Marian Guzek Marian Guzek
797
BLOG

Anarchokapitalizm zagląda do Polski

Marian Guzek Marian Guzek Gospodarka Obserwuj notkę 0

            Na razie podmiot prezentujący wizję anarchokapitalizmu ma twarz profesora brytyjskiego pragnącego pomóc Polakom w pokonaniu ich głównego wroga, to jest państwa polskiego. O nieprzeciętnej inteligencji tego profesora świadczy fakt, że swój pomocniczy wobec narodu polskiego akt w postaci artykułu zamieścił w wyjątkowo opiniotwórczym polskim organie o nazwie „Rzeczpospolita”, czyli semantycznym odpowiedniku określenia „państwo polskie”.

Źródła legitymizacji władz państwowych

Zwiastunowi nowego – jego zdaniem lepszego - ustroju nie przynosi ujmy to, że w swym tekście nie ujawnia znanej już w literaturze światowej nazwy tego ustroju, czyli anarchokapitalizmu, zapewne dlatego, aby Polacy mogli się z nim oswajać stopniowo i nie uprzedzać się do niego z powodu tej nazwy, wymyślonej przez cytowanego w artykule innego profesora, Murraya Rothbarda. Chyba z tej samej przyczyny nie wspomina też, że ustrój ten w formie radykalnego projektu jest dziełem austriackiej szkoły ekonomii.  Podobnie łagodząco na polską opinię publiczną musi działać sugestia zawarta w samym tytule artykułu, iż jego adresatem nie jest wyłącznie polskie społeczeństwo, lecz cały świat (Gerard Casey, „Świat bez państwa”,  „Rzeczpospolita” 13-14.10.2012r.).

Najwięcej uwagi cytowany autor poświęca funkcjom, jakie państwo mające reprezentować wspólnotę ludzką w rzeczywistości realizuje. Analiza tych funkcji jest poprzedzona opinią, że „dzisiejsze rządy są w prostej linii potomkami organizacji opartych na przemocy”, będąc jednocześnie wyjątkowymi źródłami zła i niesprawiedliwości na świecie. Wyjątkowymi dlatego, że „żaden inny rabuś nie udaje, że robi nam przysługę, kradnąc nasz portfel”, a rząd stać na takie udawanie nie tylko w trakcie pobierania podatków, ale i ich wydatkowania przez władze w ich interesie, do czego społeczeństwo z własnej woli je upoważnia.

Legitymizacja organów państwa, czyli nadanie im przez społeczeństwo prawa do sprawowania władzy, bierze się stąd, że „…zasadność istnienia silnego rządu została skutecznie wpojona nam w kościołach (kościoły na pierwszym miejscu, czyli akcent polski – MG), szkołach, uniwersytetach i w mediach. Legitymizację tę podtrzymują rządowe rytuały, ceremonie, nagrody, konstytucje, nawet państwowe flagi, herby i hymny, które mają dziś za zadanie ściśle łączyć naród z rządem”. Wyraźną troską napawa autora powszechne przekonanie społeczeństwa, iż nawet niedoskonały rząd jest jego suwerenem, któremu „nie da się skutecznie wypowiedzieć posłuszeństwa”. To stwierdzenie zostało poprzedzone opinią, iż „ludzie muszą czuć, że państwo to właśnie oni, czyli wspólnota ludzka”. Jednakże autor nie wątpi, iż takie przeświadczenie to wynik ogłupiania społeczeństwa przez profesjonalnych apologetów państwa nagradzanych przez władze statusem społecznym w administracji państwowej, uczelniach publicznych i mediach,  umożliwiającym „uczestniczenie w podziale łupów uzyskanych z podatków.”

Swoistą „kropką nad i” w bezceremonialnym ataku na instytucję wspólnoty ludzkiej w postaci państwa jest zakwestionowanie - uznawanej powszechnie za niezbędną - jego  funkcji tworzenia i egzekwowania prawa.

 

Projekt ustrojowy z W.Brytanii

Casey jest świadom, że wchodzi na niezwykle śliski grunt prawny wykraczający poza wyrażone wcześniej w kategorycznym tonie twierdzenie, że „jedyną rzeczą, jaką rząd może zrobić, aby poprawić status gospodarczy swoich obywateli jako całości, to zdecydowanie odmówić ingerencji w gospodarkę”. Autor rezygnuje więc z kamuflowania antypaństwowego stanowiska posługiwaniem się pojęciem „rząd” zamiast „państwo” i postanawia doprecyzować zakres eliminowanych funkcji państwa. Wyraża stanowczy pogląd, że państwo szkodzi społeczeństwu nie tylko w sferze gospodarczej, lecz we wszystkich sferach ludzkiej egzystencji, pomimo przekupywania różnych grup społecznych świadczeniami socjalnymi, opieką zdrowotną i edukacją oraz finansowaniem innych usług. Sama idea państwa jest natomiast oparta na przestępczych podstawach (w tej sprawie autor powołuje się na wypowiedź M.Rothbarda, najbardziej wyrazistego antypaństwowca austriackiej szkoły ekonomii). W tym kontekście jest mowa o milionach ludzi jako ofiarach „szalonych systemów inżynierii społecznej” różnych państw: „chińskiego wielkiego kroku naprzód”, katastrofalnych prób kolektywizacji w ZSRR, romantycznych „wspólnot wiejskich” w Tanzanii, Mozambiku i Etiopii oraz pól śmierci w Kambodży. Zaskakujący jest brak na tej liście zbrodniczych skutków działalności państwa hitlerowskich Niemiec. Brak ten stanowi chyba jedyną istotną różnicę antypaństwowej argumentacji autora w stosunku do szkoły austriackiej, a zwłaszcza Rothbarda.

