Marian Guzek Marian Guzek
306
BLOG

Strefa euro przedsionkiem do Stanów Zjednoczonych Europy?

Marian Guzek Marian Guzek Gospodarka Obserwuj notkę 1

 W mieszaninie poglądów o procesach integracyjnych, nie pozbawionej znacznej dozy dezinformacji o suwerenności państwa, mogą wyżywać się publicyści i politycy różnych nurtów, zagrzewając społeczeństwo do euroentuzjazmu lub eurosceptycyzmu. Gdy po zlikwidowaniu szlabanów oraz granic oddzielających narody Unii Europejskiej wprowadzono wspólny pieniądz zamiast walut narodowych, powstały niemal namacalne przesłanki do stwierdzenia, że zbudowano już ściany przedsionka do Stanów Zjednoczonych Europy, o których marzyło i pisało wiele wybitnych osób, a wśród nich W.Hugo oraz W.Churchill. Obecnie ściany te mocno się chwieją, a jedność Unii kruszeje, więc nic dziwnego, że przyszłość Europy staje się coraz trudniejszym problemem, a obawy o odnawiające się nacjonalizmy i narastająca wrażliwość na punkcie suwerenności redukują optymizm wielu euroentuzjastów.

 

Unia Europejska: ni to federacja, ni konfederacja  

Istotnym źródłem nieporozumień w ocenie wpływu członkostwa w Unii Europejskiej na suwerenność państwa jest występująca w najważniejszych jej dokumentach „niedoróbka” prawna – niewątpliwie zamierzona - dotycząca objaśnienia charakteru związku państw Unii. Sygnatariusze traktatu z Maastricht, jak i wcześniejszych dokumentów, pragnęli uniknąć wprowadzenia do jego tekstu pojęcia federalizmu, które musiałoby się kojarzyć z rzeczywistym zjawiskiem cedowania, tj. przenoszenia w sensie rezygnowania z pewnych praw suwerennych na rzecz ponadpaństwowych instytucji Unii. Postanowili więc oznajmić, iż jest  to związek państw określony oficjalnie jako sui generis, czyli związek „szczególny”, „wyjątkowy w swym charakterze”, to znaczy taki, który nie może być zaliczony ani do kategorii konfederacji, ani federacji, a więc – jak mówi polskie przysłowie: „ni to pies, ni wydra”. Ponieważ pojęcie unii oznacza zarówno konfederację (nie wymagającą uszczuplania suwerenności państw), jak i federację (wymagającą uszczuplenia suwerenności) więc postanowiono nie uzupełniać tego pojęcia dodatkowym objaśnieniem. Niektórzy sądzili, iż po jakimś czasie prawnicy znajdą nazwę precyzującą prawny charakter tego związku państw, ale pomimo upływu wielu lat, nie zdołali tego zrobić, więc ekonomiści zwykle twierdzą, że Unia Europejska nie jest ani federacją, ani konfederacją.

        W Polsce wystąpiły konkretne rezultaty utrzymywania się tej luki prawnej. Niektóre wpływowe ośrodki władz państwowych wmawiały społeczeństwu, że członkostwo w UE w ogóle nie uszczupla naszej suwerenności. W takiej działalności propagandowej zasłużył się b. prezydent Aleksander Kwaśniewski w kampanii akcesyjnej w 2004r. O tym, że nawet planowane członkostwo w strefie euro, czyli przekazanie uprawnień do prowadzenia wspólnej zamiast narodowej polityki pieniężnej, pozwoli nam na zachowanie pełnej suwerenności, wypowiadał się w mediach były szef Narodowego Banku Polskiego, profesor Leszek Balcerowicz. Liczni przedstawiciele obecnej partii rządzącej PO kontynuowali taką dezinformację, ignorując znaczenie ponadpaństwowego charakteru instytucji Unii Europejskiej i władz strefy euro, na rzecz których państwa członkowskie przekazują swoje kompetencje własne, dające instytucjom ponadnarodowym uprawnienia do podejmowania decyzji (w tym na zasadzie większości głosów) bezpośrednio wiążących w prawie wewnętrznym państw. O tym, że Unia Europejska ma właściwości federacyjne, było „cicho sza”, zresztą nie tylko w Polsce.

 

