chce wam przydzielić. Jak można w takiej sytuacji rzucić słuchawką? Porąbało was? Co za kretyn podpowiada, że należało od razu po rzuceniu słuchawki dzwonić do Gowina. No, to dopiero wtedy byłby sędzia ugotowany na zimno za brak zaufania do tego „od którego wszystko zależy”. Myślcie trochę barany.
Oczami wyobraźni widzę, jak sędzia jest w nirwanie po tym telefonie z Olimpu. I trwa w niej chociaż gdy już się pojawiły kamery telewizji i zaczęły błyskać flesze a las mikrofonów pojawił się przed jego ustami to powinien zachować instynkt samozachowawczy i iść w zaparte a nie roztrzęsionym głosem mówić, że „dałem się podejść”. Nie należy być zbytnio szczerym panie sędzio, nie słyszał pan tego tekstu? Ale nirwana to nirwana. Nawet jak się przewinie tego mejla do końca i zobaczy się dwa słowa „fake e-mail” to już natychmiast powinien być alarm na wszystkich pokładach. Nirwana, świetlana przyszłość, dołączenie do olimpijskich bóstw… Ech, pewnie ciężko jest wyjść z tak pięknego snu.
I na zakończenie jeszcze słowo o doborze kadr w państwie. Numer z „fake e-mail” obnaża Wielkiego Cyfryzatora Imperium, Boniego. Niczym małe dziecko przed kąpielą. Konfucjusz mówił, że tysiąc milowa podróż zaczyna się od małego kroku. A tym małym krokiem jest bezpieczeństwo i wiarygodność korespondencji docierającej do urzędów państwa. Zanim się zacznie wielkie projekty informatyzacji jego struktur. Jak zabezpieczyć pocztę wiedzą fachowcy. Ale co się dziwić, skoro doradcą ministra od cyfryzacji zostaje ktoś, kto na twitterze daje wpis „chodźcie suczki my już znamy wasze sztuczki”. No więc czego się czepiacie sędziego Milewskiego?


Komentarze
Pokaż komentarze