BICO BICO
30
BLOG

ja

BICO BICO Społeczeństwo Obserwuj notkę 1

HITLER TEŻ CZYTAŁ MONTESKIUSZA!



Gdyby państwo sędziowie zechcieli zajrzeć do „Ducha praw” głównego dzieła napisanego przez Monteskiusza, to zapewne by się dowiedziali, że Monteskiusz [socjolog i pisarz], oprócz trójpodziału władzy, rozumianej jako odrębne od siebie [ODRĘBNE A NIE RÓWNORZĘDNE bo tak stanowi art. 173 Konstytucji], opowiadał się także i to zdecydowanie za tym, by sędziowie byli wybierani i to jedynie na pewien okres, aby nie mogli stale pełnić swoich funkcji, bo to prowadzi do degeneracji. Pragnę zauważyć, że w państwie prawa przestępcą jest ten, kto popełnił przestępstwo. To znaczy, że każdy który zabił jest zabójcą, kto ukradł jest złodziejem, który zamordował jest mordercą, kto oszukał jest oszustem. W Polsce niestety tak nie jest. W Polsce o tym kto jest mordercą, złodziejem, zabójcą czy oszustem, nie decydują materialne dowody, decyduje wyniesiony do godności sędziego urzędnik państwowy. Mnie to przypomina niesławnego marszałka Rzeszy, Hermanna Goeringa [syna sędziego], który zwykł był mawiać, "ja decyduję kto jest Żydem". Także Fryderyk II, król Prus, nazywany Wielkim, który mawiał, że poddani mają "stulić pyski", i nie powinni o nic pytać, a tym bardziej krytykować. Niestety, mamy w Polsce ich pilnych naśladowców, szczególnie wśród sędziów. Ci „niezawiśli, będący nieskazitelnego charakteru sędziowie”, których łączenie pracy urzędniczej w ministerstwie sprawiedliwości z wymierzaniem sprawiedliwości w sądach, jest niedopuszczalne, i rażąco sprzeczne z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, i narusza konstytucję. [sygn. akt K 45 /07/] Jest przede wszystkim rażącym pogwałceniem ustanowionych w 1993 roku, kryteriów kopenhaskich, stanowiących, że członkami Unii Europejskiej, zostaną tylko te państwa, które spełnią wszystkie warunki akcesyjne. Jednym z nich był właśnie kategoryczny zakaz prowadzenia przez sędziów, jakiejkolwiek działalności politycznej i gospodarczej, oraz pełnienia funkcji administracyjnych. Trzeba zauważyć, że przystępując 1 maja 2004 r., do Unii Europejskiej, Polska, jako jedyna z dziesięciu nie spełniała warunków akcesyjnych, i to jedynie w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości właśnie. W każdym z sześciu raportów Komisji Europejskiej poczynając od pierwszego z 1998 r, Unia Europejska, szczególnie zaniepokojona była, słabością polskiego sądownictwa, któremu zdaniem Komisji Europejskiej, daleko do Europy, ponieważ zaufanie do jego wydajności i uczciwości jest niskie, a powszechne postrzegane jego skorumpowania wysokie. Unia Europejska rozważała nawet zastosowanie wobec Polski klauzuli ochronnej w zakresie wymiaru sprawiedliwości. Polegałoby to na nieuznawaniu wyroków wydawanych przez polskie sądy. Prawo do wydawania sądów o polskich sądach, powinni mieć wyłącznie ci, którzy znają polskie sądy, nie tylko od strony elewacji

Europa zagrożeniem dla łowisk?

Przywiązanie do tradycyjnej — choć modernizowanej za pomocą nowych technologii i floty — gospodarki miało wpływ na stosunek Grenlandczyków do integracji europejskiej. W 1953 r. wyspa, ciesząca się wcześniej oficjalnym statusem kolonii, została włączona do Danii, a niecałe dwie dekady później, w 1972 r., jej mieszkańcy jako duńscy obywatele wzięli udział w referendum na temat członkostwa w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej (EWG). 70 proc. Grenlandczyków opowiedziało się przeciw dołączeniu do prekursorki dzisiejszej UE, którą postrzegano jako zagrożenie dla dalszego swobodnego korzystania z naturalnych zasobów grenlandzkiego wybrzeża. Historia Grenlandii to nie tylko fascynująca opowieść o lodzie i śniegu, ale również długa droga ku niepodległości. Nieco ponad 56 tysięcy mieszkańców tej największej wyspy świata przez wieki stawiali czoła różnym formom dominacji, a ich losy ściśle wiązały się z Danią. Już w X wieku Wikingowie przybyli na te ziemie, lecz prawdziwy zgiełk rozpoczął się w XVIII wieku, kiedy Dania postanowiła zainwestować w kolonizację Grenlandii, oferując tzw. „czyste powietrze”. Po wielu zawirowaniach w 1953 roku Grenlandia stała się częścią Królestwa Danii, co niekoniecznie spotkało się z przychylnością lokalnej ludności. Z kolei w 1973 roku Grenlandia postanowiła dołączyć do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, a mieszkańcy zareagowali jak na zaproszenie do jednego z najbardziej ekskluzywnych klubów przyjaciół: „Hej, Bruksela, a kto pytał nas o zdanie?” Ta sytuacja, w której nie mieli wyboru, doprowadziła do nasilenia niechęci wobec unijnych struktur. Zaledwie 12 lat później, po długich negocjacjach i skutecznym użyciu przysłowiowego „czerwonego dzwonka”, Grenlandczycy zdecydowali się na rozwód z UE. Powody ich niezadowolenia były oczywiste – chodziło o ryby i czujne oko Brukseli skierowane na bogate łowiska„

W naszej historii podejmowano już tyle wysiłków, przez rozmaite siły zewnętrzne i służącą im część wewnętrznych elit w Polsce, żeby polskość zlikwidować, stłumić, sprowadzić do śmieszności. Wszystkie te wysiłki nie przyniosły jednak rezultatu” – powiedział prof. Andrzej Nowak w rozmowie z portalem wPolityce.pl. wPolityce.pl: Panie profesorze, Okrągły Stół opuścił Pałac Prezydencki i trafi do Muzeum Historii Polski. Proces ten zapoczątkował prezydent Andrzej Duda, a dokończył prezydent Karol Nawrocki. Głowa państwa usłyszała już sporo komentarzy na swój temat w związku z tą decyzją. Jak Pan ją ocenia?

Prof. Andrzej Nowak: Myślę, że te komentarze można ocenić tylko w kategoriach histerii lub świadomej złośliwości politycznej. A to z tego powodu, że ten historyczny mebel, bardzo ważna pamiątka pewnego rozdziału naszej historii, ma swoje naturalne miejsce tam, dokąd zostanie przeniesiona, czyli w Muzeum Historii Polski. To jest bardzo ważny eksponat w ramach muzealnej wystawy poświęconej historii naszego narodu. Obecność tego typu obiektów poza muzeum można uzasadnić tylko wtedy, gdy traktujemy je jako obiekt kultu, a nie właśnie muzealny. Myślę, że religijny kult Okrągłego Stołu jest zjawiskiem niepoważnym i takie zjawisko nie powinni mieć miejsca. Nie wierzę zresztą w to, by ktokolwiek modlił się do Okrągłego Stołu czy traktował go jako świętą relikwię. A zatem skoro nie jest to święta relikwia, to ta ważna pamiątka naszej historii musi się znaleźć tam, gdzie jest jej miejsce, czyli w Muzeum Historii Polski. O ile mi jednak wiadomo, pan prezydent Nawrocki żadnych złośliwych komentarzy czy uwag, w odniesieniu do znaczenia tego mebla, nie tworzył. Tylko wrogowie pana prezydenta tworzą nadinterpretacje i złośliwe komentarze na temat przeniesienia tego mebla do Muzeum Historii Polski. Wrogów prezydentowi Nawrockiemu, co oczywiste, nie brakuje. Nie jemu jednemu zresztą. Dotyczy to wszystkich najważniejszych polityków w kraju.

– Wydaje mi się, że tych wrogów pana prezydenta i na tym polega ich złość, ich wściekłość, jest właśnie niespecjalnie dużo. To wyraźna mniejszość. Zwróćmy uwagę, że we wszystkich sondażach komentujących najważniejsze decyzje pana prezydenta ma on zawsze większą, a czasem znacznie większą liczbę zwolenników od tych, którzy jednoznacznie go krytykują. Można te sondaże zweryfikować empirycznie – porównać ilu jest zwolenników Karola Nawrockiego, ilu przeciwników, a ile osób nie ma wyrobionego zdania. Bo i takie badania istnieją. I myślę, że furia tych, którzy są wrogami ustroju Polski, wrogami niepodległości Polski i wrogami tego najwyższego urzędu, który jest fundamentem ustrojowym Polski i zarazem odpowiada za jej niepodległość, czyli prezydenta Polski, bierze się właśnie stąd, że nie mogą przełamać tej sympatii, tej siły, ośmielę się powiedzieć nawet, że charyzmy, którą pan prezydent Nawrocki skupił wokół siebie większość naszego narodu, większość polskiego społeczeństwa. Stąd właśnie bierze się ta histeria i wulgarny charakter ataków. Zaczynają przypominać przemysł pogardy i nienawiści, który Donald Tusk, budował od momentu, gdy przegrał wybory prezydenckie w roku 2005. Najpierw przeciwko świętej pamięci prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, używając do tego właśnie celu taranu nienawiści, pogardy plugawych oszczerstw pana Palikota. Potem ta sama nienawiść została uruchomiona przeciwko panu doktorowi Andrzejowi Dudzie, gdy to on wygrał wybory, a nie strażnik żyrandola dla Donalda Tuska, czyli pan Bronisław Komorowski. Dziś znów miał być nie ten prezydent, tylko długopis Donalda Tuska w Pałacu Prezydenckim. Cóż, nie udało się. Dlatego wznowiono te najpodlejsze mechanizmy przemysłu pogardy. Prezydent Andrzej Duda też cieszył się dużym poparciem po rozpoczęciu prezydentury. Potem jednak udało się mocno spolaryzować społeczeństwo. Czy ten schemat się powtórzy?

– Na to liczą ci, którzy organizują przemysł pogardy na zlecenie Donalda Tuska, ale myślę, że się przeliczą, bo są wyraźne różnice w sytuacji politycznej, jak również w osobowości obu prezydentów. Rzeczywiście pan Prezydent Andrzej Duda był no kandydatem jednej partii, czyli Prawa i Sprawiedliwości i w dużym stopniu udało się podtrzymać jego przeciwnikom tę narrację o „partyjnym prezydencie”. Z czym absolutnie się nie zgadzam. Były łatwiejsze warunki do stworzenia tego rodzaju sugestii, tego wyśmiewani. Przepraszam, że przypomnę „Adriana” – próbę ośmieszenia prezydenta, jako siedzącego w przedpokoju prezesa Kaczyńskiego. Było to kompletnie nieprawdziwe, ale udało się taką czarną legendę stworzyć. Natomiast w odniesieniu do prezydenta Karola Nawrockiego jest to po prostu niemożliwe. Od początku pan Karol Nawrocki był kandydatem obywatelskim. A mówię to jako ktoś, kto uczestniczył w komitecie obywatelskim wspierającym od pierwszego dnia kampanii tę kandydaturę. Również obecny stan sceny politycznej w Polsce jest taki, że na pewno nie można mówić o podległości czy o jakichkolwiek zamachach na niezależność pana prezydenta Nawrockiego ze strony jednej partii. Wszystko jedno, czy będzie to Prawo i Sprawiedliwość, czy Konfederacja. Pan prezydent jest w oczywisty sposób prezydentem ponadpartyjnym i cały wysiłek tej kampanii nienawiści będzie sprowadzał się do, już mówiąc wprost, zamachu na demokrację w Polsce. Bowiem projekt tej nowej fali przemysłu pogardy, uruchomionego przez Donalda Tuska po raz trzeci, polega na tym, żeby stwierdzić, że wszystkie partie, które nie są Platformą Obywatelską i jej partiami satelickimi, marionetkowymi, dokładnie tak, jak było w czasach PZPR, PSL i SD, a dzisiaj tę rolę odgrywają Lewica pana marszałka Czarzastego i pozostałości Polski 2050, a Koalicja Obywatelska jako przewodnia siła PZPR nadaje kierunek. Wszyscy ci, którzy są poza tym systemem są faszystami. I tak wygląda dzisiejsza narracja. Chcą wmówić Polakom, że prezydent Karol Nawrocki jest po prostu liderem faszystów i nie można głosować na nikogo, kto nie reprezentuje Frontu Jedności Narodu od Donalda Tuska do marszałka Czarzastego. Takie jest niestety spektrum tej „wolności”, którą oferuje się obywatelom Polski. Dlaczego nazywam to zamachem na demokrację? Bo we wszystkich sondażach, które są dokonywane w ostatnich miesiącach widać, że ów Front Jedności Narodu może liczyć najwyżej na trzydzieści kilka procent głosów. Czyli 2/3 obywateli Polski miałoby zostać unieważnionych, potraktowanych jako ci, którzy, ponieważ nie mają racji, nie powinni mieć głosu, bo nie chcą głosować na Donalda Tuska. Nazywam to szczytem arogancji, ale i zamachem i to bardzo poważnym zamachem na podstawę demokracji, na suwerenność narodu. Obiektem ataków stał się też prof. Sławomir Cenckiewicz. Należy łączyć to z faktem, że współpracuje z prezydentem Nawrockim?

– Nie sposób nie łączyć tych rzeczy i nie sposób ich nie zauważać. Powinno się nie tylko zauważać, ale krzyczeć, wołać w tej sprawie, ponieważ przekroczono tutaj wszelkie standardy, których nie naruszano nawet w czasie dwóch poprzednich kampanii pogardy i nienawiści. Zwracam uwagę, że w sprawie pana profesora Cenckiewicza, który jest szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego i w związku z tym w oczywisty sposób trzeba go łączyć z prezydentem, a zatem ataki na profesora Cenckiewicza są atakami na prezydenta. W tych atakach złamano zasadę tajemnicy lekarskiej. Nie ma inne możliwości, jak poprzez akcje służb specjalnych zaangażowanych poprzednio niezwykle głęboko we współpracę z FSB. Co też pan profesor Cenckiewicz w swoich publikacjach ujawniał. To zemsta ludzi, którzy występowali w czapce z Aurorą na otoku, podpisywali umowę o współpracy z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Władimira Putina, a dzisiaj występują jako obrońcy Polski przed zagrożeniem, jakie tworzy dla niej rzekomo właśnie ośrodek prezydencki, tak jakby to właśnie ośrodek prezydencki współpracował z Putinem. To odwrócenie znaczeń i łamanie wszelkich standardów. Przypomnę, że te działania potępiła Naczelna Izba Lekarska, która z pewnością nie jest przedłużeniem PiS, Konfederacji czy jakiejkolwiek formacji politycznej. Nawet czytelnicy „Gazety Wyborczej”, której osławiony dziennikarz, już będący symbolem pewnej nikczemności, opublikował ten łamiący wszelkie standardy tekst. Czytelnicy „Gazety Wyborczej” zareagowali w dużej części oburzeniem, bo jednak przekroczono granice. To łamania standardów można pokazać też na dziesiątkach innych przykładów. To chociażby sposób traktowania pań urzędniczek Ministerstwa Sprawiedliwości, które były traktowane po prostu jak w stalinowskim więzieniu. Do tego dochodzi kwestia przesłuchania pani Barbary – dyrektor gabinetu prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To tylko przykłady tych działań, które w normalnym państwie prawa spowodowałyby natychmiastowe wszczęcie działań procesowych. To szokujące zjawiska, które nie miały miejsce w Polsce od czasów stalinowskich. I podkreślam to z całą powagą tych słów. Rzeczywistość polskiej polityki charakteryzuje się m.in. powszechnym używaniem czy nadużywaniem poważnych słów. Obecna władza oskarżana jest przez różne środowiska o „antypolonizm”. Czy to jednak nie przesada, by mówić tak po prostu o innej wizji Polski?

– Skoro mówi pan o innej wizji, to na pewno inną wizję miał kanclerz Bismarck, kiedy wprowadzał Kultur Kampf w odniesieniu między innymi do ludności polskiej w II Rzeszy. On też miał po prostu inną wizję postępu cywilizowania ludzi, dla których polskość była w jego oczach obciążeniem. Ubolewam nad tym, mówię to z pełną powagą, bez ironii, że niemała część Polaków, a mowa tu o co najmniej kilkunastu procentach obywateli naszego państwa, podziela pogląd, że najlepszym sposobem na pewnego rodzaju awans, na rozwój, jest pozbycie się polskości, a sama polskość jest pewnym obciążeniem, nienormalnością. Tak jak, to określił Donald Tusk w swoim już dość znanym eseju. I choć można bronić tego stwierdzenia mówiąc, że było ono obudowane pewnymi zastrzeżeniami. To w polityce, którą realizuje dzisiaj premier Donald Tusk i jego ministrowie widać codzienny wielki wysiłek, żeby to hasło – „polskość to nienormalność” – zrealizować w takim sensie, aby pozbyć się tej nienormalności, ograniczyć ją do minimum, a ostatecznie zlikwidować ją. Używając pewnej frazy z komedii z czasów PRL-u: Żeby w Polaku było jak najmniej Polaka. Temu służą przecież zmiany programowe, które wprowadzała pani minister Nowacka. Temu miała służyć reforma prawa o systemie oświatowym w Polsce. Na szczęście zawetowana przez prezydenta. Tam istotą rzeczy było zlikwidowanie obligatoryjności podstawy programowej. Nie byłoby więc już żadnego kanonu polskiego. Nie byłoby żadnego obowiązku, by polskiej szkole przerabiana była twórczość Mickiewicza, Reymonta, Żeromskiego czy Leśmiana. Na tego rodzaju przykładach, bardziej niż na kryminalnych, o których mówiliśmy poprzednio, można zobaczyć codzienną pracę tego rządu, by wyemancypować, celowo używam tego modnego dzisiaj słowo, wyemancypować mieszkańców Polski z polskości. I zrobić to w imię wyzwolenia czy postępu. Ubolewam nad faktem, że część Polaków podziela te opinie. Istnieje te kilkanaście procent żelaznego elektoratu, które nie chce patriotyzmu, które traktują patriotyzm jako coś zawstydzającego, które wstydzi się Polski. Badania Polskiej Akademii Nauk o stosunku Polaków do polskości potwierdzają to, że 14 proc. naszych współobywateli wstydzi się Polski. To właśnie zjawisko stara się zwielokrotnić, wzmocnić i w jakiejś mierze urzeczywistnić w polityce codziennej rząd Donalda Tuska. Warto właśnie w tym okresie świątecznym uświadomić sobie pewną rzecz. W naszej historii podejmowano już tyle wysiłków, przez rozmaite siły zewnętrzne i służącą im część wewnętrznych elit w Polsce, żeby polskość zlikwidować, stłumić, sprowadzić do śmieszności. Wszystkie te wysiłki nie przyniosły jednak rezultatu. Polskość się odradza. Pozwolę sobie użyć tego określenia, którego używał mój, ośmielę się to powiedzieć, przyjaciel, poeta Jarosław Marek Rymkiewicz: Polskość jest wieczna. Te siły, które próbują ją osłabić nie zwyciężą

Rozmawiał Tomasz Karpowicz.

"OSA" z zespołu wPolityce.pl znowu nadaje na Prezydenta

         Michał Karnowski, redaktor naczelny konserwatywnego serwisu informacyjno – publicystycznego, wPolityce.pl zapewniał nas, że utworzona i wydawana przez niego witryna, nie tylko będzie poświęcona polityce, ekonomii, mediom i kulturze, ale przede wszystkim będzie wolna od chamstwa i anonimowej agresji, za to zgodna z poszanowaniem religii i tradycji. Przyznam się, że całkowicie przypadkowo wszedłem na tę stronę i to w Wigilię Bożego Narodzenia. Tam natknąłem się na relację zaprzyjaźnionej z redakcją „osy”, z uroczystości dzielenia się opłatkiem, na którą niektórych dziennikarzy zaprosił Pan Prezydent Bronisław Komorowski. „Wszyscy, ale to wszyscy byli rozczarowani. Nudno, drętwo, bez żadnej atmosfery. Śp. Lech Kaczyński, z każdym porozmawiał, jego śp. małżonka Maria Kaczyńska, każdemu powiedziała ciepłe życzenia, porozmawiała o rodzinie. A tym razem....Prezydent wszedł na podwyższenie, powiedział drętwe życzenia, zamienił kilka przyjacielskich słów z Janiną Paradowską i tyle. Wyszedł. Zajęło mu wszystko kilka minut. I nawet jedzenie nie było za dobre. Brrr”. Pod tekstem było 54, prawie wszystkie wyjątkowo wulgarno, prymitywno, prostacko, chamskich komentarzy. Odniosłem wrażenie, że ich jedynym celem, było, obrażenie, ubliżenie, poniżenie, zniesławienie. Też chciałem dodać swój komentarz, i to nie tylko dlatego, że ani nie kwestionuję tego, że byli tacy, którzy mieli to szczęście że mogli się ogrzewać ciepłem płynącym od Lecha i Marii Kaczyńskich, ani z tego powodu, że ja do tych szczęśliwców nie należałem. Jednak mimo kilkakrotnie ponawianych próbach, mnie się nie udało skomentować tekstu „osy”. A jak śp. Lech i Maria Kaczyńscy, dziennikarzy gościli, opisał to znakomicie redaktor Łukasz Cybiński, dziennikarz „Rzeczpospolitej” w swoim artykule z 5 maja 2007 roku.

"Pospolity oszust schwytany w Pałacu Prezydenckim "

„W słoneczny dzień 3 maja ubrany w odświętny garnitur z zaproszeniem podarowanym przez starszego redakcyjnego kolegę wyruszyłem na bankiet wydany w siedzibie głowy państwa z okazji święta konstytucji. Na miejscu karnie okazałem trzem kolejnym kordonom żołnierzy zaproszenie kolegi, swój dowód osobisty i legitymację prasową, a w końcu zadeklarowałem, że nie wnoszę niebezpiecznych narzędzi. Po pokonaniu tego toru przeszkód znalazłem się w Pałacu Prezydenckim. W wykwintnym towarzystwie ambasadorów w znakomicie skrojonych garniturach lub afrykańskich strojach ludowych, wśród kobiet odzianych w zdobne hinduskie sari, ministrów, generałów, kościelnych dostojników i dziennikarzy zajadałem się duszonym łososiem i popijałem wytrawne wino, czekając na wystąpienie Lech Kaczyńskiego. Po przemówieniu głowy państwa przy akompaniamencie kwartetu smyczkowego przystąpiłem do realizacji postawionych mi przez redakcję zadań. Miałem zdobyć garść komentarzy na temat niekorzystnego dla Polski orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Zacząłem od szefa Klubu PiS Marka Kuchcińskiego, z którym –po wstępnym pytaniu, czy mogę wykorzystać tę uroczystą okazję do załatwienia spraw zawodowych- uciąłem sobie miłą i owocną pogawędkę. Następnie swój wścibski dziennikarski nos skierowałem w stronę marszałka Sejmu Ludwika Dorna. Nie był tak miły jak Kuchciński. Oschłe stwierdzenie, iż nie lubi być nagabywany w taki sposób. Spłonąłem rumieńcem, grzecznie przeprosiłem i wycofałem się rakiem. Postanowiłem podjąć ostatnią , desperacką próbę. Ruszyłem w kierunku prezydenckiego ministra Macieja Łopińskiego. Zanim jednak się odezwałem, jak spod ziemi wyrosło za mną kilku rosłych oficerów BOR. Oszołomiony nagłym ludzkim murem poczułem, jak krew odpływa mi z kończyn i słysząc przedzierające się przez szum w uszach krótkie rozkazy osiłków, udałem się we wskazanym kierunku. Prowadzony przez jednego z BOR – owców korytarzem zapytałem w końcu, o co chodzi. Mój towarzysz odburknął, że zaczepiam polityków, którzy sobie tego nie życzą oraz „ po chamsku, pokrętnie wślizgnąłem się na przyjęcie”, co czyni ze mnie ‘pospolitego oszusta” i zamyka mi na zawsze wrota pałacu. W biurze prasowym ochroniarz zażądał od urzędniczki spisania moich danych. Na nic zdały się tłumaczenia, że przeszedłem skrupulatną kontrolę i że strażnicy przy wejściu dobrze widzieli kogo wpuszczaj. Już po wyjściu odebrałem telefon od redakcyjnej koleżanki, która poprosiła mnie o zdobycie komentarza samego prezydenta. w pełnym słońcu zimny deszcz przeszedł mi po plecach, gdy pomyślałem, co mogło mnie spotkać, gdyby zadzwoniła kwadrans wcześniej, a ja odważyłbym się na ten karkołomny krok”. Godzi się zauważyć także i to, że jako zamach na wolność prasy, uznane zostało powołanie i to na wyrażne polecenie Lech Kaczyńskiego, ówczesnego ministra sprawiedliwości - prokuratora generalnego, w warszawskiej prokuraturze, specjalnej grupy prokuratorów, których zadaniem było prowadzenie śledztw przeciwko dziennikarzom "Rzeczypospolitej".

PS. Z regulaminu serwisu i modernizacji można przeczytać, że: -Redakcja nigdy nie usunie komentarza z powodu jego treści politycznej, -Zabronione jest publikowanie komentarzy zawierające treści niezgodnych z prawem Rzeczypospolitej, oraz komentarzy zawierających treści wulgarne, obraźliwe, chamskie, niekulturalne. 


 Mt 1,1-17 Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida

Początek Ewangelii według świętego Mateusza


ZOLL - "Kryształowy facet z prawością uwarunkowaną genetycznie"

Wykładowca prawa karnego na Uniwersytecie Jagiellońskim i europeistyki w Akademii Polonijnej w Szkole Dyplomacji w Częstochowie. Uczestnik rozmów przy okrągłym stole z ramienia Solidarności. Od 1989 r. sędzia Trybunału Konstytucyjnego, a w latach 1993 – 1997 jego prezes. Od 1997r. przewodniczył Radzie Legislacyjnej, która opracowała projekt kodeksu prawa karnego. W latach 2000 – 2005 rzecznik praw obywatelskich, czyli prof. Andrzej Zoll. To o nim mecenas Andrzej Kubas twierdzi, że „ to facet kryształowy”, a inny prof. Stanisław Waltoś, dyrektor Muzeum Jagiellońskiego i wykładowca prawa karnego na UJ, sądzi, że „prawość jego charakteru, uwarunkowana jest genetycznie”. Dokonania prof. Andrzeja Zolla jako rzecznika praw obywatelskich, oceniano różnie, od zachwytów do bardzo krytycznych ocen. Byli też tacy, którzy uważali, że powinien on zostać, rzecznikiem likwidacji praw obywatelskich. Ja zapamiętałem go jako tego, który skargę pewnego małżeństwa ze Świdnicy, na pracę Prokuratury Rejonowej, odesłał do tej prokuratury, a ta wytoczyła im proces, oskarżając ich o pomówienie, za co groziło im więzienie. Natomiast skarga z załączonymi do niej dokumentami potwierdzającymi jej zasadność, złożona przez wybitnego nauczyciela, który stał się ofiarą przestępczej działalności gospodarczej najpierw amerykańskiego Forda a później takiej samej polskich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, pozostawała bardzo długo bez żadnej odpowiedzi. Dopiero po opublikowania jej w prasie, prof. Andrzej Zoll, przysłał pedagogowi odpowiedź, odmowną oczywiście. Jednak nie wszystkie skargi obywateli, kierowane do prof. Zolla, tak lekceważąco były traktowane. Profesor zaangażował się w to, by osiemnastoletni uczeń, mógł sam sobie wypisywać usprawiedliwienia nieobecności w szkole. Uznał, że lekarze, którzy zamknęli przed chorymi gabinety, nie przekroczyli granicy protestu. Wydał opinię, że prezesi spółdzielni mogą brać łapówki, ponieważ nie są funkcjonariuszami państwowymi, a tylko tacy mogą być karani za branie łapówek. Stwierdził, że dziennikarze ujawniając informacje, że były dyrektor poznańskich słowików jest nosicielem wirusa HIV, popełnili przestępstwo. Wziął w obronę dziennikarza [składając kasację do SN], który zniesławił, i nie podporządkował się wyrokowi sądowemu, a nie zniesławionego działacza samorządowego z Polic. Sprzeciwił się zakazowi prezydenta Warszawy, zorganizowania przez środowisko homoseksualistów Parady Równości. Poparł radców prawnych Romana Kluski, prezesa Optimusa, którzy mimo postanowienia Sądu Rejonowego utrzymanego przez Sąd Okręgowy w Nowym Sączu, wezwani na przesłuchanie, odmówili złożenia zeznań, za co otrzymali zarzut utrudniania postępowania przygotowawczego i pomagania sprawcom przestępstwa uniknięcia odpowiedzialności karnej. Choć prof. A .Zoll, stoi na czele rady Centrum Jana Pawła II „NIE LĘKAJCIE SIĘ”, to często powtarza, że kibicuje PO, bo boi się IV RP, i przerażony jest pomysłami Zbigniewa Ziobry. Myślę, że prof. Zoll, ma bardzo poważne powody by się bać i być przerażonym. Bo, że prawo to sztuka, prof. Andrzej Zoll, dowiódł tego angażując się w imieniu i na rzecz Fiata Auto Poland, składając do Sądu Najwyższego rewizją nadzwyczajną, od wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. W artykule „Z Fiatem przez zielona granicę”/ Rzeczpospolita z 26 stycznia 2001r/ Leszek Kraskowski opisał jak Fiat Auto Poland, przemycał do Polski silniki i inne części samochodowe, w wyniku czego skarb państwa poniósł liczone w milionach straty finansowe, oraz o dziwnych zachowaniach Głównego Urzędu Celnego i resortu wymiaru sprawiedliwości, którzy wbrew dowodom zgromadzonym przez policję celną i prokuraturę, działając jak jego adwokaci, bronili Fiata. Nieprawidłowości polegające na zaniżaniu akcyzy zostały wykryte przez Pierwszy Urząd Skarbowy w Bielsku – Białej, czego konsekwencją było wydanie w dniu 1. 04. 1998r., zobowiązania Fiata Auto Poland, do uregulowania prawdziwych należności. Od tej decyzji Fiat Auto Poland odwołał się do Izby Skarbowej w Bielsku – Białej, która jednak decyzją z 27 lipca 1998 roku, utrzymała w mocy zaskarżoną decyzję. Także Naczelny Sąd Administracyjny – Ośrodek Zamiejscowy w Katowicach, wyrokiem z dnia 10 kwietnia 2000 roku, oddalił skargę Fiata Auto Poland, podzielając pogląd prawny Izby Skarbowej w Bielsku – Białej. Ale od wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, rewizję nadzwyczajną do Sądu Najwyższego, wniósł rzecznik praw obywatelskich prof. Andrzej Zoll. Sąd Najwyższy uznając, że rzecznik praw obywatelskich nie jest uprawniony do wnoszenia rewizji nadzwyczajnej od wyroku NSA w sprawie ze skargi spółki akcyjnej na decyzję organu podatkowego, odrzucił rewizję nadzwyczajną, zauważając co następuje: „Art.208 ust. 1 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 2 kwietna 1997 roku stanowi, że „ rzecznik praw obywatelskich stoi na straży wolności i praw człowieka i obywatela, określonych w Konstytucji, oraz innych aktach normatywnych”. „Natomiast zakres i sposób działania rzecznika praw obywatelskich, określa Ustawa z dnia 16 lipca 1987 roku o Rzeczniku Praw Obywatelskich, art.1 ust.2, oraz art.9 i art.14”. „Jeżeli więc, na podstawie art.57 ust.2 Ustawy o Naczelnym Sądzie Administracyjnym, rzecznikowi praw obywatelskich, przyznana została kompetencja do wnoszenia do Sądu Najwyższego rewizji nadzwyczajnej od orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego, które rażąco narusza prawo lub interes Rzeczpospolitej Polskiej, oznacza to, iż stosownie do zakresu swojej właściwości rzecznik praw obywatelskich może korzystać z legitymacji prawnej do wniesienia rewizji nadzwyczajnej jedynie w sprawie, w której zagrożone zostały „wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji, oraz innych aktach normatywnych”. „W rozpoznawanej sprawie, rzecznik praw obywatelskich, wniósł rewizję nadzwyczajną od wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego oddalającego skargę podatnika na decyzję Izby Skarbowej w przedmiocie zobowiązania w podatku akcyzowym, gdy podatnikiem tym, nie była osoba fizyczna, lecz spółka kapitałowa”. „Tym samym, wniesienie rewizji nadzwyczajnej przez RPO było NIEDOPUSZCZALNE i nastąpiło z przekroczeniem granic przysługującej RPO legitymacji prawnej do korzystania z tego nadzwyczajnego środka prawnego w celu ochrony „wolności i praw człowieka i obywatela” /III RN 199/00/. Jednak ten wyjątkowo słuszny, bo mający oparcie w Konstytucji i Ustawie o RPO pogląd prawny, obowiązywał w Sądzie Najwyższym jedynie przez 77 dni. Bo już w dniu 5 kwietnia 2002 r, Sad Najwyższy zebrawszy się w tym samym składzie, jedynie sędziego Andrzeja Wróbla zastąpił sędzia Zbigniew Myszka, postanowienie swoje z 18 stycznia 2002r, uznał za całkowicie błędne /III RN 133/91/. Teraz już procedując w trybie błyskawicznym, Sąd Najwyższy zebrawszy się po raz trzeci w ciągu niespełna pięciu miesięcy, wyrokiem z dnia 6 czerwca 2002r, uchylił zaskarżony przez RPO wyrok NSA i przesłał Ośrodkowi Zamiejscowemu w Katowicach do ponownego rozpatrzenia /III RN 91/01/. No i niech ktoś powie, że to, czego w tej sprawie, wspólnie z sędziami SN, dokonał prof. Zoll, nie jest wielką sztuką. Ciekawe jakimi argumentami prawnymi posłużono się, by skłonić niezawisłych sędziów Sadu Najwyższego, do zmiany swoich poglądów prawnych, i to aż o 180 stopni. Myślę, że nie bez znaczenia może być to, że brat prof. Andrzeja Zolla pan Marcin Zoll, obecny dyrektor Suzuki Motor Poland, w przeszłości bardzo mocno związany był z przemysłem motoryzacyjnym, w tym także z Fiatem i Fordem. Pan prof. Andrzej Zoll, jak przystało na wybitnego prawnika, jest bardzo uczulony na wszelkiego rodzaju nieprawidłowości towarzyszące powstawaniu prawa. Dawał temu wyraz wielokrotnie, krytycznie oceniając jakość prawa stanowionego przez polski Parlament, nazywając je „bublami, lub potworkami prawnymi”, a proces tworzenia przez Sejm prawa określił „legislacyjnymi łamańcami. Łamańce prawne występujące na etapie tworzenia prawa choć, nie powinny się zdarzać, to są dużo mniej szkodliwe, niż łamańce prawne stosowane w chwili stosowania prawa. Dlatego też uznanie najpierw przez prof. Zolla, a później przez sędziów Sądu Najwyższego, zagranicznego, komercyjnego przedsiębiorstwa, w którego trójczłonowej nazwie, nie znajduje się ani jedno polskie słowo, za człowieka i obywatela i to w dodatku skrzywdzonego, którego wolności i prawa zostały naruszone, ocenić należy jako godny wpisu do Księgi Rekordów Guinnessa, w dziedzinie absurdu prawnego. Decyzja ta, wydana przez najwybitniejszych luminarzy prawa, ma jeszcze jedno doniosłe znaczenie. Albowiem rozstrzygnięty został przy okazji długotrwały spór, dotyczący istoty ludzkiej. Okazuje się , że człowiekiem jest już nie tylko zygota jak chcą niektórzy, ale człowiekiem może być zdaniem prof. Andrzeja Zolla i sędziów Sądu Najwyższego, także zagraniczna firma komercyjna, a szczególnie jak ma kłopoty z powodu nieprzestrzegania obowiązującego w Polsce prawa. Rzecznikiem praw obywatelskich nie może być prawnik, bo to właśnie prawnicy i ich imponderabilia, aksjologie, deontologie, rudymenty i pryncypia, sprawiły, że ta wisząca na ścianie w ich biurze , „ostatnia deska ratunku”, już dawno bardzo spróchniała. Irenę Lipowicz, w jej staraniach o posadę RPO, i chęci służenia Ojczyźnie na tym stanowisku, poprzez zmianę prawa, wspierali a jakżeby inaczej, koncesjonowani obrońcy praw człowieka, z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Tyle tylko, że Irena Lipowicz, jako posłanka trzech kadencji Sejmu, powinna wiedzieć, że to właśnie Sejm, jest najwłaściwszym miejscem dla takich działań. Także prawnicy z HFPC, powinni wiedzieć, że najlepszy okres działalności ich firmy był wówczas, gdy jej szefem nie był prawnik, ale fizyk z wykształcenia i taternik z zamiłowania Marek Nowicki. Szkoda, że na następnego rzecznika praw obywatelskich nie została wybrana pani Zofia Romaszewska, która również jest fizykiem z wykształcenia. Najwyższy już czas, na zmianę, by z polskimi niezależnymi sądami i niezawisłymi sędziami, nie było tak jak z tymi wyspami, na których żyją słonie z trąbami dwiema, tylko, że takich wysp nigdzie nie ma.Po dwóch latach widzimy, co oznacza nad Wisłą implementowanie wzorców „demokracji walczącej”. Przypomnijmy, że twórcy ogłoszonego 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego także walczyli o demokrację. Mówili przecież o tzw. demokracji socjalistycznej. Nam nie jest potrzebna ani „demokracja walcząca”, ani „demokracja socjalistyczna”, ale taka, o którą walczyła w latach 1980-1981 „Solidarność” i o której pisał w encyklice „Centesimus annus” św. Jan Paweł II, a więc demokracja oparta na prawdzie i na sprawiedliwości – mówił w sobotnim felietonie z cyklu „Spróbuj pomyśleć” prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk.44 lata temu Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego – junta komunistycznych generałów pod przewodnictwem Wojciecha Jaruzelskiego – wprowadziła w Polsce stan wojenny. Było to działanie nielegalne nawet według standardów PRL.– Celem było zniszczenie wielkiego ruchu „Solidarności”, który – jak przypominał św. Jan Paweł II dziesięć lat później, w 1991 r. w encyklice „Centesimus annus” – rozpoczął proces destrukcji komunizmu w całej Europie Środkowej. Ten pokojowy ruch, jak przypominał w tym samym dokumencie papież z Polski, gromadził się wokół dwóch najważniejszych pojęć – prawdy i sprawiedliwości. Dlatego też „Solidarność” dążyła do prawdziwej niepodległości i autentycznej demokracji w Polsce, bo – jak podkreślał w tej samej encyklice Ojciec Święty – historia uczy, że demokracja bez wartości wcześniej czy później przeradza się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm – mówił prof. Grzegorz Kucharczyk. Z tym zakamuflowanym totalitaryzmem mamy do czynienia obecnie. Rząd Donalda Tuska, zaprzysiężony równo dwa lata temu, 13 grudnia 2023 r., realizuje doktrynę tzw. demokracji walczącej, zaczerpniętą z Niemiec.– Po dwóch latach widzimy, co oznacza nad Wisłą implementowanie wzorców „demokracji walczącej”, a więc traktowanie wyroków sądów „po uważaniu”, negowanie przez rządzących tak ważnych instytucji państwa polskiego, jak Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny, próba podważania wyników demokratycznych wyborów prezydenckich i ciągła walka premiera z wybranym przez Polaków prezydentem Rzeczypospolitej. Przypomnijmy, że twórcy ogłoszonego 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego także walczyli o demokrację. Mówili przecież o tzw. demokracji socjalistycznej. W tym przypadku był to import ze Wschodu – ze Związku Sowieckiego, gdzie od 1917 r. bezlitośnie zaprowadzano „demokrację socjalistyczną”. Nam nie jest potrzebna ani „demokracja walcząca”, ani „demokracja socjalistyczna”, ale taka, o którą walczyła w latach 1980-1981 „Solidarność” i o której pisał w encyklice „Centesimus annus” św. Jan Paweł II, a więc demokracja oparta na prawdzie i na sprawiedliwości – podkreślał historyk.

„Nie żałuj tego, że się starzejesz. To przywilej, którego wielu nigdy nie dostaje.

Pozostać żywym z młodym umysłem to sekret, by być szczęśliwym aż do ostatniego dnia swojego życia.”

Kazimierz Świtoń

Współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Górnego Śląska, za swą działalność był szykanowany, wielokrotnie zatrzymywany i aresztowany.

Kazimierz Świtoń urodził się 4 VIII 1931 r. w Katowicach, zmarł 4 XII 2014 r. również w Katowicach; prawie całe życie był związany z tym miastem z wyjątkiem kilku lat po ślubie (1953), kiedy zamieszkał u żony na Mazurach.


Ukończył Zasadniczą Szkołę Zawodową w zawodzie elektromontera; pracował m.in. jako teleradiomechanik (od 1967 r. miał warsztat naprawy sprzętu RTV). Do 1977 r. był członkiem Stronnictwa Demokratycznego. Swoją działalność opozycyjną rozpoczął od udziału w głodówce zorganizowanej przez KOR w kościele św. Marcina w Warszawie w maju 1977 r. w obronie więzionych wciąż robotników z Radomia i Ursusa oraz opozycjonistów (wcześniej, w grudniu 1976 r. i kwietniu 1977 r. wysłał listy protestacyjne do Przewodniczącego Rady Państwa oraz Marszałka Sejmu PRL). Od sierpnia 1977 r. prowadził w swoim mieszkaniu Punkt Konsultacyjno-Informacyjny ROPCiO. 23 II 1978 r. powołał (z Romanem Kściuczkiem, Ignacym Pinesem, Tadeuszem Kickim i Władysławem Suleckim) pierwszy w Polsce Komitet Pracowniczy Wolnych Związków Zawodowych. W czerwcu i lipcu 1978 r. odbywał karę pięciu tygodni aresztu za posiadanie wiatrówki bez ważnego zezwolenia, natomiast 14 X tr. po wyjściu z kościoła został napadnięty i pobity przez czterech milicjantów. Czas do rozprawy (2 III 1979 r.) spędził w areszcie; skazany został na rok więzienia, ale wyszedł na wolność, ponieważ wyrok nie był prawomocny, a władze wystraszyły się reakcji polskiej i międzynarodowej opinii publicznej w obronie Świtonia. W maju (7–27) 1979 r. podjął w bazylice w Piekarach Śląskich głodówkę, żądając od władz wyrażenia zgody na włączenie tego miasta do planu trasy papieskiej pielgrzymki. Rok później (7–17 V 1980 r.) uczestniczył w głodówce w kościele św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej w obronie uwięzionych opozycjonistów. Zaangażował się w działalność NSZZ „S”: od 4 IX 1980 r. był w Komitecie Robotniczym Huty „Katowice”, potem sekretarzem MKR Katowice i członkiem Zarządu MKZ Katowice, z którego został usunięty w marcu 1981 r. W lipcu i grudniu 1981 r. był delegatem na I i II Walny Zjazd Delegatów Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, członkiem Zarządu Regionu, a jesienią 1981 r. delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów. Był internowany od 13 XII 1981 r. do 6 II 1982 r. W kolejnych latach brał udział w demonstracjach w rocznice pacyfikacji KWK „Wujek”: 4 XII 1983 r. został zatrzymany (6 XII aresztowany) podczas próby wmurowania tablicy upamiętniającej śmierć górników. Zwolniono go w lutym 1984 r., a w lipcu tr. sprawę umorzono na mocy amnestii. W sierpniu 1988 r. wziął udział w strajku w KWK „Andaluzja”, w lutym 1989 r. w II Zgromadzeniu Delegatów NSZZ „S” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego w Ustroniu-Polanie. W latach 1989–1991 był przewodniczącym Społecznego Komitetu Budowy Pomnika ku Czci Górników KWK Wujek w Katowicach Poległych 16 XII 1981. Od 1989 r. należał do Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy, w latach 1991–1993 był posłem z ramienia Górnośląskiej Chrześcijańskiej Demokracji. W 1998 r. zainicjował akcję w obronie Krzyża na oświęcimskim żwirowisku.


W latach 1977–1990 był rozpracowywany w ramach SOS/SOR „Emisariusz”. Poza wymienionymi powyżej represjami K. Świtonia wielokrotnie zatrzymywano na 48 godzin, w jego mieszkaniu przeprowadzono kilkanaście rewizji, pozbawiono go prawa jazdy i uprawnień rzemieślniczych, usunięto z SD, założono podsłuch, kontrolowano korespondencję, stosowano ciągłą obserwację i otoczono tajnymi współpracownikami.


Na podstawie biogramu zamieszczonego na stronach „Encyklopedii Solidarności” oraz materiałów z SOR „Emisariusz 1⃣1⃣ lat temu zmarł Kazimierz Świtoń – współzałożyciel Wolnych Związków Zawodowych na Górnym Śląsku w 1978 roku (pierwszych w Polsce) i działacz NSZZ „Solidarność”, obrońca praw obywatelskich, represjonowany przez władze komunistyczne.

➡ W działalność zaangażował się w maju 1977 r., przyłączając się do głodówki protestacyjnej w obronie represjonowanych robotników i działaczy Komitetu Obrony Robotników.

???? Po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany, lecz ze względu na stan zdrowia zwolniono go po 3 miesiącach. Wraz z całą swoją rodziną stał się obiektem zakrojonych na ogromną skalę szykan i represji ze strony zarówno aparatu bezpieczeństwa, jak i władz administracyjnych – pozbawiano go możliwości prowadzenia działalności zarobkowej, a tym samym środków na utrzymanie wieloosobowej rodziny. W jego mieszkaniu przeprowadzono kilkanaście rewizji, pozbawiono go prawa jazdy, założono podsłuch, kontrolowano korespondencję, stosowano ciągłą obserwację i otoczono tajnymi współpracownikami.

???? W roku 2016 Kazimierz Świtoń został odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Wolności i Solidarności. "PRZYJACIELE"

Nie masz teraz prawdziwej przyjaźni na świecie;

Ostatni znam jej przykład w oszmiańskim powiecie.

Tam żył Mieszek, kum Leszka, i kum Mieszka Leszek.

Z tych, co to: gdzie ty, tam ja, - co moje, to twoje.

Mówiono o nich. że gdy znaleźli orzeszek,

Ziarnko dzielili na dwoje;

Słowem, tacy przyjaciele,

Jakich i wtenczas liczono niewiele.

Rzekłbyś; dwójduch w jednym ciele.

O tej swojej przyjazni raz w cieniu dąbrowy

Kiedy gadali, łącząc swojo czułe mowy

Do kukań zozul i krakań gawronich,

Alić ryknęło raptem coś koło nich.

Leszek na dąb; nuż po pniu skakać jak dzięciołek.

Mieszek tej sztuki nie umie,

Tylko wyciąga z dołu ręce: "Kumie!"

Kum już wylazł na wierzchołek.

Ledwie Mieszkowi był czas zmrużyć oczy,

Zbladnąć, paść na twarz: a już niedźwiedź kroczy.

Trafia na ciało, maca: jak trup leży;

Wącha: a z tego zapachu,

Który mógł być skutkiem strachu.

Wnosi, że to nieboszczyk i że już nieświeży.

Więc mruknąwszy ze wzgardą odwraca się w knieję,

Bo niedźwiedź Litwin miąs nieświeżych nie je.

Dopieroż Mieszek odżył... "Było z tobą krucho! -

Woła kum, - szczęście, Mieszku, że cię nie zadrapał!

Ale co on tak długo tam nad tobą sapał.

Jak gdyby coś miał powiadać na ucho?"

"Powiedział mi - rzekł Mieszek - przysłowie niedźwiedzie:

Że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie"

Adam Mickiewicz - wiersz Przyjaciele.

BEZPRAWNE ŻĄDANIA KASTY!

ZAPOWIADAJĄ DZIEŃ BEZ WOKANDY

"Sędziowie ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia żądają, by do 15 maja 2008 roku minister sprawiedliwości zrealizował ich postulaty dotyczące między innymi podwyżek. W przeciwnym razie 30 maja nie podejmą pracy. Domagają się przedstawienia im przyjętego przez rząd projektu podwyżek płac w roku 2009. Sędziowie stowarzyszenia chcą, by kwoty bazowej nie ustalali co roku politycy, ale by odpowiadała obiektywnym wskaźnikom ekonomicznym. Ubiegają się też o opracowania zasad tzw. awansu poziomego, pozwalającego sędziom mniejszych sądów otrzymywać tytuł sędziego okręgowego i dalej pracować w swoim sądzie rejonowym".

Źródło: Gazeta Polska16 kwietnia 2008 r.

Hymn do miłości Ojczyzny

Święta miłości kochanej Ojczyzny,

 Czują Cię tylko umysły poczciwe!

 Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,

 Dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe.

 Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,

 Gnieździsz w umyśle rozkoszy prawdziwe.

 Byle cię można wspomóc, byle wspierać,

 Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.

Wolności! której dobra nie docieka

 Gmin jarzma zwykły, nikczemny i podły,

 Cecho dusz wielkich! ozdobo człowieka,

 Strumieniu boski, cnót zaszczycon źródły!

 Tyś tarczą twoich Polaków od wieka,

 Z ciebie się pasmem szczęścia nasze wiodły.

 Większaś nad przemoc! – A kto ciebie godny

 Pokruszył jarzma, albo padł swobodny.

Ignacy Krasicki - słowa, Wojciech Sowiński - muzyka.

Jeżeli do głównych i pilnych zadań powołanej przez ministra Andrzeja Czumę, Rady do Spraw Poszkodowanych Przestępstwem, nie będzie ujawnianie, nagłaśnianie, no i przede wszystkim bezwzględna walka z przestępstwami popełnionymi przez wymiar sprawiedliwości[czytaj przez sędziów], to powołanie jej będzie miało wymiar jedynie propagandowy. Powołanie w skład tej Rady sędzi Anny Marii Wesołowskiej, która zdaniem Sądu Najwyższego dopuściła się „rażących uchybień” w sprawie najważniejszego procesu szefów łódzkiej mafii, musi budzić i budzi zdziwienie. Czyżby to była nagroda, dla sędzi za trzyletni proces, który zakończył się orzeczeniem, z którym nie pogodzili się oni obrońcy, ani prokurator. Serial „sędzia Anna Maria Wesołowska”, ma tyle samo wspólnego z polską władzą sądowniczą jeżeli chodzi o wiarygodność, co program Krzysztofa Rutkowskiego „Detektyw”, ze zwalczaniem bandytyzmu. Twarz sędzi Anny Marii Wesołowskiej, nie jest twarzą polskiego sędziego. Polscy sędziowie, przynajmniej ci, z którymi miałem do czynienia przez dwie dekady, a także ci, o których czytam, których oglądam, i o których ciągle słyszę, mają bezczelne twarze, zatwardziałe serca, wynaturzoną logikę prawniczą, mentalność „łowców skór”, i etykę sędziego Laguny, z filmu „Piłkarski poker” Janusza Zaorskiego. Sędzia Laguna uważał się za uczciwego, ponieważ wziął za 3:0, to będzie 3:0. Ich sposobem na życie jest świadomość swojej bezkarności. W polskich sądach pełno jest typków o mordach, o których Raymond Chandler pisał, że zabiorą ci ostatniego grosza i jeszcze patrzą na ciebie tak, jakbyś to ty im go zabrał.

NIE DALEKO PADA JABŁKO OD JABŁONI

Wielka szkoda, że pan senator nie pamięta co o sędziach mówił jego sławny ojciec pan mecenas Władysław Pociej. „SĘDZIOWIE POWINNI UWAŻNIE SŁUCHAĆ, BYĆ MODYFIKATORAMI SPORU, A NIE JAK TO CZĘSTO BYWA JEGO STRONĄ”. Takiej odpowiedzi udzielił Czesławowi Czaplińskiemu w wywiadzie zamieszczonym w publikacji „ Adwokaci w walce o sprawiedliwość”.

Jerzy Lubach

Słyszeliście coś ostatnio o ukochanych "autorytetach moralnych" szajki Tuska i ich lemingozy - Bartoszewskim, Mazowieckim, Geremku, Kuroniu, Wajdzie? Nie? To wyjaśniam, dlaczego; fragment mojego artykułu "Hieny mają krótką pamięć":

    Mnie wcale nie zdziwiła odrażająca stricte polityczna działalność Wajdy w ostatnich latach jego życia, wyrażająca się nie tylko podłym protestem przeciw wawelskiemu pochówkowi Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale i we wzywaniu właśnie w kontekście tragedii smoleńskiej (!) do zapalania zniczy na grobach sowieckich „wyzwolicieli” z Armii Czerwonej! Kulminacją tej niepojętej na zdrowy rozum zajadłości, którą pozwolę sobie wprost nazwać antypolską, była pełna fałszów historycznych nędzna filmowo ekranowa hagiografia Lecha Wałęsy, zrealizowana wtedy, gdy już nikt nie mógł mieć najmniejszych wątpliwości, że nie tylko był on donosicielem w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ale że i później będąc na smyczy esbeków jako lider Solidarności i prezydent RP działał w istocie na szkodę RP, zaś w interesie Sowietów a potem Rosji.

 Za te wszystkie osiągnięcia artystyczne Wajda był wysławiany i noszony na rękach przez „salon”. Minęło jednak ledwie parę lat od jego śmierci i nikt go już tam jako wielkiego „autoryteta moralnego” nie wspomina. Podobnie jak własnych „świętych” - Kuronia, Geremka… Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i brutalna: bo nie są już użyteczni. Więc gdy dziś widzę twórcze osiągnięcia naprawdę niegdyś świetnych aktorów, jak kabaretowy poziom roli Gajosa w odrażającym „Klerze”, pokazywanie dupy przez Olbrychskiego w jeszcze nędzniejszej „Polityce”, czy żenujące „świrowanie” Olgierda Łukaszewicza w wyborczej agitce PO, to chciałbym zadać im wszystkim razem i ich młodszym kolegom (oraz koleżankom - nie zapominam o wkładzie Jandy i tej paniusi od karpi) – czy naprawdę chcecie, by kiedyś wasze oblicza właśnie z tą dupą się tylko kojarzyły?