Casey chciałby jednak uniknąć posądzenia go o utopijne poglądy, więc  wykonuje skok z abstrakcji ustrojowej do przyziemnej rzeczywistości, wymagającej odpowiedzi na pytanie, co lub kto ma zastąpić państwo w tworzeniu porządku prawnego w społeczeństwie, a więc i instytucji, struktur oraz koniecznych procedur organizacyjnych? Odpowiedź jest bardzo konkretna. Na pytanie co ma zastąpić funkcje rządu, odpowiedź brzmi: dodatkowa specjalizacja istniejących już firm oraz umowy społeczne, a ściślej biorąc „swobodne umowy rynkowe”. Wskazanie istniejących podmiotów z dodatkowymi specjalizacjami nie przychodzi autorowi trudno Mają to być firmy „dystrybuujące ryzyko, jak chociażby zakłady ubezpieczeń”. 

Należy tu dodać, że najbardziej wyspecjalizowanymi firmami w „rozprowadzaniu” ryzyka są korporacje, zwłaszcza bankowe, które nie tylko generują nadmierne ryzyko giełdowe, lecz i wpuszczają w obieg  papiery mające ubezpieczać od ryzyka. Ich swoboda działalności może zapewnić społeczeństwu sporo adrenaliny, co już wykazało „udoskonalenie” kapitalizmu w drodze zastosowania doktryny neoliberalnej, czyli „państwa minimum”, a „maximum” zdeformowanych przez wielkich spekulantów giełd papierów wartościowych jako tworów ponadpaństwowych. Droga do anarchokapitalizmu i do całkowitego przejmowania funkcji państw przez „wyspecjalizowane” firmy staje się coraz bardziej otwarta (dokładniej na ten temat patrz: M.Guzek, „Anarchokapitalizm nadciąga”. Biznes Interia), a w Polsce szczególnie - ze względu na pozycję takich firm w naszym sektorze bankowym i w gospodarce,  zwłaszcza w  sektorze dużych przedsiębiorstw, czyli ”córek” korporacji transnarodowych.

Pionierska działalność propagandowa w rodzaju cytowanego artykułu może więc trafiać na podatny grunt. Pewną przeszkodą może być natomiast pokusa naśladowania przez nasz rząd i potencjalne rządy następne, keynesowskiej polityki gospodarczej, mającej zapobiegać kryzysowej destrukcji przedsiębiorstw, czyli masowym bankructwom.  Keynesowska polityka polega na wypełnianiu przez państwo luki popytowej na rynkach, zabójczej dla kapitalizmu działającego bez niezbędnych, również w gospodarce, funkcji państwa.

Ustrój anarchokapitalistyczny nie może być jednak wdrażany jako reforma systemowa w sposób demokratyczny. Nie można bowiem oczekiwać, że parlament uchwali ustawę o likwidacji państwa, czyli o usunięciu parlamentu i konstytucji wraz z flagą i innymi symbolami, a prezydent ją zatwierdzi, likwidując urząd prezydenta. Jedynie bunt społeczeństwa przeciwko rządowi, przekształcony w drodze rozwiniętej propagandy w rewolucję antypaństwową, może posłużyć do wdrożenia ustroju bezpaństwowego. W tym celu anarchokapitalistom potrzebny byłby naród wybrany. Za taki uważał się kiedyś naród polski, o czym zapewne dowiedział się profesor Casey, dzięki czemu zechciał nam zaoferować docelową wizję ideologii libertarianizmu, popularnego w Stanach Zjednoczonych, które chyba po doświadczeniach dostarczonych im przez F.Hayeka i M.Friedmana mogą nie skorzystać z jeszcze bardziej wyrafinowanego niż neoliberalny ustroju kapitalistycznego.

Należy jednak uwzględnić fakt, iż niewykluczoną alternatywą ustrojową  może być ewolucja kapitalizmu wykraczająca poza interwencjonizm i komplementarne powiązania między państwem a rynkami w kierunku liberalizmu synergicznego (dokładniej patrz: M.Guzek, „Świat potrzebuje liberalizmu synergicznego. Biznes Interia), polegającego na takim współdziałaniu państw i rynków, aby był osiągalny efekt synergii, umożliwiający trwały rozwój gospodarczy – oparty na prywatnym kapitale - niezakłócany kryzysami katastrofalnymi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka