Podczas krakowskiego wiecu wyborczego na prezydenta czekali zarówno jego zwolennicy, jak i przeciwnicy, którzy gwizdami i krzykami próbowali zagłuszyć jego przemówienie.
"Nas nikt nie zakrzyczy, bo my mamy rację, racja jest po naszej stronie, bo większość Polski chce zgody i bezpieczeństwa". - Możecie sobie krzyczeć, ile chcecie, a Polska będzie szła tą samą drogą modernizacji, zgody, współpracy i budowania bezpieczeństwa - podkreślił Komorowski.
- Cieszę się, że możemy się spotkać po to, aby powiedzieć sobie, patrząc prosto w oczy, że Polska to jest wielka rodzina. A w rodzinie jak w rodzinie. Bywa taki, co przyjdzie na święta napity, bywa i tak, że przyjdzie z nieumytymi nogami albo rękami, w kaloszach wejdzie na cudze święto. Tak się zdarza, ale trzeba się kochać w rodzinie, trzeba w rodzinie zawsze zgody, nawet z takimi przedstawicielami takiej rodziny - mówił Komorowski.
W zasadzie to może i dobrze, że PiSowskie chamstwo przylazło na wiec, bo ospała kampania stała się mniej ospała, a nieco drzemiący Komorowski wreszcie wziął się do walki o prezydenturę. Gdyby przyszli na ten wiec sami zwolennicy to być może by odklepał to co było do odklepania i nikt by nawet tego wiecu nie zauważył, a tak Komorowski parę dowcipów palnął, swoje hasło wyborcze łatwo w mediach nagłośnił, szpilę PiSowskiemu gówniarstwu wsadził, zapunktował u zwolenników i pokazał, że nie da się łatwo zastraszyć. Mógł jeszcze parę kilo zrzucić przed kampanią, efekt byłby lepszy… :)
Komentarze
Pokaż komentarze (27)