Przełom federacyjny ogłoszony

Gdy szef Komisji Europejskiej, J.M. Barroso zaproponował, aby Unia przekształciła się w federację, a komentatorzy jego wypowiedzi doprecyzowali, iż chodzi o pogłębianie federalizmu Unii, stało się oczywiste na czym oparto enigmatyczne objaśnienie, iż Unia jest związkiem sui generis. Na tym mianowicie, że jest to związek mający charakter częściowo federacyjny, o czym poprawność polityczna zaleca jednak milczeć. Było tak do czasu, gdy zaszła konieczność cedowania na wspólne organy dalszych  praw suwerennych państw członkowskich, niezbędnych do uniknięcia rozpadu Unii. Za poprawność polityczną, opartą na nieprawidłowym lub niepełnym informowaniu społeczeństwa o zjawiskach uszczuplających jego suwerenność w zamian za oczekiwane korzyści z ponadnarodowej integracji, władze państwa muszą jednak zapłacić pewną cenę. Może się bowiem okazać, iż bardziej radykalne ruchy społeczne lub partie opozycyjne mogą operować hasłami przywracania pełnej suwerenności, co byłoby wątpliwe do osiągnięcia bez wystąpienia z Unii Europejskiej. Konsekwencje poprawności politycznej tego typu w Polsce mogłyby też utrudnić prowadzenie działalności opozycyjnej nawet mniej radykalnym ugrupowaniom politycznym, akceptującym członkostwo w Unii, lecz mającym wypowiadać się w sprawie akcesji do strefy euro. Teraz już ugrupowania te nie mogłyby prawdopodobnie powoływać się na argumentację L.Balcerowicza, negującą konieczność ograniczenia suwerenności państwa z powodu rezygnacji z własnej polityki pieniężnej w związku z wprowadzeniem euro w miejsce złotego (ocena krytyczna tej argumentacji m.in. M.Guzek, Makroekonomia i polityka po neoliberalizmie. Oficyna Wydawnicza Uczelni Łazarskiego, Warszawa 2011, s.141-143).

 

Jak daleko do Stanów Zjednoczonych Europy?

        Nawet jeśli uznać, że strefa euro ustabilizuje swoje fundamenty i ściany oraz zostanie wyposażona w wystarczające instrumenty regulacji w zakresie polityki pieniężnej w połączeniu z nadzorem sektora bankowego wraz z dobudówką przedsionka w postaci jednolitej polityki fiskalnej, to po otwarciu jego drzwi nie pojawi się tablica United States of Europe, lecz nadzwyczaj odległy horyzont z wystającymi murami i skalistymi wzniesieniami. Na tych murach i wzniesieniach musiałyby być umieszczone nazwy przeszkód poprzedzających drogowskaz z wielkimi literami USE.Najważniejsze z nich dotyczyłyby: scedowania terytoriów państw narodowych na USE, usunięcie z mapy politycznej nazwy każdego kraju jako suwerennego państwa i zastąpienie go np. nazwą „stan”, wprowadzenia jednolitej polityki, oprócz już ujednoliconych, w pozostałych dziedzinach, a zwłaszcza polityki zagranicznej, obronnej (również wspólnej armii), budżetowej, energetycznej, społecznej, edukacyjnej, a także w ważniejszych dziedzinach polityki strukturalnej, w tym przemysłowej, transportowej, przestrzennej.

        Teoretycznie biorąc, są to zadania możliwe do realizacji w sensie organizacyjnym, przy zachowaniu pewnej autonomii krajów zamienionych w stany, pod warunkiem, że uzyskają akceptację społeczeństw według reguł ustroju demokratycznego. W pokaźnej literaturze z odległej przeszłości można znaleźć próby przekonywania społeczeństw o możliwości zrealizowania idei paneuropejskiej. Dawniej przywiązywano wagę głównie do dwu czynników państwotwórczych, a mianowicie narodu i języka. Wśród propozycji z tego zakresu można zauważyć postulat, aby ludność Europy uznała swój zbiór narodów za jeden naród europejski, a w sprawie języka proponowano uznanie angielskiego za drugi język wobec każdego języka narodowego, co – teoretycznie biorąc - byłoby sensowne nawet wtedy, gdyby w Paneuropie zabrakło W.Brytanii, gdyż za takim rozwiązaniem przemawia względna jego powszechność w skali światowej.

        Oba powyższe czynniki nie miałyby obecnie tak dużego znaczenia, gdyż występowanie wielonarodowych społeczeństw w jednym państwie i lingwistyczne ułatwienia należą do współczesnych standardów. Największe opory musiałyby być pokonane w związku z koniecznością pozbycia się przez narody ich terytoriów na rzecz wspólnoty wielonarodowej oraz zrezygnowania z suwerenności narodowej. Dla wszystkich krajów ważna jest różnica ich sytuacji w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Tam terytorium było wspólne dla wszystkich grup narodowościowych, a konflikt wojenny między Północą a Południem stanowił – w sensie historycznym – jedynie epizod nie zniekształcający tej prawidłowości. Dominacja języka angielskiego została utrzymana. Natomiast przywiązanie do stanowej suwerenności nie miało podbudowy historycznej, przypominającej doświadczenia europejskie żyjącego jeszcze pokolenia, w których w walkach o suwerenność narodów ginęły miliony ich reprezentantów.

        Jak wiadomo, głównym czynnikiem jednoczącym narody Unii było i jest dążenie do uniknięcia wojen. Na czynnik ten nakładają się dążenia do osiągania korzyści gospodarczych przez wszystkie kraje oraz do zdobywania dominacji przez kraje największe. Nie powinno to jednak istotnie utrudniać procesów dalszej federalizacji, pomimo iż utworzenie USE wydaje się perspektywą jeszcze zbyt odległą. Mogą ją przybliżyć nadzwyczajne wydarzenia bardziej w skali ogólnoświatowej aniżeli wewnątrz Unii Europejskiej, co jest jednak odrębnym tematem. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka