O tym, że państwo wchodzące do ugrupowania integracyjnego o charakterze ponadpaństwowym może przysporzyć narodowi problemów z narodową suwerennością, mogliśmy się przekonać przed akcesją do Unii Europejskiej w 2004 r., a potem przy okazji ogłoszonego przez premiera Tuska, a niezrealizowanego w planowanym terminie, zamiaru przystąpienia do strefy euro. Na szczęście, przed rozpatrywanym znów problemem realizacji tego zamiaru, znamy już oba krańce przedziału zmienności potencjalnych ocen tak ważnego dla narodu zjawiska, jakim jest suwerenność.
Debata ponowna: najpierw mętlik
Samo porównanie suwerenności z dziewictwem, jak i z balastem, może prowokować do emocjonalnych postaw. Podkręcaniu emocji może służyć wiele opublikowanych już ocen pośrednich, tworzących zbiór chaotyczny. Warunkiem wyrobienia sobie przez społeczeństwo miarodajnej opinii o oddziaływaniu członkostwa w instytucjach ponadpaństwowych na naszą suwerenność jest chłodne przyjrzenie się prezentowanym przez media stanowiskom. Mam zamiar ułatwić zainteresowanym Czytelnikom zajęcie takiej postawy.
Spójrzmy najpierw na uzasadnienie poglądu Andrzeja Urbańskiego, iż suwerenność powinna być rozumiana tak jak dziewictwo. Pisze on: „Zgodnie z definicją słownikową (PWN 2002) suwerenność można albo „mieć” albo „utracić”, bowiem „suwerenny” to „niezależny od innego państwa, niepodległy”. Autor stwierdza więc: „I tak jak nie da się być częściowo dziewicą, nie da się być częściowo niepodległym” (A.Urbański, „Obywatelska zrzuta na „Wyborczą”!”, „Uważam Rze” 17-30.XII.2012). Tego twierdzenia o niepodzielności autor nie wyczytał jednak w słowniku, lecz je sobie wymyślił. Na razie uznajmy, iż poniosła go fantazja, a za chwilę zastanowimy się nad wnioskiem, jaki z tego wynika.
A teraz krańcowo negatywna ocena suwerenności. Przedstawił ją Ryszard Petru („Do euro jak najszybciej” „Rzeczpospolita”, 13.03.2009r.). Najpierw stwierdził, że prawdziwej suwerenności w ogóle nie mamy, gdyż taka nie istnieje, bo „…nie można mówić o pełnej niezależności ekonomicznej we współczesnym świecie”. Mamy więc tylko „suwerenność pozorną”, która tym się charakteryzuje, że „rzuca na kolana”, przysparzając nam tylko kłopotów, gdyż pozostając z nią poza strefą euro musimy zabiegać o pomoc z niekorzystnej pozycji. Gdy się uwolnimy od takiej „suwerenności”, będziemy mieli zapewnioną prawie automatycznie pomoc od władz unii monetarnej.
Z obu powyższych stanowisk płyną zdecydowane wnioski w sprawie akcesji do strefy euro:
1) nie wstępujmy, bo gdy to uczynimy utracimy cały zestaw posiadanych przez naród praw suwerennych;
2) wstępujmy z zamkniętymi oczami, zrzucając z pleców worek z kłopotliwym ciężarem „suwerenności pozornej”, która nas ugina w kolanach.
