9 lipca
Żył krótko, a wszyscy byli odwróceni. Ten piękny, dwudziestoletni. I choć przyszedł na świat 14 stycznia 1934 roku, nie mamy jego przedwojennego zdjęcia.
Miał zaledwie 24 lata, gdy opuszczał Polskę z ośmioma dolarami w kieszeni. Był już wtedy literacką gwiazdą, autorem bestsellerowego tomu „Pierwszy krok w chmurach”, ulubieńcem czytelników i jednym z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy młodego pokolenia. Wydawało się, że świat stoi przed nim otworem.
Nigdy już nie wrócił do kraju.
Dzieciństwo Marka przypadło na jeden z najbardziej dramatycznych okresów w historii Polski. Gdy miał zaledwie pięć lat, stracił ojca. Wojnę przeżył wraz z matką, która utrzymywała rodzinę prowadząc niewielki stragan. W Powstaniu Warszawskim mieszkanie, cały dobytek i dokumenty. Po upadku miasta tułali się po Polsce, zanim ostatecznie osiedlili się we Wrocławiu.
•••••••••••••••••••••○•○•••••••••••○○
Z ciszy zapomnianych fotografii ocalamy miniony świat. Naszą pracę można docenić małą kawą. Szczegóły w komentarzu ⬇️⬇️
*********************************
Szkoła nigdy go nie interesowała. Był buntownikiem, źle znosił dyscyplinę i autorytety. W wieku szesnastu lat porzucił edukację i zaczął pracować. Był kierowcą ciężarówki, pomocnikiem przy zwózce drewna, robotnikiem i magazynierem. Poznał świat ludzi żyjących ciężką pracą, świat knajp, prowizorek, biedy i codziennej walki o przetrwanie.
To właśnie ci ludzie później zaludnili jego opowiadania.
Literacka kariera Hłaski rozpoczęła się w sposób niemal przypadkowy. Jako młody kierowca został korespondentem robotniczym „Trybuny Ludu”. Za jedną z publikacji otrzymał w nagrodę socrealistyczną powieść Anatolija Rybakowa „Kierowcy”. Po jej lekturze miał stwierdzić:
„Tak głupio i ja potrafię”.
Usiadł więc do pisania.
Szybko okazało się, że posiada talent wyjątkowy. Jego opowiadania różniły się od oficjalnej literatury epoki. Nie było w nich bohaterów budujących socjalizm z uśmiechem na twarzy. Byli za to zwykli ludzie, zmęczeni, zagubieni, często przegrani.
Hłasko pisał językiem, a jego bohaterowie mówili tak, jak mówili naprawdę.
Czytelnicy pokochali tę szczerość.
W połowie lat pięćdziesiątych stał się prawdziwą sensacją literacką. Przystojny, zbuntowany, bezkompromisowy. Nazywano go polskim Jamesem Deanem. Młodzi ludzie widzieli w nim symbol wolności, starsi dostrzegali talent porównywany do najlepszych pisarzy zachodnich.
Jednak sukces miał swoją cenę.
Po odwilży 1956 roku sytuacja polityczna zaczęła się zmieniać. Hłasko coraz częściej wchodził w konflikt z władzami. Jego utwory budziły niepokój cenzury, a sam autor nie zamierzał dostosowywać się do oczekiwań partii.
W lutym 1958 roku wyjechał z Polski.
Początkowo sądził, że wróci po kilku miesiącach. Potem po roku. W końcu zrozumiał, że powrót staje się niemożliwy.
Rozpoczęła się wieloletnia emigracyjna tułaczka.
Mieszkał we Francji, Niemczech, Izraelu, Stanach Zjednoczonych. Pracował fizycznie, pisał scenariusze, publikował kolejne książki. Związał się z niemiecką aktorką Sonią Ziemann, ale nawet ten związek nie przyniósł mu stabilizacji.
W jego życiu coraz większą rolę odgrywały alkohol. Mimo to właśnie na emigracji powstały jedne z jego najważniejszych książek: „Nawrócony w Jaffie”, „Opowiem wam o Esther” czy legendarni „Piękni dwudziestoletni”.
14 czerwca 1969 roku Marek Hłasko został znaleziony martwy w Wiesbaden. Miał zaledwie 35 lat.
Oficjalnie przyczyną śmierci było połączenie alkoholu i środków nasennych. Do dziś nie wiadomo, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy świadoma decyzja.
Pozostawił po sobie stosunkowo niewielki dorobek literacki. Wystarczył jednak, by na trwałe zapisać się w historii polskiej literatury.
Stał się legendą.
Nie dlatego, że żył krótko. Dlatego, że potrafił opisać świat bez złudzeń, a jednocześnie tak, że kolejne pokolenia nadal odnajdują w jego bohaterach własne lęki, marzenia i rozczarowania



Komentarze
Pokaż komentarze (2)