Napiszę parę słów trochę wbrew sobie, wbrew temu co kiedyś pisałem o ŁuKaszance i wbrew swoim demokratycznym przekonaniom. Wiadomo kim jest ŁuKaszanka. Jest małym, kuriozalnym, wschodnim satrapą, pazernym na władzę z (wciąż) dużymi ambicjami. Bardzo sprytnie utrzymującym się przez 20 lat u władzy. Politycznie wciąż lawirujący między Wschodem i Zachodem. Opresyjny dla przeciwników, ale na szczęście nie krwawy. Wielokrotnie po konfliktach z białoruską Polonią i białoruskimi dysydentami pisałem w przeszłości, że ŁuKaszanka to satrapa i że nie ma miejsca na satrapów w Europie.
Ale teraz z perspektywy świata, który w ostatnich miesiącach bardzo nam się pozmieniał – moim zdaniem w interesie Polski jest to by satrapa jak najdłużej utrzymał się u władzy, bo każda zmiana rządów na Białorusi na bardziej proeuropejskie najprawdopodobniej zmiotłaby Białoruś z mapy świata. Putler z pewnością nie zdzierżyłby jakiegokolwiek dryfu Białorusi na Zachód. A biorąc pod uwagę mentalność mieszkańców Białorusi, brak świadomości narodowej, brak budowania odrębności językowej, brak dobrej polityki historycznej trudno uwierzyć by mieszkańcy Białorusi jakoś zdecydowanie opierali się Putlerowi. Powiem krótko - to nie są takie zakapiory jak Ukraińcy.
Bogu dzięki Białorusini cenią swojego batiuszkę i w większości wcale nie są zainteresowani zmianą polityczną w swoim kraju. Zatem na szczęście Putler na razie nie ma czego szukać na Białorusi. Paradoksalnie im dłużej ŁuKaszanka u władzy tym dłużej „żywie Biełaruś”. A istnienie niepodległej Białorusi jest jednym z ważnych priorytetów polskiej polityki zagranicznej.
Co to oznacza dla polskich i europejskich władz? Daleki byłbym od proponowania „miziania” się politycznego z ŁuKaszanką. Nie ma co się obnosić z kontaktami z ŁuKaszanką bo naprawdę nie ma czym się chwalić. Natomiast należy być ostrożnym z podważaniem władzy ŁuKaszanki i byłbym też ostrożny z kontunuowaniem ostracyzmu politycznego wobec władz Białorusi. Istnieją różne formy kontaktów międzynarodowych i warto rozważyć możliwość rewizji dotychczasowego bardzo krytycznego podejścia do władz Białorusi na rzecz nieco bardziej pragmatycznego.
Amerykanie zwykli mówić „może to i sukinsyn, ale to nasz sukinsyn”. Nie da się czegoś takiego powiedzieć o ŁuKaszance, bo ŁuKaszanka nie jest naszym sukinsynem. Ale lepszy silący się na niezależność satrapa niż moskiewski namiestnik w Mińsku.
Komentarze
Pokaż komentarze (7)