Marek Powichrowski Marek Powichrowski
457
BLOG

Miłosierdzie dla zarazy czyli czy diabeł może być zbawiony?

Marek Powichrowski Marek Powichrowski Polityka Obserwuj notkę 9

Aby zrozumieć świat wokół nas często trzeba sięgnąć do metody „out of box”, wyjść z siebie i spojrzeć na to wszystko z zewnątrz, z zupełnie innej perspektywy, a nawet czyimś innym spojrzeniem odległym zarówno w czasie jak i w przestrzeni. Przecież my ludzie jesteśmy w sumie do siebie podobni jak dwie krople wody. Czasy mijają, mijają tysiąclecia a człowiek wciąż zmaga się z podobnymi sytuacjami i reaguje emocjonalnie zupełnie podobnie w czasach piramid egipskich i w czasach „ajfonów”. Tak na dobrą sprawę to wszystko już się kiedyś wydarzyło. Teraz tylko trzeba odgrzebać to, dojść do źródeł i zobaczyć jak się to wszystko zakończyło. To przekonanie opieram na wynikach prac archeologów w Egipcie. Otóż znaleźli oni  w czasie wykopalisk gliniane tabliczki będące czymś na kształt pamiętnika zapisanego przez jednego z mieszkańców tych ziem przed tysiącami lat. Egipcjanin ów zapisywał w nim swoje emocje związane z codziennym życiem. Opisał między innymi przypadek gdy sąsiad poprosił go o pomoc w jakichś pracach lecz ów odmówił mu zarzucając przy tym, że gdy tamten miał gąsiorek dobrego wina to zaprosił na jego konsumpcję innego sąsiada a nie jego. Coś się zmieniło w człowieku od tamtych czasów?

Przesuńmy się znacznie w czasie i przestrzeni ale nadal będziemy daleko od tu i teraz. Przeskoczymy w czasie do Anglii pierwszej połowy XX wieku, w której żył Cyril Northcote Parkinson, twórca słynnego prawa Parkinsona. Treść można jego prawa można ująć w prostym zdaniu iż im mniej okrętów było pod dowództwem Admiralicji JKM tym więcej potrzeba było urzędników do ich obsługi. Ale ja czytając jego książkę znalazłem coś o wiele interesującego. Otóż Parkinson badał dzieje rządów JKM i znalazł zastanawiającą rzecz. Otóż ilekroć było oficjalne gremiów powołane do sprawowania swojej władzy to zawsze powstawało w jego najbliższym otoczeniu inne nieformalne - i nieznane szerokiej publice - gremium i to ono podejmowało decyzje a to oficjalne tylko te decyzje zatwierdzało. Z biegiem czasu to nieoficjalne stawało się oficjalnym i ponownie wokół niego tworzył się nieformalny krąg decyzyjny. Był to  jeden z przejawów nieformalnej zmowy politycznej, kierowania powozem z tylnego siedzenia, o której nie wiedział płatnik podatków a kto wie czy miała o tym wiedzę i sama monarchini.

Przenieśmy się teraz do Stanów Zjednoczonych roku 2008. FBI aresztuje Berdnarda Madoffa twórcę największej finansowej zmowy wszechczasów. Przekręt o niewyobrażalnej skali był możliwy dzięki zmowie wielu ludzi, którzy ukrywali prawdziwe oblicza jego działania. Wszystko działo się na giełdzie, która dla Amerykanów jest symbolem wolnego rynku. Zmowa na giełdzie traktowana jest jako jedno z najcięższych przestępstw bo bezpośrednio uderza po kieszeniach tych, którzy spodziewają się, że działa ona zgodnie z prawami wolnego rynku. Społeczeństwo musi znaleźć metody i środki do walki ze zmowami. Zmowa jest jednym z największych zagrożeń dla wolnego społeczeństwa a szczególnie wtedy gdy dzieje się to na szczytach gremiów decyzyjnych, mających dostęp do realnej władzy. W ten sposób tworzą się nieformalne Grupy Trzymające Władzę, o których nie ma pojęcia obywatel demokratycznego państwa. Amerykanie byli bezlitośni. Madoff w ciągu roku od aresztowania został skazany na 150 lat więzienia a z niego będzie mógł wyjść dopiero po odbębnieniu 85% kary i to tylko przy dobrym zachowaniu. Jak by nie liczyć, to nie dożyje tej chwili. Przy okazji, co tam u nas w aferze złota i bursztynu?

Taki przydługi wstęp dotyczy tematu, który chciałbym poruszyć czyli zmowy w naszych realiach. Nie czytałem książki o resortowych dzieciach i być może nie sięgnę po nią wcale. Nie sięgnę po nią dlatego, że już wcześniej wiedziałem o takich przypadkach. Uważam, że książka ta powinna trafić do tych, dla których czas komuny i ludzie, którzy doprowadzili Polskę na krawędź przepaści gospodarczej jest tak samo odległy jak czasy Piasta Kołodzieja. Dzięki „grubej kresce” ci ludzie nie stracili wpływu na państwo a spowodowali, że kolejne ich pokolenie decyduje o jego losach. Mało tego, poprzez niewiedzę pokolenia po roku 1989 kreują się na obrońców demokracji co jest absolutnym skandalem.