Fałsz pierwszego wniosku wychodzi na wierzch, gdy zastanawiamy się nad pytaniem: a co by było, gdyby się okazało, że pozostałe państwa członkowskie zaproponują nam kiedyś później utworzenie Stanów Zjednoczonych Europy? Czy wtedy odpowiedzielibyśmy, że nie możemy się do nich przyłączyć, bo po przystąpieniu do strefy euro nie mamy już żadnych praw suwerennych do scedowania na rzecz wspólnoty? Wtedy usłyszelibyśmy odpowiedź: sami nie wiecie co posiadacie! Aby jednak oprzeć sprawę na jakimś źródle naukowym, powołam się tu na następującą opinię, też ze słownika, ale takiego, w którym jest ona wyraźnie zamieszczona i nie wymaga posługiwania się interpretacją fantazyjną:
„Suwerenność nie jest niepodzielną całością, skoro można z niej częściowo rezygnować na rzecz wspólnej władzy” („Sovereignty is not an indivisible whole, since it can be partially ceded to a joint authority”, Webster’s Third New International Dictionary. Chicago 1986, t.III).
W drugim przypadku życzliwi partnerzy doradziliby nam, abyśmy dokładniej zajrzeli do worka, bo oni za podobne rzeczy w swoich workach otrzymali prawo do uzyskiwania stałych korzyści, które wcale nie są byle jakie.
Stanowiska środowisk politycznych
W obecnym czasie w Polsce można wyróżnić trzy główne kategorie środowisk politycznych: konserwatywno-neoliberalne, konserwatywno-narodowe oraz lewicowe. Wewnątrz każdego środowiska wypowiadane są podobne poglądy, zwykle mieszczące się bądź bliżej koncepcji Urbańskiego (konserwatywno-narodowe), bądź koncepcji Petru (dwa pozostałe).
Środowiska konserwatywno-neoliberalne
Najbardziej jednolite jest stanowisko konserwatywno-neoliberalne, negujące jakikolwiek wpływ członkostwa w Unii Europejskiej i strefie euro, mogący uszczuplać suwerenność państwa. Jest to oficjalna polityka Platformy Obywatelskiej i instytucji państwowych. Oznacza ona ukrywanie przed społeczeństwem częściowego ograniczania suwerenności z powodu cedowania uprawnień państwa na instytucje Unii. Przedstawiciele tego środowiska uzasadniają jednak swój pogląd na trzy sposoby. Najczęściej powołują się na możliwość wystąpienia z organizacji ponadnarodowej. Niektórzy posługują się jednak również twierdzeniem, że w ramach Unii dokonujemy tylko wymiany suwerenności między krajami członkowskimi, więc jej nie uszczuplamy. Taki argument rozpowszechniły stacje telewizyjne w dniu objęcia przewodnictwa w Unii przez Polskę, w formie wypowiedzi Róży Thun powołującej się na opinię Jana Kułakowskiego, szefa negocjatorów w sprawie akcesji Polski. Dodatkowym argumentem w postaci możliwości rzekomego wycofywania niektórych uprawnień przekazanych wspólnym instytucjom posłużył się Zbigniew Czachór („Samoograniczająca się suwerenność”,”Rz” 26.07.2012r.) Krytyczną ocenę powyższych argumentów przedstawiłem w: „Suwerenność a przywództwo polityczne” (http://biznesblog.lazarski.pl).
Na oddzielną uwagę zasługują opinie mieszczącego się w omawianym środowisku politycznym ośrodka Leszka Balcerowicza. W sprawach mających związek z suwerennością należy zwrócić uwagę na trzy opinie. Sam Balcerowicz zajmował konsekwentnie stanowisko całego skrzydła konserwatywno-neoliberalnego, odrzucające pogląd o występowaniu ograniczeń suwerenności z tytułu członkostwa w Unii Europejskiej. Nawet,gdy wypowiadał się w sprawie przystąpienia Polski do strefy euro, podtrzymał to stanowisko, nie widząc żadnych powodów, które miałyby wskazywać na uszczuplenie suwerenności z tytułu scedowania na wspólne instytucje polityki pieniężnej państwa, którą swego czasu prowadził jako szef NBP. Argumentację swego stanowiska ujmował w sposób obrazowy, opierając się na przypuszczeniu, że gdyby we Włoszech, czy gdzie indziej w strefie euro zapytał kogokolwiek poważnego, czy jego państwo jest wciąż suwerenne, uzyskałby odpowiedź potwierdzającą. W podtekście tej argumentacji jest sugestia, iż gdyby jednak ktoś uzupełnił swą odpowiedź stwierdzeniem, że państwo pozostało suwerenne, lecz z mniejszym zakresem suwerenności z powodu jej ograniczenia na rzecz wspólnych instytucji, rozmówca nie mógłby być uznany za poważnego.