 Zużyją was jak Wajdę, wyrzucą na śmietnik i znajdą nowych pożytecznych idiotów. Nie szkoda wam konterfektów Kmicica, powstańca śląskiego, Hamleta, które niegdyś tworzyliście? Warto by wiedzieć, że wdzięczna pamięć należy raczej do arsenału światopoglądowego prawicy, a nie cynicznej zgrai hien.

"DZIEWICE ORLEAŃSKIE" W SUKURS HILLARY?

Okazuje się, że nawet utrata dziewictwa jest niczym strasznym w porównaniu z utratą pamięci. Dobrze się więc stało, że panie Jessica Leeds, Rachel Crooks i Mindy McGillivray w porę przypomniały sobie o “zbrodniach seksualnych” jakich prawie cztery dekady temu, na ich szkodę, miał się dopuścić Donald Trump. Przykrości jakich te panie doznały rąk” przystojnego, młodego milionera, nie musiała być aż tak bardzo bolesne, skoro dopiero teraz na finiszu prezydenckich wyborów, postanowiły one powiadomić Amerykę i cały świat o tym. Zrobiły to za pośrednictwem najbardziej niezawodnego w publikowaniu wiarygodnych informacji “The New York Times”. To na łamach tej właśnie gazety Walter Duranty zamieścił serię artykułów wychwalających osiągnięcia komunizmu w ZSRR, za co w 1932 roku otrzymał prestiżową nagrodę Pulitzera. Mnie ta sprawa przypomina pewną historię jak rozgrywała się podobno w jednym z sądów. Otóż pewna kobieta, też oskarżyła pewnego pana o gwałt. Kiedy po wielu rozprawach, na których przeciwnicy procesowi przedstawiali swoją wersję wydarzeń, zniecierpliwiony pan sędzia zapytał skarżącą się panią: A CZY PANI SIĘ OPIERAŁA, i usłyszawszy twierdzącą odpowiedź, zapytał ponownie uściślając pytanie A JAK SIĘ PANI OPIERAŁA? A kiedy w odpowiedzi usłyszał, że OPIERAŁAM SIĘ panie sędzio JEDNĄ NOGĄ O ŻYRANDOL A DRUGĄ O GZYMS, to nie miał już wątpliwości, że żadnego gwałtu nie było. A swoją drogą, gdy słucham, oglądam lub czytam, tę rywalizację, to dochodzę do wniosku, że o tym, że wybory na prezydenta w jednym z najważniejszym w świecie państwie, polegają na tym by zaprezentować swego konkurenta do tego najbardziej zaszczytnego stanowiska w jak najgorszym świetle. CZYLI KTO SIĘ WIĘCEJ LUB MNIEJ ZEŚWINIŁ. Jeśli nawet tylko minimalna część tych oskarżeń, którymi się pani Clinton i pan Trump oskarżają, to jak na osoby, które w przeszłości pełniły jedne z najważniejszych funkcji i urzędów w Ameryce, to musi przerażać. A może miał racji znakomity pisarz amerykański Henry Miller, który już w 1945 roku stwierdził: AMERYKA JEST OWOCEM, KTÓRY ZGNIŁ ZANIM MIAŁ OKAZJĘ DOJRZEĆ.

Obrońca jest od tego, by pilnować prawidłowości przewodu sądowego, obiektywności, wskazywać okoliczności łagodzące, ale nie od tego, by WYŁGIWAĆ oskarżonego od odpowiedzialności lub tę odpowiedzialność per fas et nefas usiłować zmniejszyć. Powszechną jest opinia, że za pieniądze "papuga" nie cofnie się przed żadnym świństwem".

PREZYDENTOWI DO SZTAMBUCHA!

Prawie 100 lat temu Franciszek Ksawery Fierich, profesor prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w latach od 1919 do 1928 r. prezydent Komisji Kodyfikacyjnej RP, podczas inauguracyjnego przemówienia w dniu 10 listopada 1919 roku wypowiedział pamiętną maksymę: "POCZUCIE PRAWA DAŁO NAM WOLNOŚC, NIECHAJ WOLNOŚC ZAPEWNI NAM PRAWA”. Ten wybitny znawca prawa był jednym z tych prawników praktyków i teoretyków, którzy po odzyskaniu niepodległości, ale i wcześniej, tworzyli zręby nowoczesnego polskiego prawa. Jego silna indywidualność odcisnęła piętno na kodeksach postępowania, z którego polski świat prawniczy słusznie może być dumny. Praktyka adwokacka, praca w sądownictwie i działalność naukowa dostarczyły mu wiedzy, wykorzystanej z wielkim pożytkiem również dla kształtu obecnego polskiego prawa. 


Jednak wiadomo o tym nie od dziś i “Dla każdego jasne jest z pewnością, że chociaż wielkim osiągnięcie jest ustanowienie praw, to jednak, jeżeli dobrze urządzone państwo nieodpowiednim władzom powierzy pieczę, nad dobrze ustanowionymi prawami, nie tylko żadnej korzyści nie będzie z dobrych praw, lecz staną się one przedmiotem drwin i szyderstwa i największą bodaj szkodę i hańbę ściągną jeszcze na takie państwo” Dlatego też “życie tych, którzy ubiegać się będą o sprawowanie urzędów, ich pochodzenie i postepowanie [...] do chwili wyborów dokładnie być musi rozpatrzone i zbadane” [Platon “Prawa”]

“A polscy sędziowie usiłują zohydzić sprawiedliwość w obawie, aby im ona nie została wymierzona. Polscy sędziowie wystarczająco się zhańbili po tym jak nie byli w stanie przez ponad pół roku wybrać 21 sędziów sądu lustracyjnego, który miał realizować uchwaloną w kwietniu 1997 roku ustawę lustracyjną.  Oczywiście, że sława i chwała "Państwu w państwie" za pokazywanie takich spraw. Jednak wprawdzie zgodnie z Konstytucją, wymierzanie sprawiedliwości należy do sądów, ale te sądy mają przecież imiona i nazwiska. Głównymi bohaterem dzisiejszego programu, wcale nie był pan Marian, ale wszyscy sędziowie, którzy tą sprawą się zajmowali. Dlatego ich imiona i nazwiska powinny być podane. NIE WOLNO BEZOSOBOWO MÓWIĆ, ŻE SĄD, ŻE PROKURATURA. Druga sprawa, która powinna być wyeliminowana z wypowiedzi i komentarzy, to mówienie o BŁĘDZIE lub o POMYŁCE. Takie postępowanie sędziów jak pokazane w dzisiejszym programie, to nie są żadne błędy, to nie są żadne pomyłki. To są nie tylko świadome działania bardzo dobrze wykształconych ludzi, ale też bardzo wysoko opłacane. A poza tym, mylić to się można przy wyrywaniu buraków a nie przy wymierzaniu sprawiedliwości. Nikt poważny takich PRZEKRĘTÓW za dziękuję nie zrobi A tym wszystkim, którzy odsyłają OFIARY POLSKIEGO WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI do Strasburga, łącznie z panem Piotrem Ikonowiczem i przedstawicielem HFPC., to należy dać na wstrzymanie. Bo nawet gdy Strasburg wyda wyrok nas satysfakcjonujący, to nie winni tego przestępstwa urzędniczego, lecz my wszyscy będziemy za to płacić. A poza tym, to naprawdę trudno o lepszy przykład a nawet dowód na to, że sędziowie mają powody by nie chcieć ujawniać swoich majątków.

BICO
O mnie BICO

Interesuję sie działalnością polskiego wymiaru sprawiedliwości, szczególnie władzą sądowniczą, a także orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo