Marek Powichrowski Marek Powichrowski
268
BLOG

Gratulacje od króla Epiru, Pyrrusa!

Marek Powichrowski Marek Powichrowski Polityka Obserwuj notkę 0

W związku z prawdopodobnym brakiem przekroczenia wymaganego progu wyborczego w referendum warszawskim 2013-10-13, za co może sobie przypisać zwycięstwo partia zwana żartobliwie obywatelską, na ręce prezydent Warszawy napłynęła depesza gratulacyjna od króla Epiru, Pyrrusa.

Tym, którzy nie znają historii - w kraju rządzonym przez magistrów historii - przypomnę za Wikipedią:

Pyrrusowe zwycięstwo - to zwycięstwo osiągnięte nadmiernym kosztem, np. z dużymi stratami w ludziach i sprzęcie wojennym, które są nieproporcjonalne do osiągniętych efektów. Nazwa pochodzi od imienia króla Epiru Pyrrusa, który w III w. p.n.e. toczył wojnę z Rzymem i jego okupionej dużymi stratami, wygranej w bitwie pod Ausculum w roku 279 p.n.e.

Wedle rzymskich historyków Pyrrus miał powiedzieć po bitwie do gratulujących mu sukcesu oficerów: „Jeszcze jedno takie zwycięstwo i będę zgubiony”.


A poważnie. Wyobraźmy sobie inny kraj, gdzieś w wolnym i demokratycznym świecie. Wolnym nie w pierwszym pokoleniu, ale wolnym od wieków. Gdzie wybór szeryfa jest najważniejszym wyborem w gminie a procedura odwołania jest jednym z batogów wiszących nad wybrańcami, którzy zeszli z właściwej drogi. I wyobraźmy sobie, że ów wybraniec dostałby w takim referendum 93% głosów za odsunięciem od władzy. Co musiałby zrobić taki szeryf następnego dnia z rana?
   
Co zrobi pani prezydent mając położony na stole taki wynik (czy Księga Guinnessa ma taką kategorię jak skala przegranej w procedurach demokratycznych)? Jestem przekonany, że jako osoba o wysokim morale, chwaląca się w swoim życiorysie nieprzeciętną pobożnością sama poda się do dymisji. Żartowałem.

Stare irlandzkie powiedzenie mówi: „Nieobecni nie mają racji”. Dawni zwolennicy partii zwanej dla niepoznaki obywatelską zostali w domu. Czy byli posłuszni wezwaniom szefa i innych idoli zaprzyjaźnionych telewizji? Wątpię. Tyłka im się nie chciało ruszyć aby bronić HGW. Nieobecni swoją biernością zgodzili się na wynik jaki mamy.

Przy następnym wyborach może się okazać, że pozostaną również w domu. Mimo nawoływań do spełnienia obywatelskiego obowiązku.

Ci, którzy do tej pory nawoływali do aktywności obywatelskiej wykonali strzał we własną stopę a kto wie czy nie kolano a może i jeszcze gorzej. Jak na dłoni widać bowiem, że w obronie własnych tyłków są gotowi zaprzeć się wszystkiego co prowadzi do zwiększenia tej aktywności.

Przez cały dzień, do godziny 21 obserwowałem stronę główną jednego z najbardziej znanych portali. Czy była tam informacja o referendum? Nie było. Była schowana na jednej z podstron. Ale na tę podstronę nikt nie zagląda praktycznie. Zajrzałem na portal jednej ze znaczących gazet ogólnopolskich. Na stronie głównej brak informacji. Brak informacji na stronach głównych o wydarzeniu odwołania prezydenta miasta stołecznego państwa? Mieszkaniec Wolnego Świata zakrzyknąłby: impossibile!. Czy umieszczenie tej informacji (bez podawania frekwencji lub agitacji za lub przeciw) na stronie głównej było niezgodne z ciszą wyborczą? Nie było. No więc co? Strach? Przed czym? Spolegliwość mediów w stosunku do władzy? W demokratycznym ustroju? Za jaką cenę? Bo inaczej jest to zwykłe dawanie dupy za darmochę. Skundlenie i nic więcej.

Jak z kundlami stanąć do walki z tygrysami. Odpowiedz sobie sam obywatelu.
 

Możliwie jak najdalej od przedziału 3 sigma

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka