„Zdrada klerków” to tytuł odczytu wygłoszonego na panelu dyskusyjnym zorganizowanym przez o. Dominikanów w Krakowie przez Adama Michnika gdzieś w okolicach okrągłostołowych. Gdy się o tym wtedy dowiedziałem stawiałem sobie pytanie: dlaczego w tak przełomowym momencie, gdy los komuny chwieje się na włosku wygłasza on odczyt o zdradzie? I kto to są klerkowie? Ok, klerkowie to inteligencja, ale dlaczego zdrada? Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. W jakiś czas potem w Paryżu doszło do wspólnego obiadu wyżej wymienionego z gen. Jaruzelskim. I niedługo potem mieliśmy się już „odpieprzyć od generała”. Taka była sekwencja zdarzeń, która ostatecznie pozbawiła mnie złudzeń co do Adama Michnika.
Pani Ireno, pani patrzy pewnie na mnie gdzieś tam z góry i z kiwa z politowaniem głową nade mną i nami wszystkimi, którzyśmy wtedy nie chcieli pani słuchać. „Pani Ireno, Adam Michnik to jeden z nas, antykomunista, działacz opozycji. Z całym szacunkiem ale Pani nie ma racji”. Do dziś pamiętam z tej rozmowy wszystko, że był lipcowy ciepły wieczór, wiem jak świeciło słońce, jako oświetlało meble w mieszkaniu. „Uważajcie na niego”. Te słowa zapadły mi głęboko w pamięć. To był lipcowy, ciepły wieczór roku 1982.
Wspominam ten fakt w kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Nie opuszcza nie dręczące pytanie: kiedy nastąpiło skumanie udawanych antykomunistów z realnymi komunistami? Myśmy wtedy, w latach 80-tych myśleli, że oni są antykomunistami, że odwrócili się od swojej przeszłości i ją wyklęli. Ale oni ani na moment nie przestali być komunistami. Szczerą i głęboką nienawiścią darzyli tych, którzy ich w roku 68 pozbawili wpływu we władzy. Szczerze i głęboko nienawidzili swego byłego towarzysza partyjnego Moczara i jego partyzantów. Ileż wyrzeczeń musiało ich kosztować uczestniczenie we mszach świętych bł. księdza Jerzego Popiełuszki to widać dziś z dłuższej perspektywy, gdy wszystko co się wiąże z religią budzi u nich odruch wściekłości. Gdyby ks. Jerzy żył dziś, gazeta wydawana przez „jego największego przyjaciela” atakowałyby go dzień w dzień. Byłby uznawany dziś za oszołoma, człowieka ciemnogrodu.
Wykorzystali nas jak dzieci we mgle.
Piszę te słowa jako przestrogę dla tych, dla których stan wojenny 13 grudnia 1981 jest tak samo odległy jak czasy księcia Piasta.
Uważajcie na nich.



Komentarze
Pokaż komentarze