Marek Powichrowski Marek Powichrowski
309
BLOG

Nerwowy rechot

Marek Powichrowski Marek Powichrowski Polityka Obserwuj notkę 6

Partia jako prywatne przedsiębiorstwo. To wniosek główny z wystąpienia premiera na posiedzeniu Komitetu Centralnego jego partii. Jego partii. Pisałem już o tym kilka razy żartobliwie, że ta jego partia nazywa się dla niepoznaki obywatelską. A tu masz, sam to przyznaje. Objawił się nam nowy Ludwik XIV i ogłasza całemu światu: partia to ja. W tej jego partii wszyscy mają pracować na jego egoistyczny sukces. Przyznawanie tego publicznie świadczy o wyjściu na jaw jakiegoś skrywanego problemu osobowego. Czy tym osobistym problemem był jego dawny przyjaciel z boiska Grzegorz, na którym dokonano rytualnego uboju pozwalając jeszcze na wypowiedzenie ostatniego słowa? Nie sądzę, to raczej dziecięce pragnienie posiadania wymarzonej zabawki sterowanej drogą radiową, która posłusznie wykonuje zaplanowane ruchy.

 

Nie mam żadnej sympatii do Grzegorza, ale tak po ludzku to żal było patrzeć jak ten, który ponoć „nigdy nie przebacza błaga” sam błaga o litość dla siebie.  Kamery TV pokazywały szefa przedsiębiorstwa prywatnego, który z nikłym uśmiechem na ustach przyglądał się egzekucji.

Idea prywatnego przedsiębiorstwa jest dobra. Któż bowiem może lepiej dbać o własność niż sam właściciel? Taką naiwną wiarę mieliśmy w czasach PRL-u licząc, że wraz pojawieniem się prywatnej własności na szeroką skalę jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zacznie zmieniać się na lepsze. Ale okazało się w dość krótkim czasie, że te prywatne przedsiębiorstwa nie różnią się znacznie od tych, gdzie o wszystkim decydował nie dyrektor ekonomista a tłumok pełniący rolę pierwszego sekretarza podstawowej organizacji partyjnej. Takim prywatnym właścicielom wydawało się, że oto są panami życia i śmierci swoich najemników i traktowali ich gorzej niż brygadzista na budowie swoją betoniarkę. Takim byznesmenom wydawało się, że przysługuje im – jako dziedzicowi na włościach – prawo do pierwszej nocy oraz bezwzględna akceptacja błyskotliwości ich dowcipu nawet wtedy gdy są to powtarzalne gnioty. Ileż to było takich „błyskotliwych” właścicieli prywatnych, których przysypał kurz historii w archiwach urzędów skarbowych i nikt dziś o nich nie pamięta?

Wczoraj na jednym z wiodących portali informacyjnych na pierwszym miejscu była informacja o tym jak to premier i właściciel swoje partii odpowiedział żartobliwie liderowi partii opozycyjnej a sala wybuchła śmiechem. A co mi tam, zajrzę do środka, zobaczę z czego mogą i powinni się śmiać pracownicy w jego partii. Ale to co przeczytałem to nawet nie leżało obok dowcipu. Nie znajdziesz tam błyskotliwej iskierki inteligencji, nie znajdziesz tam nieoczekiwanej pointy. Zero. Null. Kaczor jezd gupi. Rechot.

Możliwie jak najdalej od przedziału 3 sigma

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka