We wtorek Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zatrzymał przewodniczącego rady dyrektorów i głównego akcjonariusza wielobranżowego holdingu AFK Sistema Władimira Jewtuszenkowa w ramach śledztwa w sprawie kradzieży i legalizacji akcji przedsiębiorstw sektora paliwowo-energetycznego Baszkortostanu.
Kłopoty Władimira Jewtuszenkowa przypominają sprawę Michaiła Chodorkowskiego. W obu przypadkach chodzi o bajecznie bogatych oligarchów i wielkie naftowe koncerny. W obu przypadkach na zniszczeniu biznesmenów korzysta Rosnieft i jego szefIgor Sieczin, uważany za jednego z najbliższych współpracowników Władimira Putina.
O ile w pełni zrozumiała była sprawa Chodorkowskiego, który miał czelność rywalizować z Władimirem Putlerem i sponsorować opozycję, o tyle atak na Jewtuszenkowa jest już nieco zaskakujący, bo dotyczy kremlowskiego oligarchy lojalnego wobec moskiewskich władz.
Okazuje się, że nie wystarczy być lojalnym. Nie wystarczy nie mieć politycznych ambicji. Trzeba jeszcze być wystarczająco blisko cara, żeby osiągać przewagę w kremlowskich intrygach i nie dać się „wykolegować” przez innych oligarchów za pomocą usłużnych sędziów i prokuratorów.
Jakoś nie dziwię się ukraińskim oligarchom, że zupełnie nie spieszy im się pod skrzydła Kremla. Że prędzej oddadzą darmo swoje biznesy i przeniosą do Szwajcarii niż zaryzykują bycie poddanymi Putlera.
Komentarze
Pokaż komentarze (47)