Expose, expose i już po. Tak więc Niderlandy zostały kolejny raz sprzedane.
Wiele lat temu, gdy jeszcze Tomasz Wołek był po ciemnej stronie mocy i tropił kagiebistów spotykających się z lewicowym establishmentem, w jego „Życiu” ukazał się wywiad z – jeżeli mnie pamięć nie myli - prof. Marią Janion. W wywiadzie tym powiedziała, że z przeprowadzonych badań na temat refleksji historycznej u Polaków wynika, że zdecydowana większość posiada ją w znikomym, szczątkowym stopniu. I stąd wynika nasza (statystycznie) podatność na uwodzicieli, na takie polityczne Kalibabki, które potrafią wciskać kit „ciemnemu ludowi” obiecując mu góry, chmury. Za tydzień już nie pamiętają co było obiecane i czekają na nowe obietnice.
A dziś mała schadenfreude. Z dziką satysfakcją oglądałem ministra Rostowskiego z zupełnie nieznanym, młodym człowiekiem ministrem Skarbu (kto to widział aby ministrem Skarbu był ktoś nieznany szerszemu ogółowi, kto w życiu nie prowadził swojego wielkiego biznesu!). Na konferencji prasowej minister Rostowski - ten co to wyrzekał na 60 miliardów potrzebnych do reform Kaczyńskiego – stawał na głowie jak uzasadnić skąd weźmie 700 miliardów aby spełnić obietnice swego szefa. Miał przy tym minę chłopca, który nie zdał do następnej klasy i w myślach – czekając na zakończenie konferencji – miał tylko jedno natrętne zdanie w głowie: „jeszcze tylko w d… i potem wakacje”.
A co w tym czasie robił premier? Był na finale turnieju piłkarskiego, który odbywa się pod jego egidą. I tu był jednocześnie Pelem, Messim, Cristano Ronaldo, Górskim, Fergusonem, Mourinho i Bóg wie jeszcze jaka gwiazdą piłki. Rozdawał dzieciakom koszulki ze swoim autografem tak jakby przed chwila odbierał Nike z zdobycie tytułu mistrza Mundialu. Mówił coś o kolosalnych liczbach. Był w swoim żywiole.
PS. Na kanale „Kino Polska” wznowili „Nikodema Dyzmę”. Wypisz wymaluj, jakby dziś…


Komentarze
Pokaż komentarze