Jako że lubię paradoksy i zmiany myślenia – przyszło mi dziś do głowy, że Jarosław Kaczyński mógłby być lepszym prezydentem od Lecha Kaczyńskiego.
Niech nikt nie wpada teraz w konsternację, że Marek zmienił poglądy i stał się zwolennikiem dzielnego Jarosława, słoneczka naszego umiłowanego. Nic z tego kochani. Dalej go nie lubię i nie będę na niego głosował. Wolę nawet tę miernotę Napieralskiego albo drewnianego Pawlaka (choć oglądanie go jako premiera było nieznośne).
Co było słabością Lecha Kaczyńskiego? To, że był tym „młodszym” bratem. Słynne zdanie „Melduję panie prezesie: Zadanie wykonane” dokładnie wskazywało kto jest kim w tym tandemie. Prezydentura Lecha była szara i bezbarwna w czasach rządów PiSu. Podpisywał taśmowo przedkładane mu ustawy. Nie wiem czy czytał. Ich treść i tak nie miała znaczenia. Skoro wyszły „spod pióra” Jarosława to Lech i tak nie odważyłby się ich kwestionować. Sytuacja zmieniła się gdy po wygranych wyborach rządzenie przejęła PO. Wtedy Lech piastujący urząd Prezydenta stał się głównym PiSowskim recenzentem, a czasem i blokerem w POwskim rządzeniu. Tyle, że jako polityk w pewnym sensie niesamodzielny (bo Jarosław jest szefem PiSu) wszystkie swoje decyzje uzgadniał z szefem.
Gdyby Jarosław został prezydentem to w porównaniu z prezydenturą Lecha byłby jeden istotny plus. Jarosław wszystkie decyzje mógłby podejmować sam. Nie musiałby z nikim ich konsultować czy uzgadniać. Bo niby z kim miałby je uzgadniać? Z Kurskim?:) Z Kuchcińskim? :) A może z Cymańskim? :) A co to za pożytek, że mógłby decyzje podejmować sam? Polityk, który podejmuje decyzje samodzielnie ma większą świadomość swojej odpowiedzialności i konsekwencji swoich decyzji. Więcej myśli o Polsce niż o interesikach partyjnych. Odpowiada przed Bogiem i historią, a nie przed „starszym” bratem. Na nikogo się nie ogląda. Suflera nie szuka. I winy za głupie decyzje na innych nie zrzuca.
Mam nadzieję, że tego scenariusza nie przerobimy, bo wierzę, że Jarosław przegra wybory, ale kto wie…
Komentarze
Pokaż komentarze (12)