Mogłoby się wydawać, że zmowy nie można wytropić. Ci którzy ją zawarli bardzo często posługują się chwytem o spiskowej teorii dziejów aby obśmianiem ukryć jej istnienie. Ale wystarczy poczytać sobie – na przykład - cieniutką książkę Parkinsona aby się przekonać, że zmowa towarzyszy dziejom ludzkim od dawien dawna. Na szczęście rozpoznanie jej jest jednak możliwe choć pracochłonne. Wymaga to badań takich jak w książce o resortowych dzieciach. Wystarczy przebadać możliwie jak największą populację ludzi aktualnie należących do struktur władzy: od politycznej poprzez medialną do sądowniczej i edukacyjnej (tak, władzy edukacyjnej, bo to ona nakreśla sposób kształcenia młodego pokolenia). Pojęciami ze statystyki, które będą pomocne przy ocenie czy zachodzi zmowa czy nie jest korelacja oraz krzywa rozkładu normalnego (Gaussa). Korelacja zawiera się w przedziale liczb od -1 do 1. Korelacja ujemna mówi nam, że wzrostowi jednej cechy towarzyszy malenie drugiej cechy, dodatnia korelacja mówi, że jedna cecha i druga cecha zachowują się tak samo. Załóżmy, że chcemy zbadać korelację pomiędzy tym gdzie w PRL pracowali rodzice resortowi a tym gdzie na szczytach społecznej drabiny pracują ich resortowe dzieci. Aby stwierdzić, że zachodzi korelacja co do obsady stanowisk wystarczy stwierdzić dwa fakty, raz że korelacja jest dodatnia (nowe stanowiska do obsady byłyby zajmowane przez resortowe dzieci), dwa że siła korelacji jest większa od 0.6 czyli jeżeli stwierdzimy, że co najmniej 60% stanowisk ważnych społecznie zajmują resortowe dzieci. Ale to jest warunek konieczny ale nie dostateczny co do stwierdzenia zmowy. Aby mieć całkowitą pewność, że zachodzi zmowa trzeba byłoby zobaczyć jak ta grupa reaguje na zdarzenia z rzeczywistości. Aby stwierdzić, że jakieś zjawisko zachodzi w sposób „normalny” należy przebadać rozkład tej cechy w badanej populacji. Na przykład wzrost. Okaże się, że dla odpowiednio dużej badanej populacji wyniki zaczną się układać w krzywą zwaną krzywą rozkładu normalnego. W tym rozkładzie na jego obu krańcach (z niewielką liczbą wystąpień) będą albo bardzo niscy osobnicy albo bardzo wysocy, ale dominować będzie wzrost niewiele odbiegający od średniej. Tak każdy z nas intuicyjnie rozumiałby normalność. I teraz na przykład w populacji resortowej badaniu poddajmy cechę opisaną jako stosunek do prezydentury Lecha Kaczyńskiego. W każdej normalnej populacji statystycznej obie skrajności absolutna akceptacja jak i absolutna negacja jako poglądy skrajne nie powinny dominować. Powinny być mniejszością. Powinien decydować głos uśredniony i pozbawiony emocji. Czy w tym wypadku zachodzi takie rozproszenie stanowisk w tej sprawie? Z prawie 100% pewnością (korelacja równa 1) możemy stwierdzić, że wszystkie resortowe dzieci mówią tym samym głosem. Jeżeli zatem dodatkowo stwierdzilibyśmy dodatnią korelację o wartości powyżej 60% to  połączeniu z tym faktem moglibyśmy mówić o zmowie resortowych dzieci.

Obywatel powinien mieć szeroką wiedzę na temat tych, którzy grzebią w delikatnej tkance świadomości społeczeństwa. Nie czytałem książki o resortowych dzieciach natomiast przysłuchiwałem się dyskusji, która regularnie osiągała szczyty strony głównej salonu24. Redaktor Jankowska miała pretensje do niewłaściwego smaku sosu, z którym podane zostało danie główne książki. Dla mnie tym daniem głównym jest właśnie zmowa grupy ludzi o takiej samej proweniencji. Pretensje o smak sosu podczas gdy cały przepis na danie główne śmierdzi na odległość to doprawy kuriozum. Ludzie, którzy są wymienieni w tej książce są pozbawieni jakichkolwiek skrupułów w obsmarowywaniu innych. Żakowski biadoli, że jego wizerunek został wykorzystany na okładce książki, ale nie słyszałem aby oburzał się gdy ludzie z jego kręgu robili to samo ze swoimi przeciwnikami politycznymi. O nim samym nigdy bym nie powiedział, że zwykła dziennikarska rzetelność jest jego dobrą sąsiadką.

Nie będę się spierał o smak sosu. Uważam, że przystawienie temu towarzystwu lustra przed nimi i pokazanie im ich własnego odbicia jest warte poznania. Opisanie ich losów językiem przez nich nagminnie stosowanym jest dodatkowym efektem wzmacniającym. Jak Kuba wojewódzki Bogu tak i Bóg Kubie. No dobrze, ktoś mógłby powiedzieć: czy nie ma przebaczenia, miłosierdzia? Miłosierdzie jest czymś wspaniałym. Ale aby go dostąpić trzeba wykonać jakiś minimalny gest, że się go pragnie. Trzeba w pokorze uznać swoją lichą postawę i wykonać przynajmniej jakiś drobny akt skruchy za swoje niegodziwości. Było coś takiego?

 

Możliwie jak najdalej od przedziału 3 sigma

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka