Mimo wysiłków lekarzy pacjent czuje się lepiej. To zdanie najlepiej oddaje sens wydarzeń ostatnich dni uwieńczonych marszem budzącym Polaków oraz zaskakująco dobrą propozycją osoby na premiera technicznego jako sposobu wyjścia z impasu kolejnych rządów stricte politycznych, które prowadzą do nikąd i są jedynie umacnianiem klasy próżniaczej. Oczywiście do tego potrzebna jest zgoda zdecydowanej większości. Ale to jest sedno tej sprawy. Aby w tym naglącym momencie dziejowym jakim jest zapaść struktur państwa powiedzieć wszystkim pokerowe: sprawdzam.
Jakże zabawnie wychodzi w tym świetle partia producenta samogonu. Cała opozycyjność wobec rządu zmieniła się w mgnieniu oka w dyspozycyjność niczym domeny magnetyczne "ruki pa szwam" pod wpływem magnesu. Projekt mający za „ojca chrzestnego” komunistycznego rzecznika rządu z jednej strony i Donalda Tuska z drugiej strony powoli, dzień pod dniu stacza się na margines życia publicznego. I niech tam już pozostanie na wieki wieków. Amen.
Partia miłości jest wyraźnie zmieszana i pogubiona jak wojsko bez dowódcy mimo puszczenia w lud bajki o zatrudnieniu jakiegoś niesamowitego speca od „mówienia co mają mówić”. Wypowiedzi są blade i bez pomysłu. No oczywiście nie dotyczy to posła Niesiołowskiego, który ma stały repertuar niezależny od aktualnej koniunktury i nie potrzebuje żadnych wybitnych speców od mediów. Ale brak kontroli nad nim zaczyna powodować coraz większe straty wśród byłych zwolenników „partii miłości”. Ta strata nie jest oczywiście moim zmartwieniem.
Co z tego obrazu się wyłania? Powoli i systematycznie umiera narracja „partii miłości”, którą ja ujmuję w słowach „Projekt Kaczor”. Pojawiają się znaki na niebie i ziemi. Lemingi się nawracają. Zrobieni w przysłowiowe bambuko przez ostatnich kilka lat obiecują głośno: „nigdy więcej”. Nie da się już zbudować mitu założycielskiego. Henryka Krzywonos nie zastąpi już nigdy śp. Anny Walentynowicz. A dzieci nie będą zmuszone oglądać na wycieczkach do kina upudrowanej historii Lecha, co to „był za a nawet przeciw”. Lecha, który bez Czecha i Rusa sam zatrzymał komunizm i przeskoczył mur zanim on w tym miejscu powstał. I daj Boże lud wykopie drugi raz Lenina ze Stoczni Gdańskiej.
I pomyśleć, że wszystko to przez wahnięcie kursu złota na światowych giełdach. Gdyby nie to, to pewnie OLT Express już dziś był wiodącym przewoźnikiem w kraju. Panowałoby powszechne przekonanie o niezawisłości sądów od władzy wykonawczej. Nikt nie wiedziałby kto to jest Józef Bąk. Nikt też nie widziałby, że jest debilem pracującym na dwóch panów, chociaż Biblia tego zabrania.
Taki niezwykły przypadek, tąpnięcie na kursie kruszcu tworzącego nazwę najsłynniejszej spółki w Polsce w ostatnich miesiącach. Tak więc na pytanie: jak wyginą dinozaury - panie Premierze - jest tylko jedna odpowiedź. Niespodziewanie. Szczególnie dla nich samych.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)