Obok opinii szefa ośrodka, zaistniał przedstawiony wyżej pogląd Petru, różniący się nadzwyczaj niską oceną suwerenności oraz niezbędnością jej przekazania do strefy euro. Z ośrodka Balcerowicza wywodzi się też autor jeszcze innego poglądu mającego pośredni związek z suwerennością narodową, lecz merytorycznie doniosły. Jest nim Krzysztof Rybiński, były vice-prezes NBP, który w artykule pt. „Gdybym miał władzę” („Wprost” nr 123/2009), wyraził pogląd, że społeczeństwo mogłoby działać bardziej racjonalnie, gdyby władzy państwa nadało inny charakter w drodze przekazania jej w ręce dyktatora. Dzięki temu mogłoby przede wszystkim łatwiej uporać się z kryzysem. Oznaczałoby to oczywiście całkowitą utratę przez naród jego suwerenności, na rzecz dyktatora, natomiast kwestia dalszego jej przekazywania organom zewnętrznym wobec państwa zależałaby od decyzji dyktatora. Skojarzenie tej propozycji z tytułem artykułu nie powinno być uznane za jednoznaczne. Autor ma dar posługiwania się językiem metaforycznym. Niemniej jednak w roli dyktatora widziałby prawdopodobnie - jeśli nie siebie – to kogoś z nurtu neoliberalnego (więcej o powyższych kwestiach: M.Guzek, Makroekonomia i polityka po neoliberalizmie. Oficyna Wydawnicza Uczelni Łazarskiego. Warszawa 2011, s.139-148).
Środowiska konserwatywno-narodowe
W środowiskach konserwatywno-narodowych, reprezentowanych głównie przez Prawo i Sprawiedliwość, przeważa pogląd, że suwerenność jest dla narodu wartością nadzwyczaj wysoką, a może też być uważana za najważniejszą. Mniej liczni przedstawiciele tych środowisk, uznawani za radykałów, mają pogląd w sprawie natury suwerenności bliski Urbańskiego, a w sprawie członkostwa w Unii, iż oznacza ono już doznaną całkowitą utratę suwerenności oraz konieczność wystąpienia z ugrupowania integracyjnego. W opiniach oficjalnych taka postawa nie jest reprezentowana, chociaż trudne do zauważenia jest stanowisko jednolite. Większość jednak prawdopodobnie sądzi, że dotychczasowe zasady członkostwa nie spowodowały ograniczeń suwerenności narodowej, co należy uznać w pewnym stopniu za rezultat skuteczności propagandy PO, a w ogóle za pogląd błędny.
Dopiero zapowiedziane przedsięwzięcia typu unii bankowej, fiskalnej, czy monetarnej są uznawane przez środowiska konserwatywno-narodowe za oznaczające konieczność uszczuplania suwerenności, co jest sądem prawidłowym. Uważa się natomiast, iż kolejne zacieśnianie związków w ramach UE, w tym akcesja do strefy euro, powinny być odroczone na dalszą przyszłość. Krzysztof Szczerski, poseł PiS, stwierdza: „Chcemy, by Polska weszła do euro, gdy to będzie dla kraju korzystne, a nie, gdy taka będzie wola rządzących” (wywiad udzielony Pawłowi Wrońskiemu pt. „Szczerski: Euro jako horyzont”,”G.W”21.12.2012r.). Jego twierdzenie o potrzebie osiągnięcia wysokiego poziomu rozwoju, abyśmy mogli konkurować z państwami Unii, nie jest przekonujące. Z integracji mogą bowiem odnosić korzyści zarówno wysoko- jak i słabo rozwinięte kraje, a jaki będzie podział korzyści, zadecydują wynegocjowane zasady i atrakcyjność słabszych partnerów jako rynków zaopatrzenia i zbytu oraz jako terenów przyciągających inwestorów. Konkurować mogą i słabo rozwinięte kraje, jeśli zdołają się wyspecjalizować w pewnych dziedzinach, w czym może im pomóc wyższy stopień integracji.
Występujące w Polsce podbudowywanie sił społecznych już mocno przywiązanych do obrony suwerenności narodowej - odzyskiwanej z takim trudem i takimi ofiarami poprzednich pokoleń - specjalnymi zachętami z pogranicza wystraszeń, jest niezbyt przyzwoite. Mianowicie w środowisku konserwatywno-narodowym argumentację ekonomiczną postanowiono zaopatrzyć w ostrzeżenia z dziedziny moralności. Krytykując opinie o celowości realizowania przedsięwzięć wymagających dalszego cedowania kompetencji własnej państwa na rzecz wspólnych instytucji, zaczęto o tych zamiarach mówić jako o wystawianiu suwerenności na handel. Ci, którzy stoją w pobliżu obrony dziewiczości, mogą zacząć się obawiać, że wystąpi nie tylko jej utrata, ale za pieniądze, czyli coś, co może się kojarzyć z agencją towarzyską.
W tej sprawie chciałbym w przybliżeniu wypowiedzieć się własnymi słowami ekonomisty, które mi się kiedyś spodobały i podobają nadal. Czy suwerenność może być traktowana jako towar? Jako szczególny towar, bezcenny, za który zapłata nie powinna być jednorazowa, przypominająca tę jaką otrzymał car Rosji za sprzedaż Alaski Stanom Zjednoczonym. Uzyskana korzyść powinna być ciągła, aby nie powiedzieć wieczysta. Gdyby ta odpowiedź nie przekonała bardziej radykalnych przeciwników integracji o charakterze ponadnarodowym, to dla nich mam wariant odpowiedzi w języku nieco religijnym: za otrzymane dobro odpłacajcie dobrem, a gdy przekazujecie komuś dobro, macie prawo oczekiwać, że wobec was ktoś postąpi podobnie, odpłacając wam jakimś dobrem, które wam się przyda. Jeśli nie jesteście ekonomistami, nie musicie nazywać suwerenności szczególnym towarem, możecie pozostać przy określeniach „wartość najwyższa” częściowo przekazywana za inne dobra i wartości. A czy kiedyś może być przekazana całkowicie? Na razie na to się nie zanosi (więcej w artykule pt. „Strefa euro przedsionkiem do Stanów Zjednoczonych Europy?”).
Środowiska lewicowe
Gdy czołowi przedstawiciele Sojuszu Lewicy Demokratycznej wprowadzali nas do Unii Europejskiej, to już wcześniej Aleksander Kwaśniewski, dwukadencyjny podmiot zaufania społecznego, działając jako prezydent Rzeczypospolitej zaoferował, a Ryszard Kalisz jako szef jego kancelarii ogłosił społeczeństwu w specjalnej broszurze informację niemiarodajną, że w referendum możemy śmiało głosować za akcesją, gdyż nie narazi nas to na utratę suwerenności, z uzupełniającym wyjaśnieniem, iż pozostanie ona pełna. To uzupełnienie było podwójnie nieprawdziwe (A.Kwaśniewski, „Tak dla Polski. Odpowiedzi na pytania od Obywateli kierowane do prezydenta RP”. Warszawa 2003).
Mieliśmy bowiem wtedy i mamy nadal rozpoznanie - uargumentowane w krytycznych wobec III RP publikacjach Bronisława Wildsteina oraz w pracach Rafała Ziemkiewicza o michnikowszczyźnie - prowadzące do wniosku, iż uczestnictwo warstwy byłych ludzi aparatu PZPR i służb bezpieczeństwa w tworzeniu nowego ustroju, uszczuplało i nadal może uszczuplać suwerenność narodową z powodu powiązań niektórych budowniczych nowego ustroju z przepastnymi archiwami moskiewskimi, mogącymi generować skutki, np. w postaci towarzyskiego, nieoficjalnego szantażu wobec tych budowniczych, zwłaszcza w dziedzinach gospodarczych. Ale takie drobiazgi mogły umknąć z pamięci obu prominentów z poprzedniego ustroju, w związku z czym ich pamięć jest obciążona tylko zasługą w zwiększaniu społecznej akceptacji członkostwa w UE dzięki utrzymywaniu znacznej części społeczeństwa w nieświadomości o zjawisku ograniczania suwerenności w warunkach cedowania na organy wspólne uprawnień do podejmowania decyzji bezpośrednio wiążących w prawie wewnętrznym państwa. Po wykonaniu tej paternalistycznej pomocy w dbałości o długookresowy interes społeczeństwa, gładko zaakceptowaliśmy w referendum nie tylko pełne członkostwo w UE, ale także zobowiązaliśmy się do przystąpienia do strefy euro.
Obecna lewica postkomunistyczna, znacznie rozproszona, nie wykazuje szczególnych obaw o suwerenność państwa, bądź też uznaje za stosowne okazywanie lojalności wobec oficjalnego stanowiska PO, do którego przyłączyła się poważna część elektoratu SLD. Można stwierdzić, iż ludzie lewicy są skłonni zbliżać się w poglądach o znaczeniu suwerenności do opinii Petru, podkreślając, że wzrost zależności czysto handlowych i powiązań w ramach różnych organizacji międzynarodowych wymaga redukowania rygorów, jakie kiedyś mogły być uznawane za ograniczające suwerenność.
Wnioski
Unia Europejska i unia monetarna to organizacje ponadnarodowe z właściwościami federacji, wymagającymi częściowego ograniczenia na ich rzecz suwerenności narodowej. Proces ten odbywa się na zasadach dobrowolności i nie może być uznawany za naruszanie suwerenności, dopóki decyzje organów wspólnych nie wykraczają poza zakres uprawnień przyznanych im przez państwa członkowskie.
Sprawa naszej akcesji do strefy euro nie może być rozstrzygana w drodze nawet szerokiej i autentycznej debaty, bez badań naukowych, nie tylko standardowych, lecz i specjalnych, obejmujących m.in. następujące zagadnienia:
a) prognozy zmian pozycji euro jako drugiego po dolarze pieniądza światowego ze szczególnym uwzględnieniem potencjalnej długości okresu progresji euro w charakterze waluty światowej oraz ewentualnego zagrożenia w formie trwałego wejścia w okres degresji, wynikającej ze spadków popytu światowego na euro i niemożności dokonywania dodatkowych emisji (więcej o tych okresach pisałem w: „Dylemat walutowy Stanów Zjednoczonych…” biznes.interia.pl);
b) prognozy udziału Polski w tzw. senioracie (seigniorage), tj. korzyściach z dodatkowych emisji w celu zaopatrywania w walutę podmiotów zewnętrznych wobec strefy euro;
c) prognozy skuteczności przedsięwzięć antykryzysowych wobec światowych rynków finansowych oraz możliwości ustabilizowania sytuacji zadłużeniowej i rynkowej w UE i w strefie euro ze szczególnym uwzględnieniem możliwości eliminacji szkodliwych wielkich spekulacji typu baniek giełdowych oraz ataków na rezerwy walutowe.
Jeśli prognozy byłyby miarodajne, mogłyby pomóc w ustaleniu właściwego terminu naszej akcesji, niekoniecznie bardzo odległego, przy założeniu, że pozycja euro nie byłaby zagrożona nieodwracalną degresją.



Komentarze
Pokaż komentarze